Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Rzym na kółkach… czy bez?

Rzym na kółkach… czy bez?

RzymPisząc parę słów dla portalu o tematyce motoryzacyjnej, wypadałoby wspomnieć o pięknych autach, szybkich skuterach i czarujących kierowcach. Uczynię to – obiecuję! – ale cudów nie oczekujcie. Mój pierwszy odruch bowiem – zaraz po tym, gdy nakreśliłam tytuł tego artykułu – to napisać, że Rzym jest cyrkiem na kółkach. Smiley I niekoniecznie musi to mieć związek z motoryzacją. Smiley


Ł»arty na bok – Wieczne Miasto to miejsce niezwykłe i choć rzeczywiście zadziwi nas, jak zresztą całe Włochy, sporą ilością absurdów, to pozostaje bezsprzecznie jednym z najbardziej fascynujących stolic świata. Fakt faktem jednak, że najpiękniejsze wydaje się chyba z poziomu chodnika, gdzie do ostatniej warstwy podeszwy zedrzemy  – i to z rozkoszą! – nasze biedne buty turysty poruszającego się pieszo.

Nadmierna ilość samochodów – i związane z tym koszmarne ingorghi, czyli korki – to jeden z kłopotów, z jakim boryka się włoska capitale. Gdy mieszkałam w Rzymie, zadziwiało mnie, że każda próba umówienia się z moimi zmotoryzowanymi przyjaciółmi kończyła się stwierdzeniem „Lepiej ty wpadnij do  mnie, bo koło …….. (tu wstawić dowolny adres) na pewno nie zaparkuję”. Wśród moich koleżanek natomiast wielką popularnością cieszył się pewien kawaler, który, mimo braku urody Don Giovanniego, z sukcesem namawiał na randki kolejne piękności – zdaje się, że ze względu na służbowy samochód ojca-lekarza, którym na sygnale wjeżdżał na najbardziej nawet wąskie i zatłoczone uliczki Citta Vecchia1 . Cóż, któraż kobieta nie marzy o podwiezieniu do eleganckiej restauracji i męskim ramieniu, które otworzy jej drzwi, udzieli pomocy przy wysiadaniu i zaprowadzi wprost przed talerz dymiącej pastySmiley

Niejedna kobieta w Rzymie nauczy się szybko także jeszcze innej perspektywy – w końcu pewien tubylec (lepiej, jeśli jednak ma urodę jak Don Giovanni Smiley) zaprosi ją pewnie na przejażdżkę motocyklem lub skuterem. W moim przypadku zetknięcie z przystojnym Lorenzo (tak miał na imię mój absztyfikant- motocyklista) i jego potężną maszyną skończyło się wprawdzie… zapaleniem ucha (ach, te przejażdżki nad Tybrem i rozwiane włosy przy zachodzie słońca Smiley), za to poznałam kilka uroczych zakątków miasta, które dla leniwego pieszego są trudno dostępne. Na jednośladzie wjechać można bowiem prędko do ogrodów Pincio, skąd roztarcza się piękny widok na okolicę; szybciutko przetransportujemy się także na wzgórze ze słynną dziurką od klucza i Giardino delle Arance; przejedziemy się po urokliwym Gianicolo, gdzie swą willę przed wiekami miał podobno sam Juliusz Cezar (gościł w niej nawet Kleopatrę!). A gdy będziemy już chcieli wrócić na kluchy lub pizzę do jednej z miłych rzymskich trattorii (np. polecanej przeze mnie zawsze Le Coppelle niedaleko Panteonu), uda nam się zapewne zgrabnie zaparkować bez większych problemów.

Mimo romantycznych skojarzeń z przejażdżkami na motorze tudzież uroczej Vespie (ach, Audrey Hepburn!), powtarzam – Rzym najlepiej zwiedzać pieszo, w wygodnych butach i z dużą dozą humoru. Przyda się on zwłaszcza tam, gdzie zderzenie z włoską kulturą auto-moto może być szokujące. Do tego typu miejsc zaliczamy m.in. rondo na Piazza Venezia, gdzie trzeba wykazać się nie lada odwagą, aby rozpocząć przechodzenie po pasach; główne szlaki zakupowe, gdzie Włosi parkują w tzw. terza fila (na trzeciego), co często kończy się malowniczymi awanturami; większość skrzyżowań, na których nikt nie włącza kierunkowskazu przed skrętem (cytowałam już kiedyś na swoim blogu komentarz pewnego Włocha, który oznajmił mi: „Przecież wszyscy widzą, że skręcam!”).

Piazza Venezia

Na szczęście Rzym to nie Neapol i wszechobecna tu corrida plasuje się mimo wszystko na poziomie możliwym do zniesienia nawet dla przeciętnego Słowianina. Tym bardziej, że w stolicy często urządza się dni bez samochodu (albo zezwala na opuszczenie garażu tylko parzystym bądź nieparzystym numerom rejestracyjnym) oraz pikniki rowerowe. O tym, że antyczne zabytki mogą wspaniale prezentować  się także z perspektywy bicyklu, przekonać można się nawet na Via dei Fori Imperiali, nie wspominając już o malowniczej Via Appia Antica, gdzie w każdy weekend Rzymianie wytrwale pedałują wśród starożytnych grobowców.

Vai dei Fori Imperiali

Nie da się jednak ukryć, że zarówno wspomniane przeze mnie antyczne ruiny, jak i urokliwe knajpki ze wspaniałą włoską kuchnią czy butiki wyrafinowanych włoskich stylistów są dla Italii równie charakterystyczne, jak ryk silnika pięknego Lamborghini czy elegancka linia Alfa Romeo. Koniec więc z obrzydzaniem tematu samochodów w Rzymie. Smiley A już niedługo – więcej szczegółów o tym, co zwiedzać w Wiecznym Mieście (… i jak Katon przynudzający o Kartaginie powiem – na piechotę, Kochani, na piechotę!).
Julia Wollner

1 – Starego Miasta

Poprzedni wpis
Autotraper w nowej odsłonie
Następny wpis
Miesięcznik ForzaItalia.pl

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back
Udostępnij

Rzym na kółkach… czy bez?