Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Wakacje u Prady

Wakacje u Prady

Każdemu turyście, Włochy kojarzą się głównie z Rzymem i Wenecją. Z pewnością nie można tym miastom odmówić niesamowitego uroku, jeśli jednak ktoś szuka niesamowitej przyrody to warto się udać nad Jezioro Garda.


Sam wyjazd zaczął się w iście włoskim stylu – tydzień przed wyjazdem zapada decyzja, że w tym roku wakacje spędzimy na Jeziorem Garda. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt że początek sierpnia jest we Włoszech wakacyjnym szczytem. Od razu natknąłem się na problemy z tego powodu, ponieważ nigdzie, z wyjątkiem hoteli czterogwiazdkowych, nie było wolnych miejsc. Spędziłem dwa pełne dni przed komputerem, niecierpliwie oczekując odpowiedzi na moje wysłane maile(a było ich bardzo dużo…). W końcu jednak udało się znaleźć przyjemne lokum za przystępną cenę. Pozostało się tylko spakować i w drogę. A tak mniej więcej wyglądał cały wyjazd w telegraficznym skrócie.

Podróż
Pobudka o 4 rano i obieramy kierunek na Poznań. Niestety trasa ta ma dwa nieprzyjemne etapy. Pierwszy to dojazd z Warszawy do Strykowa, a drugi to odcinek od Nowego Tomyśla aż do granicy. Ruch był spory, więc trasa zajęła dobrych kilka godzin. Jednak jakoś nikt się nie denerwował z tego powodu – w końcu jedziemy do Włoch!



Dzięki niemieckim autostradom kilometry mijały bardzo szybko, do momentu aż przyszła ogromna ulewa, która nie chciała nas zbytnio opuścić. W dość uciążliwych warunkach, modląc się aby guma z wycieraczki nie odpadła już całkowicie, dojechaliśmy do Austrii i zaczęliśmy poszukiwania noclegu.

W Austrii również sporo
turystów – w trzech hotelach nie było wolnych miejsc. W końcu wybór padł na
hotel przy autostradzie o mało urokliwej nazwie "Landzeit". Miłym
zaskoczeniem w przyhotelowej restauracji było menu po polsku. Jeszcze większym
zaskoczeniem było wyśmienite jedzenie. Nie pozostało mi nic innego jak zamówić
u uroczej kelnerki (nie oszukuję!) weisswursta z ryżem i kapustą z grochem, a
to wszystko przepić miejscowym piwem. Po takiej kolacji, byłem bardzo
usatysfakcjonowany i udałem się na zasłużony odpoczynek.

Następnego dnia pobudka o 7 rano, i zaczynamy zajadać się wyśmienitym śniadaniem. Nie będę tutaj znowu opisywał co było podawane, ale do wyboru była ogromna ilość wędlin, serów, ciast, dżemów, itd. Ł»al było wyjeżdżać. Szczególnie, że za oknem dalej dość mocno padało.
Wychodzimy z naszymi bagażami z hotelu, i coś tutaj nie gra. Przecież nie parkowaliśmy naszej Alfy po drugiej stronie?! Dopiero po chwili dostrzegam inne tablice rejestracyjne na aucie, które było niemalże identyczne do naszego.

Po wjechaniu na przełęcz Brenner, nastąpił cud. Nagle chmury zniknęły, a zamiast nich pojawiło się słońce, które zaczynało przyjemnie przygrzewać. Alfa od razu poczuła się lepiej, czym dała znać wysyłając nam wiadomość poprzez swoje radio 🙂

O godzinie 13 dotarliśmy w końcu do wyznaczonego miejsca – małej wioski o uroczej nazwie Prada (czy teraz tytuł artykułu jest już jasny? 🙂 ).

Szybkie obeznanie na miejscu i można zacząć zwiedzać okolicę, a dokładniej supermarket – oczywiście nad samym Jeziorem Garda. Nie ukrywam że przyjeżdżanie na zakupy do supermarketu, gdzie dookoła rosną palmy jest dość przyjemną czynnością.

Na koniec dnia jeszcze szybkie zwiedzanie Prady.

Szczyty zdobywać
Drugi dzień trzeba było zacząć już czymś konkretnym. Wybór padł więc na odwiedzenie okolicznych gór, które może nie były jakimiś wybitnymi formacjami skalnymi, ale były idealne do spacerowania.
Na mapie bardzo nam się spodobał szczyt o nazwie Corno della Paura, czyli Szczyt Strachu. Skąd ta nazwa? Tego nie wiadomo, ale możliwe, że ma to jakieś powiązania z I Wojną Światową. Na szczycie tej góry znajdują się bowiem fundamenty starych dział obrotowych oraz różnego rodzaju schrony. Corno della Paura było idealnym miejscem do ostrzeliwania wroga który próbował przedostać się przez doliną w głąb kraju. Takie pozostałości po wojnie, można spotkać na prawie każdym szczycie z widokiem na dolinę.

Po słońcu przychodzi deszcz  
Po pierwszym dniu niestety nastały gorsze dni. Z racji że miejscowość Prada położona jest 800m n.p.m., to niestety trochę intensywniej nawiedzały nas deszcze. Znajomi, którzy mieszkali nad samą Gardą i w Weronie, nie narzekali na pogodę w pierwszych dniach.

Jednak ile można siedzieć w domu i czytać, grać lub słuchać muzyki? Trzeba było "zaryzykować" i udać się na kolejną wycieczkę w góry. Tym razem celem było schronisko położone na wysokości 2000m n.p.m.

Mimo niezbyt dobrej pogody do robienia zdjęć, widoki i tak zapierały dech w piersiach. Przez parę minut mogliśmy podziwiać Gardę, która z tej perspektywy wydawała się malutka. Warto dodać, iż jezioro znajdowało się prawie dwa kilometry pod nami, dlatego też statki wycieczkowe przypominały bardziej malutkie pchełki, niż spore łodzie mogące pomieścić kilkadziesiąt turystów na pokładzie.

Wszystkie drogi prowadzą do…

Po cyknięciu paru zdjęć, ogrzaliśmy się w schronisku którego sufit był przyozdobiony różnymi abstrakcyjnymi kolorowankami wykonanymi przez dzieci.

I zagadka wyjazdu – tajemniczy napój podawany w wielkich słojach.  Nie odważyliśmy się go jednak spróbować pomimo, że grupa seniorów ok. 60-tki, siedząca obok nas spożyła ten napój. Może następnym razem będę odważniejszy. Śpiewać nie potrafili, ale było zabawniej dzięki temu 😉

Festa Campagnola! 
Pierwsza niedziela na miejscu, i trafiła się nielada niespodzianka. Prawdziwy, średniowieczny festyn na rynku w Pradzie. Przyjechała fajna grupa ludzi w różnym wieku, wszyscy poubierani w starodawne stroje. Niektórzy strzelali z łuku, jedni coś rzeźbili, drudzy haftowali, a jeszcze inni błaznowali. Byłem pod dużym wrażeniem, że można coś tak fajnego zorganizować w małej wiosce.

Kiedy już się naoglądałem miejscowych rycerzy, udałem się na dokładniejsze zwiedzanie Prady.
Od razu spotkałem śliczną Alfę Romeo Gtv.

Złomnik 100%

Największym chyba jednak zdziwieniem był Abarth Grande Punto z kitem esseesse. Do tego jeszcze ta wielka naklejka Abarth Club Italy. Jak się później okazało, auto należy do admina tego klubu…

We Włoszech 90% procent Pand (nowych i starych) to wersje 4×4. Teraz już wiem jaki jest sens produkowania tego auta…

Jeśli komuś było mało, to w wiosce obok również odbywała się festa.

Modena i…
No właśnie, kto zgadnie co jeszcze było punktem wycieczki?

Takie rzeczy tylko w Maranello…

Na parkingu pod muzeum Ferrari, spotkaliśmy samochód dobrze nam znanych klubowiczów 🙂

Samo muzeum nie powala na kolana. Ekspozycja co prawda zmienia się co jakiś czas, jednak nie robi wrażenia pod względem ilości aut. Muzeum Alfy w Arese zrobiło na mnie o wiele lepsze wrażenie.

Obecnie nie ma powodów do dumy, więc pozostaje chwalić się tym co było kiedyś.

Jeśli komuś mało wrażeń, to może skorzystać z usług naganiaczy, których w Maranello jest bardzo wielu, i przejechać się jednym z nowych modeli Ferrari…

…albo wybrać coś bardziej klasycznego.

"Za jedyne 80 euro możesz przez 15 minut wyglądać jak głupek, jadąc w cztery osoby Californią"

Po zwiedzaniu Maranello udaliśmy się do Modeny – rodzinnego miasta Luciano Pavarottiego.
Po drodze spotkaliśmy jeszcze śliczną Alfę 75, która poruszała się bardzo sprawnym tempem…

Jeśli chcecie odwiedzić ładne, typowe włoskie miasto, gdzie nie będzie zbyt wielu turystów, to Modena będzie idealnym wyborem dla Was.

Dla bardziej ambitnych turystów
Jeśli czasami jesteście już znudzeni chodzeniem po zwykłych szlakach, to warto wybrać się na via ferratę. Co to takiego? Jest to szlak turystyczny położony w bardziej stromym terenie (często skalnym), na którym asekurujemy się przy pomocy stalowej liny i wspinamy się przy użyciu różnego rodzaju klamr, drabinek itp. Polecam, bo jest to naprawdę fajna, bardzo bezpieczna zabawa, podczas której można poczuć już trochę górskiej przygody. Potrzebujemy jedynie uprząż, kask i lonża zakończona dwoma karabinkami.
W okolicach jeziora Garda znajduję się kilka ferrat o różnych stopniach trudności. Na niektóre można się wybrać z małymi dziećmi, a na niektóre lepiej się nie wybierać bez dobrej kondycji (na najdłuższej ferratcie trzeba pokonać 1200m). Podczas wyjazdu udało mi się odwiedzić dwie ferraty o niskim stopniu trudności, ale położone w bardzo malowniczych miejscach. Pierwsza z nich położona była w malowniczym wąwozie, którym płynęła niewielka rzeka. Czasami wystarczyło się odwrócić, aby móc podziwiać ogromne ściany, znajdujące się po drugiej stronie doliny.

Druga natomiast startowała prawie przy samej drodze w miejscowości Arco, położonej bardzo blisko jeziora Garda. Trudności były żadne, ale widok ze szczytu powalający!

Sama miejscowość Arco słynie ze wspaniałych rejonów wspinaczkowych. Niektóre drogi zaczynają się prosto z ulicy, przez co na rynku roi się od ludz,i którzy mają założone uprzęże i buty wspinaczkowe. Jeśli ktoś będzie w okolicy, to warto też odwiedzić jeden z ogromnych sklepów turystycznych. Od sprzętu wspinaczkowego na lato, po ubrania na srogą zimę. Do tego ceny znacznie niższe niż w Polsce.
Arco jak każde włoskie miasto, jest bardzo urokliwe. Stare kamienice poprzecinane wąskimi uliczkami, tworzą niesamowity klimat.

Serwis Alfy był zawsze w pogotowiu

Nie wiem co to jest, ale we Włoszech nawet zwykła, czerwona Panda ślicznie się prezentuje…

Pamiętacie jak się zaczyna ostatnia część Bonda? Czarne Alfy 159 gonią Aston Martina DBS w ciemnych tunelach…położonych nad Gardą. Niestety dopiero po powrocie do domu, skojarzyłem to miejsce. Jeśli jednak chcielibyście przejechać się chociaż nad jednym brzegiem Gardy, to lepiej wybrać drogę po wschodniej stronie. Po drugiej stronie znajdują się prawie same tunele, i niestety nie widać zbyt wiele.

Romeo bez Alfy
Jakie jest najsłynniejsze miasto w okolicach Gardy? Oczywiście jest to Werona, czyli miasto słynące z Romea i Julii.
Werona położona jest blisko południowej części jeziora, i od "naszej" Prady położonej na północy dzieliło nas 80km. Zdecydowaliśmy się skorzystać ze zwykłej lokalnej drogi, która okazała się bardzo malownicza.
Sama Werona bardzo pozytywnie zaskoczyła nas organizacją. Od samego wjazdu do miasta, wszędzie są drogowskazy na wielkie parkingi dla turystów. Po wybraniu jednego z takich parkingów i zostawieniu samochodu, kolejna niespodzianka – automat z mini mapkami Werony. Na mapie mamy zaznaczonych kilka tras wycieczkowych, i wybieramy sobie co chcemy zwiedzić. Niestety był jeden minus – nazwy ulic na mapie słabo się pokrywały z tymi w rzeczywistości.

Jeden z kilku sklepów Bang&Olufsen, które widziałem we Włoszech. Każdy z nich jednak znajdował się w ślicznej kamienicy…

Ducati nie jest jakąś rzadkością we Włoszech.

Nigdzie nie brakuje mimów

Jak widać, trochę się w wakacje dzieje.

Totalne przeciwieństwo Modeny, czyli mnóstwo turystów

Kwiaty balkonowe we włoskim stylu

Kierunek może być tylko jeden

Biedna Julia…

Jak widać, wszyscy się kochają 🙂

Jedna z wielu lodziarni w Weronie. Czasu by nie starczyło żeby wszystkiego spróbować.

Detale, detale!

No i typowe włoskie gadżety

Mimo że zdjęć jest dużo, to Werony zbytwiele nie zobaczyliśmy. Piękne miasto, ale zdecydowanie lepiej jest je zwiedzać po za sezonem. A jeśli chcecie zjeść dobrą pizzę, to polecam odwiedzić pizzerię przy moście Navi, a do tego zamówić butelkę czerwonego Bardolino. Nie pożałujecie 🙂

Trento
Co jednak, jeśli dalej chcemy zwiedzić coś ciekawego, ale bez tej ilości turystów co w Weronie? Wtedy należy udać się do Trento – starego miasta położonego na północ od Gardy. Turystów niewielu, a jest co oglądać.
Na początek wjechaliśmy kolejką na okoliczną górę, z której jest piękna panorama na całe miasto. Do tego sam wjazd kosztuje 1 euro, i mamy 70 minut na podziwianie widoków. Myślę, że gdybym był mieszkańcem Trento, to bym bardzo często odwiedzał to miejsce. Obowiązkowo trzeba to zaliczyć!

Nie będę się rozpisywał na temat tego, co można ciekawego zobaczyć w tym mieście, bo od tego są przewodniki. W całym Trento znajduje się wiele ciekawych kościołów, pałaców i kamienic które bardzo często przyozdobione są niesamowitymi freskami. Jeśli więc lubicie erę renesansu, to z pewnością warto tutaj zajrzeć na jeden dzień.

Jak widać nie wszyscy lubią Pana BungaBunga

Mini-Monako
Garda przyciąga tysiące turystów z całej Europy, więc dla każdego musi być coś miłego. Dla typowych studentów są przystępne cenowo kempingi, a dla zamożniejszych ludzi ekskluzywne hotele. Jednym z takich miejsc, gdzie można poczuć się jak w prawdziwym kurorcie jest miejscowość Riva del Garda, położona na północnym brzegu jeziora.
Hotele z pokojami z widokiem na jezioro, "przejażdżki" motorówkami i wiele innych luksusów na miejscu. Jeśli dla kogoś to jednak za dużo, to może wypożyczyć sobie rower wodny ze zjeżdżalnią i bawić się równie dobrze 🙂

Polscy architekci powinni brać przykład z Włochów, jak zaprojektować coś nowoczesnego co będzie się wtapiało w otoczenie

Idealne połączenie starego stylu z nowoczesną architekturą

Odpowiednie auto, w odpowiednim miejscu

Były i polskie akcenty

I uroczy Fiat 600, który nie wiem co tam robił 🙂

Jak zawsze ciężkie powroty
Cóż można więcej dodać? To było wspaniałe 12 dni, które dostarczyło przede wszystkim niesamowitych widoków. Samo jezioro Garda jest potwornie kiczowatym miejscem, do którego ciągle chce się wracać. Warto czasami jednak zapuścić się w mniej znane rejony, bo może być równie pięknie przy znacznie mniejszym natężeniu turystów.

Naszą wycieczkę zakończyliśmy wyśmienitą pizzą, i podziwianiem Gardy po zmroku. Widok był magiczny!

24 godziny później męczyliśmy się już podróżowaniem po polskich drogach…
Poprzedni wpis
Frecce Tricolori w Radomiu
Następny wpis
Podsumowanie IAA we Frankfurcie

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back
Udostępnij

Wakacje u Prady