Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Rajdowy maraton w Lancii Fulvii

Rajdowy maraton w Lancii Fulvii

Liege-Rome-Liege rozegrany w czerwcu to nie jest zwykły rajd na regularność. 4200 km do przejechania w 7 dni to intensywna trasa we współczesnym aucie, a co dopiero w aucie zabytkowym! Sprostali temu Iza i Maciej Trzebiatowscy na pokładzie Lancii Fulvii Coupe.

Iza i Maciej startują razem w rajdach na regularność od pięciu lat. Rozpoczęli wspólne docieranie się jako załoga w rajdach regionalnych, pierwszą większą imprezą był Rajd Polski Historyczny w 2014 roku. Uczestniczą w Mistrzostwach Polski już 4. sezon. W pierwszym zostali Mistrzami Polski w rajdach na regularność. Od początku jeżdżą Lancią Fulvią Coupe z 1972 r., która stopniowo była udoskonalana na potrzeby coraz to ambitniejszych imprez. Poza pierwszym, w sumie krótkim sezonem, w Polsce nie przejechali pełnego cyklu mistrzostw tylko ciągnęło ich dalej, na zagraniczne imprezy. Mają za sobą udział w Rajdzie San Remo (trasa ok. 700 km) oraz Rajdzie Elba (trasa ok. 400 km) – eliminacjach Pucharu FIA.

Do udziału w maratonie namówił ich Joseph Lambert, który brał udział w zeszłorocznym Rajdzie Polski Historycznym jako pilot w załodze z Christianem Crucifixem. W RPH 2016 zajęli 3. miejsce. Joseph to bardzo doświadczony zawodnik rajdowy, zdobywca Pucharu Europy w ramach FIA jako pilot. Był odpowiedzialny za przygotowanie trasy na tegoroczne Liege-Rome-Liege. Przygotowanie maratonu to 3 miesiące pełnoetatowej pracy i kilkanaście tysięcy przejechanych kilometrów. Sama trasa wykorzystywała wiele odcinków znanych z europejskich rajdów, w których startował Joseph. Widać, że przygotowana była przez pasjonata rajdów. Duża jej część prowadzi przez Alpy, włącznie z przełęczą Stelvio. Po drodze wiele miast gości rajd u siebie organizując publiczną wystawę dla kibiców: Livigno, Trento, La Spezia, Cuneo, Chambéry i Besançon.

Impreza sięga swoją historią do 1931 roku i obecnie organizowana jest przez firmę Trajectoire pod patronatem Royal Automobile Club Belgium. W ostatnich latach miał bardziej charakter rajdu turystycznego z elementami regularności. W tym roku postanowiono powrócić do tradycji maratonu sprzed lat i nadać mu bardzo sportowy charakter. 4200 km, 5 krajów, 60 odcinków na regularność (RT), etapy nocne, 7 dni jazdy. Prawdziwa próba wytrzymałościowa – „Le Marathon de la route”. Najlepiej całość zrelacjonuje jednak załoga.

 

FI: Namówiłeś nas w zeszłym roku na start w Rajdzie Polski Historycznym, który miał „ledwie” 900 km i prawie nas wykończył. Skąd pomysł na przejechanie tak morderczego rajdu?

Maciej: Zawsze chciałem wystartować w maratonie. Jeździmy od kilku lat z Izą w różnych imprezach, traktując to też jako wakacje. Za nami już m.in. San Remo i Elba. Rozmawialiśmy z Josephem w trakcie zeszłorocznego RPH i namawiał nas na udział. Był nawet pomysł, żeby część trasy prowadziła przez Polskę – kto wie, może kolejna edycja tutaj zawita? Namawiał nas skutecznie i zgłosiliśmy się do rajdu jako jedyna polska załoga.

FI: Wiedzieliście, co Was tak naprawdę czeka?

M: Im bliżej rajdu tym świadomość, że mamy do przejechania 4200 km w 7 dni coraz mocniej do nas docierała. Na początku wiedziałem, że będzie to intensywny rajd, ale chyba trochę optymistycznie podeszliśmy do tego dystansu.

Iza: zabawną rozmowę mieliśmy w dniu startu, kiedy powiedziałam do Maćka: Wiesz, że pierwszy etap kończy się w Livigno a my jesteśmy w Spa? Maciek stwierdził, że to na pewno jakaś pomyłka 🙂 (Spa-Livigno wg zwykłej nawigacji to ponad 8 godzin samej jazdy autostradami… a w tym rajdzie z autostrad się praktycznie nie korzysta… – przyp. red.)

FI: Jak długo trwały przygotowania do tej wyprawy?

M: Popracowałem oczywiście nad autem. Porządny serwis i przejrzenie to konieczność. Zmieniłem w Lancii zawieszenie na regulowane, aby można je było ustawić odpowiednio na kolejne etapy. Niektóre drogi to kręte, wąskie górskie przełęcze z równym asfaltem, inne to dziurawe trasy po belgijskich lasach. Dodałem pałąk bezpieczeństwa oraz zainstalowaliśmy intercom. Bez tego ostatniego raczej szybko stracilibyśmy głosy. Dodatkowe dwa kanistry z paliwem były koniecznością. Masa auta tutaj nie jest priorytetem, więc należy zabrać za sobą zarówno części zamienne, opony, jak i dodatkowe paliwo. Trasa jest dobrze opisana i punkty tankowania są oznaczone, ale można na odludziu zostać bez paliwa i wtedy już nie jest łatwo.

I: Relatywnie krótko przed rajdem zrozumieliśmy, że regularność jest tutaj rozgrywana wg tabel z czasem i dystansem. Nie ma więc zadanych średnich prędkości na dane RT. To też wymagało przećwiczenia, do tej pory nie jeździliśmy w ten sposób. Udało się nam zrobić dwa krótkie treningi przed wyjazdem. Nie obyło się bez konkretnych kłótni 🙂

FI: Pierwszy etap był chyba najtrudniejszy?

M: Początek rajdu jest koszmarnie trudny. Odbiór administracyjny jest o godzinie 14. Następnie należy przejść badanie kontrolne, wykonać kalibrację haldy (precyzyjny drogomierz – przyp. red.), przejechać odcinek testowy i przygotować się do startu o godzinie 22. Następnie jazda trwa prawie kolejne 24 godziny! Na pierwszy PKC wjechaliśmy z dużym spóźnieniem, więc nie został nam czas na odpoczynek. Właściwie było to 15 minut – kawa i jazda dalej. Kolejna przerwa była nad ranem. Po zjedzeniu śniadania nie dało się spać. Było widać, że ludzie byli wykończeniu, spali wszędzie, gdzie się dało (na trawie, na aucie).

I: Nawigacja była bardzo trudna – było widać, że inne załogi gubią się notorycznie. Można się szybko zmieszać, kiedy nagle widzisz załogę nadjeżdżającą z przeciwka, gdzie teoretycznie nie powinno ich być! Ale skoro mi się wszystko zgadza, to jedziemy dalej, nie ma co patrzeć na innych.

M: Pierwszy etap prowadził po trasach rajdu Belgii – popełniliśmy tutaj błędy, zgubiliśmy się i łapaliśmy kary za przekroczenia prędkości. W pewnym momencie wjechaliśmy na bardzo dziurawy odcinek gdzie myślałem, że to już koniec, auto nie ma prawa wytrzymać, rozpadnie się, a my zaraz zgubimy w lesie. Ale jechaliśmy dalej!

FI: Organizatorzy przygotowali dodatkowe pułapki?

I: Tak, trzeba było odnajdywać tablice ukryte na rajdzie i wpisywać to w kartę drogową. Szukanie tablic po ciemku przy bardzo trudnej nawigacji było już niemalże niemożliwe. Pozostałe załogi szybko też porzuciły to zadanie i łapały grzecznie punkty karne.

FI: Jak opowiada Maciek, w trakcie pierwszego etapu było zwątpienie i kryzys, czy się uda. Jakie nastroje panowały w Lancii?

I: Łapaliśmy spóźnienia, wczuwaliśmy się nadal w kontrolowanie tempa na podstawie tabel z odległościami i czasem. Maciek jednak słusznie zaczynał uspokajać tempo, nawet kiedy mieliśmy spore spóźnienia. Ten etap to taka próba cierpliwości, gdzie wiesz, że przed Tobą kolejne 6 dni jazdy, więc tutaj jeden wynik niewiele zmieni, trzeba przede wszystkim dojechać do mety.

M: Na pierwszym etapie odpadło sporo załóg. Nie wytrzymał sprzęt, były awarie, jedna ekipa miała wypadek. Etap był trudny nawigacyjnie i bardzo długi, wszyscy byli ponad dwie doby na nogach.

FI: Jak wyglądało zaplecze rajdu? Jednak przemieszczanie się przez tydzień to spore wyzwanie logistyczne.

M: Rajd zorganizowany był perfekcyjnie. Po każdym etapie w hotelu czekają już twoje walizki, zorganizowane są przerwy w trakcie etapów, wieczorne kolacje. Na całej trasie masz oznaczone punkty serwisowe. Zawsze czekają tam dwa busy. Jest ekipa techniczna, ale i zaplecze cateringowe. Czekają już z rozstawionymi stolikami, zimnymi napojami, przekąskami. Nie ma sytuacji, że czegoś zabraknie. Serwis to prawdziwi profesjonaliści rajdowi. Mają ze sobą migomat, wyważarkę do kół, pełne wyposażenie warsztatowe. Skorzystaliśmy z płatnej opcji serwisowej, więc po każdym etapie mieliśmy do dyspozycji ich pomoc w przejrzeniu auta i przygotowaniu do kolejnego dnia.

FI: Z waszych relacji na żywo kojarzymy, że serwis się jednak przydał?

M: Tak, na czwartym etapie mieliśmy dość poważną awarię. W trakcie jazdy zaczęły dobiegać do nas dziwne dźwięki spod maski, ale jechaliśmy dalej. Jednak podczas jednego RT auto stopniowo zaczęło tracić moc – był to górski odcinek, więc było dość nerwowo, czy w ogóle damy radę przejechać. Spóźnienia, które łapaliśmy, były już mniej istotne. Działo się to w okolicach San Remo, które znamy nieźle z Coppa dei Fiori ale nic nam to nie dało, ponieważ brakowało mocy i nie mieliśmy dobrych wyników. Po dojechaniu do strefy serwisowej szybko zdiagnozowałem z serwisem, że pękł kolektor wydechowy. Na chłopakach nie zrobiło to wrażenia – ledwie zdążyłem odpiąć klemę od akumulatora, auto już było podniesione a migomat w akcji. Cała naprawa zajęła 7 minut! Rewelacja! Dzięki chłopakom pojechaliśmy dalej i ruszyliśmy na bardzo fajny nocny etap, którego punktem kulminacyjnym był odcinek Sospel – znany klasyk  rajdu Monte Carlo, który poszedł nam całkiem dobrze. Bez serwisu byłoby po rajdzie.

FI: Jak Lancia zniosła trudy rajdu?

M: Właściwie to świetnie. Oczywiście była na bieżąco przeglądana przez serwis. Pomimo zastosowania sportowych klocków hamulcowych pyliły one dość mocno i pod koniec dnia i jazdy po serpentynach hamulce kończyły się z powodu pyłu. Codziennie przeglądy, przedmuchiwanie hamulców i jechaliśmy dalej. Auto w trakcie tego rajdu praktycznie nie stygnie. Startujesz o 8. rano, kończysz o 19., przejrzenie auta, krótki odpoczynek i walka dalej.

Mieliśmy drugą awarię, na szczęście niegroźną. Już na ostatnim etapie, na samym końcu rajdu, coś zaczęło się niemiłosiernie tłuc z tyłu auta. Po zakończonym RT zatrzymałem się, żeby to zdiagnozować. Okazało się, że rozkręcił się zacisk hamulcowy. Szybka naprawa i w drogę. Nerwy oczywiście były, bo meta była już w zasięgu ręki, a awaria mogła zniweczyć tydzień walki.

FI: Jak wygląda praca pilota w trakcie maratonu?

I: Prędkości średnie nie były podane, tylko przed każdym startem do RT otrzymywaliśmy tabele z czasami i dystansem. Wymaga to trochę wprawy, żeby sprawnie podpowiadać kierowcy tempo. Średnie były wysokie, bliskie 50 km/h. Taki sposób ich wyznaczenia eliminuje trochę wyścig zbrojeń. Tutaj specjalnie nie pomoże żadne urządzenie poza stoperem i haldą.

M: W trakcie rajdu zrozumieliśmy, dlaczego organizator nie zabrania właściwie żadnych urządzeń. Tak się jeździło w starych czasach. Zainspirowało to nas do wykorzystania tabeli na Warszawskim Rajdzie Historycznym 🙂 (Iza i Maciej są organizatorami  – przyp. red.)

I: Kluczowym narzędziem jest GPS organizatora, który poza trzymaniem oficjalnego rajdowego czasu komunikuje się także z załogą w pewien sposób. W przypadku zgubienia trasy sygnalizuje to dźwiękiem. Ostrzega także przed ograniczeniami prędkości, których bezwzględnie należy przestrzegać, inaczej sypią się srogie kary. Nauczenie się zachowania tego GPSu też wymaga chwili, więc nie wszystko odczytywaliśmy od początku poprawnie.

FI: Przejeżdżając przez tak malownicze alpejskie trasy chyba aż kusi, żeby się zatrzymać i podziwiać widoki?

I: Kusi oczywiście, bo to są piękne trasy i malownicze widoki. Jednak czujność trzeba utrzymać cały czas. Zwłaszcza w wysokogórskich partiach pomyłka w nawigacji może dużo kosztować. Jedna załoga zapatrzyła się chyba na widoki i przegapili punkt nawigacyjny. Na nic się zdało to, że się zorientowali – tam nie było gdzie zawrócić! Musieli nadłożyć 100 km żeby objechać górę i wrócić na wyznaczoną trasę.

FI: Jak daliście radę fizycznie na rajdzie? 10 godzin jazdy dziennie to jednak dużo, a na jednym zdjęciu widzimy w Maranello 35 stopni Celsjusza…

M: W Lancii pewnie było z 50. Ten rajd wykańcza fizycznie, długość jazdy i temperatury robią swoje. Iza na jednym etapie miała nerwową chwilę, kiedy pojawiły się objawy udaru słonecznego, organizm się zbuntował. Zatrzymaliśmy się, żeby ochłonąć, nawodnić. Trzeba uważać i pilnować swojej kondycji, nie zapominać o odpowiednim uzupełnianiu płynów.

FI: Udało się Wam ukończyć ten trudny rajd, co jest już sporym osiągnięciem. Jak wrażenia na chłodno?

M: Dojechaliśmy na 13. miejscu na 35 startujących – wygląda to niezbyt dobrze, ale tylko 20 załóg przejechało cały rajd. O wyniku świadczy suma błędów, bo każda załoga je popełnia. Na 12. miejscu skończyła ekipa, która wygrała tegoroczny Rajd Monte Carlo Historique. Jechało dużo doświadczonych ekip, ale tutaj trzeba siły rozłożyć na cały maraton, nie każdemu się to udało. Nie uniknęli kolizji, błędów w nawigacji, część nie wytrzymała fizycznie trudów maratonu.

I: Rajdy zagraniczne traktujemy jako wakacje, ale wróciliśmy raczej bardziej zmęczeni niż wypoczęci 🙂 Nie byliśmy w 50% przygotowani na to, ile tam będzie jazdy. Po 10 godzin dziennie w aucie to już naprawdę wymagający wysiłek.

FI: Jaki jest więc klucz do sukcesu w takim maratonie?

M: Ważna jest psychika, mniej kondycja fizyczna. To, czy wytrzymasz, siedzi w głowie. Mieliśmy potężną motywację, żeby ten rajd ukończyć i to na pewno nam pomogło. Momentami świadomie nie goniliśmy już spóźnień, najważniejsze było dojechanie do mety. Spiesząc się masz większą szansę na popełnienie kolejnych błędów, a przed tobą następne setki kilometrów. Trzeba rozłożyć siły. Wymieniałem z zawodnikami „listę strat”: jednemu wytarły się rękawiczki i zrobiły w nich dziury, innemu stopiły podeszwy od nagrzanej podłogi auta… 🙂

I: Bardzo istotna jest wiedza o niuansach rajdu, tego, jak zachowuje się GPS od organizatora, wyczucie dyktowania tempa z tabel na każdym RT, pilnowanie prędkości, aby nie łapać kar. Nasze największe straty wynikały raczej z braku doświadczenia w specyfice tego rajdu. Ciekawostką jest np. system jokerów – z każdego RT usuwane jest kilka najgorszych pomiarów (w zależności od długości RT). W ten sposób potrafisz wymazać małe błędy lub przypadkowe zatrzymania wynikające z publicznego ruchu.

FI: Co poza samą długą trasą i wysiłkiem robiło na Was największe wrażenie?

M: Zdecydowanie atmosfera rajdu. Jest niesamowicie przyjacielsko. Przerwy między etapami czy postoje serwisowe to wydarzenia towarzyskie. Każdy dzień tam spędzony to przyjemność. Nie ma awantur i protestów, jak to widzimy na wielu rajdach. Zorganizowane jest to formularzem „Query form” – opisujesz wątpliwość, przekazujesz organizatorowi, uzyskujesz odpowiedź.

Świetnym przykładem dobrej atmosfery była celebracja nowo narodzonego wnuka Michela Decremera. Zakupił szampana, chłopaki z serwisu byli jak zwykle świetnie przygotowani, mieli odpowiednie kieliszki! Akcja była raczej spontaniczna, ale impreza na parkingu przednia.

FI: Pojawia się pytanie, co dalej?

M: To była na pewno jedna z naszych największych życiowych przygód. Kiedy zaczynasz taką imprezę, to na początku zastanawiasz się, co tutaj robisz i przysięgasz, że nigdy więcej. Po przejechaniu 2 tys. km stwierdzasz, że raz w życiu można to przejechać. W domu po opadnięciu emocji uznajesz to za tak fajną przygodę, że chcesz jeszcze.

Znamy już termin kolejnej edycji, organizuje ją ta sama ekipa, więc można być pewnym co do atrakcji i świetnej trasy. Niewykluczone, że rozszerzy się zespół polski, zobaczymy.

Poza tym chcemy poznać różne rajdy na świecie: w Grecji, Portugalii, Hiszpanii… 🙂

FI: Gratulujemy przygody i dzięki za rozmowę.

Rozmawiał Jakub Strzemżalski

Zdjecia: trajectoire.be

Wyniki Liege-Rome-Liege 2017

(zwróćcie uwagę na różnicę pomiędzy 2-gim i 3-cim miejscem, ledwie 6 punktów i to na dystansie całego rajdu!)

  1. Crucifix-Noelanders (Ford Anglia), 928,1 pts
  2. Evrard-Bernard (Porsche 911), 1081,0 pts
  3. Adriaens-Moors (Porsche 914/6), 1086,9 pts
  4. Godfrey-Godfrey (MG B), 1299,8 pts
  5. Hontoir-Peeters (Opel Ascona B), 1613,6 pts
  6. Deflandre-Deflandre (Porsche 911), 1769,6 pts
  7. Declerck-Vyncke (Porsche 911 Targa), 1908,4 pts
  8. Robert-Delincé (Ford Escort MK1), 2989,4 pts
  9. Kevers-Halleux (Porsche 911), 3206,4 pts
  10. Guilmain-Yans (Porsche 924 S), 3842,6 pts
  11. De Vos-Remion (Porsche 911), 4877,5 pts)
  12. Decremer-Van Bourgonie (Opel Ascona 400), 5318,8 pts
  13. Trzebiatowski-Trzebiatowski (Lancia Fulvia HF), 6340,2 pts
  14. De Paep-Eyckerman (Jaguar XK 140), 9106,5 pts
  15. De Nil-Vaeremans (Porsche 911), 12788,8 pts
  16. Hermand-Parsi (Austin Healey 3000), 18793,1 pts
  17. Ginies-Ginies (Austin Healey 100/6), 19194,8 pts
  18. Denis-Remacle (Lancia Fulvia), 23702,4 pts
  19. Duquenne-Kauffman (Austin Healey 100/6), 25232,3 pts
  20. Meert-Peigneur (Jaguar E-Type), 82900,5 pts
Poprzedni wpis
Drogi i bezdroża w Stelvio
Następny wpis
Cars and Coffee Gdynia - relacja

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back
Udostępnij

Rajdowy maraton w Lancii Fulvii