Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Randka z Luigim

Randka z Luigim

Początek maja, deszcz ze śniegiem, temperatura lekko ponad 10 stopni, a my musimy akurat testować Fiata 500C… Z powodu panującej aury nasza 500-tka była równie smutna co my, dlatego postanowiliśmy trochę poprawić jej humor i umówiliśmy ją na randkę z Luigim, czyli Abarthem 500. Luigi jednak pojawił się ze swoją…  mamą. Z Marysią porozmawiamy o jej motoryzacyjnych przygodach.

FI: Cześć Marysiu, na początek opowiedz nam, jak się zaczęła Twoja przygoda z motoryzacją?

Marysia: Hmmm, to zawsze trudne pytanie… Jestem jedynaczką, mój tata interesuje się motoryzacją i jakoś tak wyszło, że przeszło to też na mnie. Od małego oglądałam z nim wyścigi Formuły 1 i czytałam Auto Świat czy Motor. Zamiast domku dla lalek miałam piętrowy garaż. Prawo jazdy zrobiłam od razu po osiemnastych urodzinach i od tego czasu jeżdżę praktycznie codziennie. W międzyczasie na studiach udało mi się dołączyć do koła motoryzacyjnego, gdzie poznałam ludzi podzielających moją pasję. Zaczęłam też robić zdjęcia aut i coraz bardziej się w to angażować. Moim ulubionym weekendowym zajęciem jest oczywiście mycie samochodu.

FI: Jak zaczęła się twoja historia z Luigim?

M: Kiedy sprzedawałam swoje pierwsze auto, jego nowy właściciel powiedział: Czas zabrać Luigiego do nowego domu. Wtedy mało kto wiedział, że tak pieszczotliwie mówię do mojego samochodu– pięknej, białej pięćsetki, którą przyozdobiłam naklejkami z włoskimi barwami, żeby wyglądała jak rasowy makaroniarz. Byłam w niej zakochana od pierwszego wejrzenia, jednak miała jedną małą wadę, z którą mojemu sportowemu zacięciu ciężko się żyło – silnik 1,2 l o mocy 69 KM. Nie minęło wiele miesięcy zanim zmieniłam auto na nieco inne, ale to znowu nie było do końca to. Skrycie dalej marzyłam o pięćsetce, tylko tej właściwej… Podczas kolejnego dnia z rzędu poświęconemu oglądaniu aut na sprzedaż zobaczyłam nagle w ogłoszeniu czerwoną strzałę, z niedużym przebiegiem i wielkim potencjałem. Dzień później byłam po nią w Bielsku-Białej, tuż przy centrum sprzedaży FCA, a wieczorem z powrotem w Warszawie, z nowym członkiem rodziny pod domem (z tego miejsca dziękuję tacie, który mi w tym pomógł i mamie, która zaakceptowała tę wyścigówkę). Chwilę myślałam nad numerem rejestracyjnym – od początku wiedziałam, że w tym aucie chcę mieć indywidualne blachy. Sentymentalnie zdecydowałam się na Luigiego i był to strzał w dziesiątkę. Wiele osób wciąż tego nie wie, ale wzorowałam się oczywiście na klasycznej pięćsetce o imieniu Luigi z filmu Auta.

 FI: Fiat 500 świetnie sprawdza się w mieście, a jak radzisz sobie z dalszymi wyjazdami?

M: Luigi był już w kilku dłuższych podróżach, od 300 km do Poznania, przez 6-godzinną drogę w Bieszczady, po ostatnią wyprawę na Nürburgring, czyli 1200 km w jedną stronę. Za każdym razem jechało mi się bez żadnych problemów. Na wygodę ani ja, ani mój znacznie wyższy narzeczony nigdy nie narzekamy. Podejrzewam jednak, że gdybyśmy jechali w więcej osób, to pasażerowie z tyłu nie byliby zbyt zadowoleni… Mimo niedużych gabarytów auta, ze spakowaniem się także nie mam nigdy problemów. Bagażnik pod klapę, parę rzeczy wrzucone na tylną kanapę i spokojnie w dwie osoby można wyjechać na parę dni albo nawet dłużej. Jedyne minusy, jakie widzę w tym kontekście, to słabe wygłuszenie auta które powoduje, że przy wysokich prędkościach autostradowych jest głośno. Także mały bak, ale z drugiej strony czego oczekiwać po aucie z przeznaczeniem do ruchu miejskiego?

FI: Jakie jest Twoje ulubione wspomnienie ze wspólnych przygód z Luigim?

M: W zasadzie jest to bardzo świeże wspomnienie, ale zdecydowanie ma numer jeden – wycieczka na Ring. Marzyłam o tym, żeby zabrać tam Luigiego i kiedy już się udało, było po prostu niesamowicie. Na moim pierwszym kółku, które dodatkowo było w deszczu myślałam, że kolejnego już nie zrobię. Było po prostu przerażająco. Całe szczęście następnego dnia wyszło słońce i zrobiliśmy jeszcze 10 okrążeń. To najlepsze motoryzacyjne przeżycie, jakie miałam i polecam każdemu taką wycieczkę! Oczywiście wyprzedziło nas milion aut, ale Luigiemu też udało się coś tam wyprzedzić i nie dawał tak łatwo za wygraną! Było ciężko, ale myślę, że jemu też się podobało 😉

FI:  Patrząc na Luigiego widać, że nie jest to seryjne auto. Jakie modyfikacje w nim przeprowadziłaś?

M: Trochę tego już było, ale staram się zachować funkcjonalność auta, bo od samego początku jeździ mi się nim naprawdę świetnie. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, był nowy program. W normalnym trybie moja 500-tka ma 155 KM, a w trybie Sport 175 KM. Nie ukrywam, że jest to pewne obciążenie dla turbiny, więc być może ona będzie kolejnym krokiem. Bardzo dobrym wyborem była zmiana tarcz z seryjnych na nawiercane i zestawienie ich z lepszymi klockami. Teraz poluję jeszcze na zaciski 4-tłoczkowe Brembo, bo niestety moje auto tego w pakiecie nie miało (była to podstawowa wersja 135 KM). Testowałam je w nowym Abarthcie 595 i świetnie się spisują. Na następny ogień poszło zawieszenie – wstawiłam niższe sprężyny Eibacha i porządne Bilsteiny B8. Przez te niecałe dwa lata kupiłam też dwa komplety felg – 16-calowe, klasyczne Speedline Turini od Clio Sport, które aktualnie zakładam na tor, i 17-calowe OZ Superleggera, które razem z naprawdę godnymi polecenia oponami Goodyear F1 Assymetric tworzą mój letni komplet. Oprócz tego zadbałam o to, żeby auto miało lepsze płyny i przeprowadziłam kilka modyfikacji wizualnych. Włożyłam z przodu przyciemnione reflektory, kierunkowskazy i tylne światła przyciemnione są folią. Zdjęłam białe Abarthowe naklejki i wszystkie chromy okleiłam czarnym matem.

FI: Planujesz modyfikować coś jeszcze?

M: Tak jak mówiłam myślę o większej turbinie i o lepszych zaciskach. Oprócz tego od dawna też chodzi mi po głowie zmiana wydechu, ale ten brzmi tak dobrze, że trochę szkoda go zmieniać. Poza tym na tę chwilę byłby to największy wydatek. Cały czas myślę o zmianie intercoolera i być może właśnie to będzie pierwsze.

FI: Stoi więc przed nami Abarth 500 z całkiem sporym potencjałem. Czy próbujesz swoich sił w zawodach na torze?

M: Próbowałam na track dayach i muszę przyznać, że bardzo mi się podobało, a auto sprawowało się super, szczególnie po ostatnich modyfikacjach. Nie powiem, żebym była najszybsza, ale całe szczęście ostatniego miejsca nie zajęliśmy. Luigi najlepiej radzi sobie w zakrętach. Im bardziej techniczna nitka, tym lepiej mi się nim jeździ. Jest twardy, nie grzeje się i dzielnie walczy z innymi FWD. Z tylnonapędówkami niestety nie powalczymy, ale i tak miny facetów, którzy dowiadują się, że wyprzedziła ich 500-tka o słodkim imieniu Luigi, są bezcenne.

FI: Po pojeżdżawkach na torze nie chodzą ci po głowie pomysły, żeby wyjąć całe wnętrze, włożyć jeden kubeł, zamontować klatkę, większe turbo itd.?

M: Niestety chodzą… Może nie aż takie drastyczne, ale przede wszystkim chciałabym pasy szelkowe, bo niestety w fabrycznych nie da się utrzymać w fotelu. Ale skoro pasy, to czemu i nie kubły? A skoro kubły, no to trzeba wywalić kanapę z tyłu. A wtedy prosta droga do wstawienia klatki. Dlatego na poważnie zaczęłam zastanawiać się nad kupieniem starszego auta przygotowanego na tor. Kilka razy w roku oczywiście mogę jeździć 500-tką, ale powoli zaczyna mi być jej szkoda, bo to naprawdę świetne auto.

FI: No dobrze, a patrząc na „naszą” pięćsetkę, czy przełożyłabyś z niej jakieś elementy do Luigiego? Może np. chciałabyś zamienić cztery cylindry na dwa?

M: O nie, tylko nie mniej cylindrów! Za to muszę podziękować. Ale z chęcią przygarnęłabym otwierany dach! Ja mam niestety tylko przeszkloną panoramę, która nawet się nie uchyla. A jazda z otwartym dachem przy słonecznej pogodzie to naprawdę super sprawa. Mimo tych dwóch cylindrów przyznaję, że bardzo przyjemnie jeździło mi się waszą pięćsetką. Nie spodziewałam się, że będzie taka dynamiczna!

FI: Masz już pomysł na ewentualnego następcę Luigiego?

M: W zasadzie to marzę trochę o kolejnej pięćsetce, ale w swoim czasie. Autem na realnej liście marzeń jest też Megane RS. Mój klimat to też Mini i pewnie prędzej czy później na jakieś się zdecyduję, chociażby klasyczne. Na razie zbieram budżet, a w odpowiednim czasie zacznę myśleć, co i jak. Gdybym jednak mogła wybrać jakiekolwiek auto, to marzę o C63 AMG W204. Z pięćsetki byłby to dosyć duży przeskok.

FI: Dzięki za rozmowę i będziemy bacznie śledzić dalsze losy Luigiego.

Tekst i zdjęcia: Bartek Lichocki

Poprzedni wpis
Bez dachu nad głową – Fiat 124 Spider
Następny wpis
Spettacolo Sportivo – największy zlot Alfy Romeo w Europie

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back
Udostępnij

Randka z Luigim