Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Trasa Transfogaraska – czy rzeczywiście najlepsza?

Trasa Transfogaraska – czy rzeczywiście najlepsza?

To Stelvio czy Silvretta? Po mniej więcej siedmiomiesięcznym kreśleniu alpejskich szlaków palcem po Googlu, w końcu się zdecydowaliśmy – Transylwania! Tak, pojedziemy do Rumunii! A dlaczego? Bo dysponuje wszystkim, czego oczekujemy od aktywnego wypoczynku: przepięknymi górami, doskonałym winem i… Trasą Transfogaraską.

Droga przez Góry Fogaraskie znacznie zyskała na popularności po tym, jak w jednym z odcinków 14. sezonu Top Gear została okrzyknięta najlepszą drogą świata. Niepoliczalna ilość fantastycznych zakrętów, zapierające dech widoki oraz znikomy ruch zachwyciły wszystkich trzech prowadzących. Czy rzeczywiście jest taka dobra, czy to tylko potrzeby scenariusza wymusiły taki werdykt? Postanowiliśmy się o tym osobiście przekonać.

Od północy

Jadąc z Polski, lub od strony sławnego zamku Drakuli w Branie, do trasy dotrzemy od północy. Początkowo droga jest prosta i prowadzi przez wioski, jednak w oddali majaczą już wysokie góry – zapowiedź czekających nas emocji. Pierwsze zakręty zaczynają się, gdy wjedziemy do lasu. Szosa jest tu jeszcze dość płaska. To odcinek rozgrzewkowy. Z czasem trasa zaczyna coraz bardziej piąć się pod górę – no i pojawiają się ostre nawroty. Droga nie ujawnia od razu tego, co ma najlepsze. Kolejny etap rozpoczyna się około 20. kilometra. Tutaj kierowca z pewnością ma już uśmiech na ustach. Na piękne widoki trzeba jednak jeszcze trochę poczekać, zaczynają się po kolejnych sześciu kilometrach. Po wyjechaniu z lasu nie da się nie ująć gazu. To największy problem tej trasy – trudno się zdecydować – czy jechać, czy zatrzymać się dla podziwiania zapierającego dech w piersiach widoku. Nie da się tego pogodzić. Jedyne wyjście to przejechać ten fragment kilka razy.

Kolejne serpentyny zaprowadzą nas w końcu do najwyższego punktu trasy, gdzie należy nieco zwolnić. Tutejsze jezioro przyciąga wielu turystów, którzy szukają miejsc parkingowych oraz szwendają się niespiesznie pomiędzy kramami z lokalnymi specjałami. Przez samą przełęcz przejeżdża się tunelem. To nie koniec atrakcji, gdyż po wyjechaniu na kierowcę czeka kolejnych 60 kilometrów przyjemności. Początek zjazdu obfituje w spektakularne widoki. Tutaj również warto się kilka razy zatrzymać i zrobić zdjęcia, albo po prostu chłonąć cudowny krajobraz. Najbardziej stromy i widowiskowy odcinek zjazdu ma około 10 kilometrów. Dalej trasa staje się coraz bardziej płaska, a las zaczyna przesłaniać góry. Dla kierowcy to nawet lepiej. Na najbardziej stromych sekcjach trzeba uważać, żeby nie dać się samochodowi za bardzo rozpędzić. Bardzo łatwo też przegrzać hamulce. Teraz nie musimy się o to aż tak obawiać. Można skupić się na prawidłowym przyspieszaniu na wyjściach z zakrętów oraz dohamowaniach do kolejnych.

Dalsza droga prowadzi wzdłuż brzegu jeziora. Choć po obejrzeniu mapy można oczekiwać spektakularnych plenerów, to w rzeczywistości tafla wody zasłonięta jest przez drzewa i prawie jej nie widać. Nie rozprasza to kierowcy i pozwala skupić się wyłącznie nad wyborem optymalnego toru jazdy. Doskonale.

Na zakończenie czeka jeszcze przejazd przez tamę. To właściwie jedyne miejsce, z którego można wygodnie popatrzeć na jezioro. Warto się tu na chwilę zatrzymać. Na pożegnanie pozostaje przejechanie jeszcze kilkunastu zakrętów. Droga jest tu dość stroma, a przy jej boku widać bardzo wysokie skały.

Donikąd

Trasa Transfogaraska została zbudowana w latach 70. i miała ułatwiać sprawne przerzucanie wojsk przez najwyższe rumuńskie pasmo górskie – Góry Fogaraskie. Celowość tej inicjatywy była niejednokrotnie podważana – czy warto było wydawać gigantyczne środki oraz poświęcić ponad 40 istnień ludzkich? Trudno powiedzieć. Dziś już droga nie ma znaczenia militarnego, ani nawet tranzytowego. Zapędzają się tu właściwie wyłącznie turyści. Mają po co. To raj nie tylko dla kierowców. Droga przechodzi pomiędzy dwoma najwyższymi szczytami Rumunii. Mieszczący się w jej najwyższym punkcie parking jest więc bardzo ważnym miejscem wypadowym dla osób zainteresowanych górskimi wycieczkami. Podczas weekendów ruch jest tu dość spory, a kierowcy, którzy bardziej patrzą na widoki niż na to, gdzie jadą, nie pozwalają w pełni oddać się przyjemności pokonywania kolejnych wiraży. Aby najlepiej wykorzystać możliwości, jakie daje trasa, najlepiej przyjechać tu w tygodniu i po sezonie. Warto również wiedzieć, że na drodze Transfogaraskiej nie znajdziemy stacji benzynowych. Należy więc pamiętać o wjechaniu na nią z pełnym bakiem. Na szczęście zatankować można przy obu jej końcach.

Nie tylko Transfogaraska

Podróżując przez Rumunię ciężko znaleźć miejsce, z którego nie widać jakichś gór – a tam gdzie one są, można spodziewać się ciekawych i wymagających tras. Swoją podróż warto więc poprowadzić mniejszymi, lokalnymi drogami. Nie tylko są przyjemniejsze dla kierowcy, ale również pozwalają na zdecydowanie lepsze poznanie przemierzanego kraju. Charakteryzują się też niezłą nawierzchnią i małym natężeniem ruchu. Należy wziąć pod uwagę fakt, że czas przejazdu wąskimi, górskimi serpentynami może się nieraz dłużyć jak kolejka do wagonika na Kasprowy. Jeśli zależy nam na szybkim dotarciu do celu, lepiej skorzystać z dróg głównych. Niestety przypominają one często te polskie sprzed autostradowego boomu: zatłoczone przez TIRy, bez pobocza, zachęcające do karkołomnych manewrów wyprzedzania. Przyjemnie nie jest. Zdecydowanie polecam też omijanie drogi E79 łączącej Oradeę z Hunedoarą. Obecnie jest w remoncie, więc czas przejazdu stu kilometrów można mierzyć przy użyciu kalendarza.

W wielu przewodnikach i tekstach o Rumunii można przeczytać, że tutejsi kierowcy jeżdżą jak szaleni. Nie potwierdzam tej tezy. Kultura prowadzenia nie jest wcale gorsza niż w naszym kraju, a poszanowanie dla ograniczeń prędkości w terenie zabudowanym z pewnością większe.

Wybierając się samochodem do Rumunii należy wykupić elektroniczną winietę, która jest wymagana nie tylko na autostradach, ale właściwie wszędzie. Najwygodniej jest to zrobić na stronie rowinieta. Jej zakupu można też dokonać w jednej z licznych budek, które znajdują się zaraz po przekroczeniu granicy. Nie da się tego miejsca przeoczyć.

W drogę!

Trasa Transfogaraska to wyjątkowe miejsce, przed urokiem którego nikt się nie oprze. Niezapomniane widoki oraz możliwości stawiane przed miłośnikami górskich wycieczek powodują, że jest to idealny cel podróży praktycznie dla wszystkich. Bez problemu można wybrać się tu z rodziną. Jeśli tylko swoich pasażerów nie wyprowadzimy z równowagi zbyt dynamicznym pokonywaniem zakrętów, to na pewno również będą oczarowani wizytą w górach Fogaraskich. Jeden przejazd trasy to dystans czterech okrążeń Nurburgringu. Bez opłat i bez kolejek. Należy oczywiście pamiętać, że to droga publiczna. Jednak na pewno nie pozostawi niedosytu. Polecam też odwiedzić inne miejsca w Rumunii. Wizerunek tego kraju jest kształtowany przez bardzo krzywdzące stereotypy. Warto wyrobić sobie własne zdanie, a nie bazować tylko na ślepo powtarzanych plotkach.

Tekst i zdjęcia: Piotr Krasiński (Fotopatologia.pl)

Poprzedni wpis
Salon z długą historią
Następny wpis
Auto Moto d'Epoca już w tym tygodniu

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back
Udostępnij

Trasa Transfogaraska – czy rzeczywiście najlepsza?