Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Uwolnić Abartha

Uwolnić Abartha

Często przesiadam się pomiędzy różnymi samochodami. Zazwyczaj nie mam z tym żadnych problemów – wszystkie są do siebie podobne. Należy tylko zwrócić uwagę, jak wrzuca się wsteczny oraz czy pojazd wyposażono w światła do jazdy dziennej. Schody zaczynają się dopiero przy parowaniu telefonu czy ustawianiu nawigacji. Tym razem było inaczej. Z Abarthem 124 Spider musiałem się chwilę oswoić, jeszcze zanim go odpaliłem.

Ciasny parking w centrum Warszawy. Wsiadam i od razu otwieram dach. Można to zrobić jeszcze przed uruchomieniem silnika, bo jest obsługiwany ręcznie. Bardzo wygodnie. Jednym wprawnym ruchem dach rozkłada i składa się szybciej niż przy użyciu elektrycznych silniczków. Czy ja w ogóle siedzę w samochodzie, czy na ziemi? Jak tu nisko! Rozglądam się i widzę po lewej stronie jakiegoś wielkiego SUVa. Czy to Cadillac Escalade? Nie… to zwykła Astra.

Pierwsze przejechane metry są bardzo emocjonujące. Maska samochodu jest dobrze widoczna zza kierownicy. Wydaje się wielka i sprawia wrażenie, że siedzimy za sterami statku. Niska pozycja powoduje, że krawężniki rosną do rozmiaru gór lodowych. Dramatyzmu dodaje ryk z wydechu. Po krótkim zapoznaniu się z samochodem początkowe przerażenie mija, a pojazd okazuje się bardzo zwinny i przyjazny podczas jazdy w mieście. Sprzyja też temu bardzo mały promień zawracania – zupełnie inaczej niż w większości włoskich samochodów.

Przejeżdżam kolejne przecznice i cały czas jestem zasypywany nowymi doznaniami. Zaskoczeniem jest dla mnie praca skrzyni biegów. Nie ma co się rozpisywać – działa fantastycznie. Ruchy dźwigi są szalenie krótkie i pewne. Wymaga to chwili przyzwyczajenia, ale do dobrego szybko można przywyknąć. Z perspektywy Abartha operowanie dźwignią zmiany biegów, w większości znanych mi samochodów, przypomina mieszanie łyżką w budyniu.

W pierwszych testach Fiata 124 Spider można było przeczytać, że w porównaniu z Mazdą MX-5, której jest bliskim krewnym, został bardzo zmiękczony. Podobno nie dostarcza tylu wrażeń co Japończyk. Z drugiej strony, według niektórych, taka charakterystyka sprzyja jeździe Fiatem po mieście. Bez szaleństw, komfortowo i zwinnie. Ja prowadzę Abartha. Jest on podobnie do Mazdy ostry, ale dodano jeszcze trochę włoskiego dramatyzmu w postaci potężnego hałasu generowanego przez wydech. Owszem, jazda po mieście idzie bardzo sprawnie. Czuję jednak, że skorpion pokaże mi co potrafi dopiero kiedy miniemy przekreśloną tabliczkę „Warszawa”. Muszę go uwolnić z miejskich ograniczeń.

Zastanawiam się, gdzie najszybciej znajdę jakąś ładną drogę z zakrętami. Z szybkiej analizy mapy wnioskuję, że najlepiej jechać na południe. W drogę! Dopiero po parku kilometrach zaczynam się przyglądać wnętrzu samochodu. Zostało w całości przeniesione z Mazdy. Dołożono tylko kilka znaczków i zmieniono kolor ramki obrotomierza. Mimo to czuję się tutaj całkiem swojsko. Pokrętła nawiewów są bardzo podobne do tych, jakie spotkamy w większości aktualnych modeli Fiata czy Giuliettcie, a wystający z deski rozdzielczej ekran wygląda jak żywcem przeniesiony z nowego Tipo. Jest czuły na dotyk, ale można nim też sterować przy użyciu pokrętła umieszczonego pomiędzy fotelami. Jest to rozwiązanie podobne do tego, jakie znajdziemy w Giulii i Stelvio. Niestety manipulator umieszczony jest tak, że czasem trącam go niechcący podczas zmieniania biegów i przy okazji przestawiam coś na wyświetlaczu. Teraz mi to bardzo nie przeszkadza, bo ilość wrażeń z prowadzenia jest taka, że elektroniczne bajery wydają się równie atrakcyjne, co rozpuszczone lody.

Rogatki miasta są coraz bliżej. Ilość zieleni przy drodze rośnie, a ruch maleje. Wraz z tym uśmiech na mojej twarzy jest coraz większy. Jedyny niepokój jaki czuję dotyczy tego, czy uda mi się prędko znaleźć kawałek przyjemnej drogi. Nie mam dużo czasu na nacieszenie się Abarthem, więc muszę działać szybko. Mijam Konstancin oraz miło kojarzący się miłośnikom włoskiej motoryzacji pałac w Oborach. Kawałek dalej dostrzegam znak kierujący na prom do Karczewa. W okolicach przepraw przez rzeki zawsze jest malowniczo. Skręcam tam.

Instynkt mnie nie zawiódł. Jest pięknie. Rozważam nawet wjechanie na prom. Dałoby to możliwość zrobienia ładnych zdjęć. Ale nie. Po promie się nie jeździ, a każdy kilometr przejechany za kierownicą Abartha jest na wagę złota. Jadę dalej. Trafiam nawet na kilka fajnych zakrętów z dobrą widocznością. Dopiero tutaj mogę w pełni docenić możliwości samochodu. Układ kierowniczy, uwolniony od konieczności przenoszenia napędu działa wyśmienicie, a wspierane szperą tylne koła pozwalają się samochodowi bardzo sprawnie odpychać przy wychodzeniu z zakrętów. Nie można przesadzać. Postawienie samochodu bokiem to żaden problem.

Krążę po okolicy bez celu i mapy. Szkoda mi czasu na jej studiowanie. Trochę się gubię i kilkukrotnie przejeżdżam tą samą drogą. Może to jakiś instynkt? Bo to szosa ze wspomnianymi przyjemnymi zakrętami. Czasem trafiam na drogę kończącą się w polu. Trzeba zawracać. Promień skrętu jest bardzo mały, ale kusi, aby go jeszcze zacieśnić przy użyciu gazu. Jest to banalnie łatwe. Kiedy moja noga zaczyna już mocniej naciskać prawy pedał, coś mi się przypomina. Przecież nie dostałem tego samochodu tylko po to, żeby sobie pojeździć. Co powiem naczelnemu kiedy zapyta o zdjęcia, które miałem zrobić? Nie mogę nawalić. Nie mogę też samochodu wybrudzić bezsensownie kręcąc bączki na piachu. Musze udawać, że jestem dorosły – w tym samochodzie to niełatwe.

Z żalem zaczynam jeździć spokojniej. Wypatruję miejsc, gdzie można by wykonać zdjęcia. Owszem, samochód bardzo mi się  podoba. Patrzenie na niego sprawia przyjemność, ale prowadzenie jeszcze większą. Uważam to za niesamowite, że stylistom udało się połączyć Mazdę, zabytkowego Fiata 124 oraz stylistykę wywodzącą się z nowego Fiata 500 w wyniku czego powstał tak zgrabny pojazd. Lubię robić zdjęcia, ale dzisiaj na fotografowanie nie mam zupełnie ochoty. Chcę jeździć!

Zazwyczaj zupełnie nie zwracam uwagi na aspekt praktyczności samochodu. 124 Spider jest jednak wyjątkowo spartański, nawet dla mnie. Bagażnik ma rozsądną wielkość. Jestem przyzwyczajony do podróży lotniczych tylko z bagażem podręcznym i nie widziałbym problemu ze zmieszczeniem w nim pakunków potrzebnych na dwuosobowy wyjazd. Gorzej jeśli chodzi o wnętrze. Do dyspozycji są maleńkie skrytki w podłokietniku i między siedzeniami. Nie ma standardowego schowka przed pasażerem oraz kieszeni w drzwiach. Gdzie odłożyć paczkę chusteczek, gdzie klucze od garażu lub puszkę energetyka? No dobrze, tej ostatniej nie musimy zabierać. Krzyki z wydechu utrzymają nas lepiej na jawie niż litr chemicznego preparatu. Do plusów zaliczyłbym też spalanie. Podczas mojej mało rozsądnej jazdy wyniosło średnio 11,3 l/100 km. Jeśli policzymy stosunek ilości emocji do litrów paliwa, wynik wyjdzie bardzo dobry.

Po zrobieniu kilku zdjęć, mogę wracać do Warszawy. Spider niestety nie jest dobrym gran turismo. Przy zamkniętym dachu, powyżej 100 km/h, w kabinie robi się bardzo głośno. Stwarza to wrażenie, że jedzie się szybciej, niż wskazuje prędkościomierz. Niestety w dłużej trasie samochód może okazać się męczący. Najbardziej zadowoleni z Abartha będą pewnie mieszkańcy Wrocławia czy Krakowa, którzy błyskawicznie są w stanie dojechać w okolice bogate w górskie serpentyny.

Cieszę się, że udało mi się łatwo znaleźć kilka przyjemnych dróg oddalonych od centrum Warszawy tylko o pół godziny jazdy. To kolejny dowód, że miasto to wcale nie jest klatka, z której ciężko się wydostać. Aby zaczerpnąć natury wcale nie potrzeba wiele czasu i przygotowań. Na długo w mojej pamięci zostaną też wrażenia z jazdy Spiderem. Sposób, w jaki pokonuje zakręty i praca skrzyni biegów zasługują na medal. Nie jest to jednak samochód dla każdego. Mała praktyczność, hałas w trasie i krzykliwy wygląd nie przypadną wszystkim do gustu. Moim zdaniem należy na bok odłożyć zarzuty, że nie jest to prawdziwy Fiat. Owszem, konstrukcja oraz wnętrze pochodzą w całości z Mazdy, jednak wspaniały wygląd oraz charakter sprawiają, że miłośnicy włoszczyzny za kierownicą 124 Spidera będą się czuli jak u siebie.

Tekst i zdjęcia: Piotr Krasiński (Fotopatologia.pl)

Poprzedni wpis
Cars and Coffee Gdynia - relacja
Następny wpis
Ferrari Corsa Baltica 2017 – relacja z Kaszub

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back
Udostępnij

Uwolnić Abartha