Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Drogi i bezdroża w Stelvio

Nie tak dawno pojawiały się w internecie wizualizacje Giulii kombi. Bardzo mnie ucieszyły. Lubię ten rodzaj nadwozia, a na dodatek pojazd prezentował się bardzo zgrabnie. Niestety, przedstawiciele producenta bardzo szybko rozwiali wszelkie nadzieje – nie będzie pięciodrzwiowej Giulii. Jej miejsce zajmie Stelvio – pierwszy SUV Alfy Romeo. Czy pracując nad zwiększeniem praktyczności udało się zachować niepowtarzalny charakter sedana? Przekonamy się.

Giulia to fantastyczny samochód. Cudowne drewno użyte do wykończenia wnętrza to tylko skromny dodatek do właściwości jezdnych. Wersja Veloce, którą jeździłem, charakteryzowała się zawieszeniem sprawiającym, że samochód wydawał się przyklejony do drogi. Emocjonujące wrażenia z prowadzenia potęgował precyzyjnie i z wyczuciem działający układ kierowniczy. Uśmiech na twarzy kierowcy powiększał się z każdym przejechanym zakrętem.

Wnętrze Stelvio wydaje mi się znajome. Jest prawie identyczne jak w Giulii. Obecne jest tu również piękne drewno, zdecydowanie przewyższające wyglądem to, co możemy spotkać w większości samochodów. Jest też elegancki wyświetlacz i sterowanie systemami samochodu przy użyciu pokrętła na konsoli. Bardzo wygodnie. Wiem, że siedzę za kierownicą SUVa z dieslem, ale logo Alfy i pokrewieństwo z sedanem powodują, że podświadomie oczekuję wyjątkowych wrażeń z prowadzenia. To pułapka.

Niestety bardzo szybko dopada mnie rozczarowanie. Już pierwsze kilometry przejechane po równych ulicach Warszawy powodują, że moje nadzieje dotyczące przyjemności z prowadzenia SUVa pryskają jak bańka mydlana. Aby wysokie nadwozie nie pochylało się w zakrętach zastosowano bardzo twarde sprężyny. Odbiją się one nie tylko na komforcie, ale – co bardziej mnie razi – na stabilności podczas pokonywania nierówności. Najechanie na studzienkę kanalizacyjną w trakcie przejeżdżania zakrętu potrafi podnieść tętno kierowcy. Na pocieszenie otrzymujemy układ kierowniczy o bardzo bezpośrednim przełożeniu.

W zakrętach brakuje pewności prowadzenia, która była tak wyraźnie odczuwalna w Giulii. Twardy i mało stabilny tył powoduje, że mam opory przed pokonywaniem łuków w pobliżu granicy przyczepności. Być może moje obawy są niepotrzebne. Nie będę jednak sprawdzał zachowania Stelvio w poślizgu w centrum Warszawy. Wyruszamy za miasto. W końcu SUVy to samochody, które powinny ich właścicielom ułatwić aktywne spędzanie czasu. Jedziemy w kierunku Jeziora Zegrzyńskiego.

Początki są trudne: korki, pełne parkingi, wszystko płatne. Nie zatrzymujemy się tu. Przecież dalej też musi być ładnie, mniej tłoczno i nie tak komercyjnie. Nie zawodzimy się. Podróż na północ zaprowadzi nas w końcu do miejsca, gdzie można spokojnie zaparkować i pójść na spacer. Woda, łódki, plaża – przyjemnie. Cały czas jednak nie daliśmy się wykazać naszemu pojazdowi na nieutwardzonych drogach. Po krótkim spacerze wsiadamy, otwieramy dach i jedziemy dalej.

Podróżujemy samochodem wyposażonym w silnik diesla. Dysponuje on mocą 210 koni mechanicznych, która zapewniają mu dobrą dynamikę. Silniki wysokoprężne nigdy do końca nie pasują mi do Alf, ale jeśli już ktoś jest na taki zdecydowany, to dostępna w Stelvio jednostka spisuje się całkiem przyzwoicie. Charakterystyczne klekotanie jest słabo słyszalne, a świetna skrzynia biegów ukrywa charakterystykę silnika. Zmiany przełożeń wykonywane są tak sprawnie, że zupełnie nie ma się ochoty, ani nie ma potrzeby sięgać do łopatek umieszczonych za kierownicą. Szkoda, że się marnują, bo są ładnie wykonane i przyjemnie się za nie pociąga. Niektórzy twierdzą, że przeszkadzają przy włączaniu kierunkowskazów i wycieraczek – nie zauważyłem tego problemu.

Szybko zjeżdżamy z asfaltu. Drogi stają się coraz bardziej wąskie i błotniste. Z czasem zaczynamy żałować wyboru trasy. Pojawiają się wątpliwości: kto nas stąd wyciągnie? Nie zważając na te rozterki, Stelvio dzielnie jedzie dalej. Nie czuć mielenia kołami ani ocierania podwoziem. Całkiem dobrze. Polna błotnista droga z koleinami to nie jest prawdziwy offroad, ale jej pokonanie zwykłą, współczesną osobówką byłoby wątpliwe. Na Alfie takie szlaki nie robią jednak wrażenia. Stelvio daje poczucie, że w takich warunkach spokojnie sobie poradzi.

Samochód dysponuje napędem na cztery koła, jak zwykle w Alfie zwanym Q4. Nie jest on jednak wyposażony w jakiekolwiek mechaniczne blokady. Jedynym terenowym akcentem jest przycisk pozwalający włączyć funkcję utrzymującą stałą prędkość podczas stromych zjazdów. Sprawdziliśmy – działa. Komfort podróżowania po drogach szutrowych i polnych jest zaskakująco dobry. Jak to możliwe, że na asfalcie Alfa wydawała mi się zbyt twarda, a poza nim robi znacznie lepsze wrażenie? Dziwne. Mówi się, że SUVy to pseudoterenówki do jazdy wyłącznie po asfalcie. W Alfie miałem przeciwne odczucia – zrobiła na mnie lepsze wrażenie w terenie, niż na drodze.

Stelvio to bardzo praktyczny samochód. Przestronny bagażnik i przyzwoite możliwości terenowe zostaną docenione przez rodziny i osoby prowadzące aktywny tryb życia. Wszechstronność tego modelu sprawi radość z posiadania Alfy Romeo nowym grupom odbiorców. Niestety ten model – moim zdaniem – nie może równać się z Giulią pod względem dawania przyjemności z prowadzenia. Dlatego cały czas żałuję, że Giulia kombi pozostaje tylko w sferze marzeń.

Tekst i zdjęcia: Piotr Krasiński (Fotopatologia.pl)

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Poprzedni wpis
Ferrari Corsa Baltica 2017
Następny wpis
Rajdowy maraton w Lancii Fulvii
Back
Udostępnij

Drogi i bezdroża w Stelvio