Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Fiat Fullback – test. Część 1: w pracy

Fiat Fullback – test. Część 1: w pracy

Czy widzieliście już kiedyś Fiata Fullbacka na ulicy? Nie? Nie dziwię się. Pierwszym egzemplarzem, jaki zobaczyłem był ten, którego przyszło mi przetestować. Model ten został zaprezentowany w naszym kraju w marcu 2016 – jednak cały czas jest pojazdem zupełnie nieznanym. Prawie każda osoba, która zainteresowała się opisywanym tu samochodem dziwiła się, że ma znaczek Fiata. Czy jest to jednak prawdziwy Fiat?

Ktoś w Turynie stwierdził, że w ofercie brakuje samochodu typu pick-up. Nie zamierzano się nad tym za bardzo pochylać i wydawać na jego opracowanie pieniędzy. Znaleziono więc innego producenta, który zgodził się naklejać logo Fiata na swój produkt. Było nim Mitsubishi ze swoim modelem L200. Jest to samochód o bardzo dobrze ugruntowanej pozycji na rynku i zbierający pozytywne opinie. Różnice pomiędzy bratnimi pojazdami są minimalne i obejmują inny grill, przednie reflektory oraz loga na tylnej klapie, kierownicy i ekranie powitalnym nawigacji. Ta ostatnia, jest również japońska i próżno w niej szukać typowej dla Fiata usługi U-connect.

Wiele osób widzi w pick-upach wielkie, luksusowe limuzyny. Nie rozumiem takiego podejścia. Moim zdaniem są to pojazdy użytkowe. Owszem, mogą przynieść wiele radości w czasie wolnym, ale podstawowym argumentem za ich zakupem jest to, że potrzebujemy ich do pracy. Mogą bardzo dobrze służyć sadownikom, energetykom czy leśnikom. Najlepiej, moim zdaniem, prezentują się pod górskimi schroniskami.

Właśnie dlatego, w ramach testu, postanowiłem zabrać Fullbacka do pracy. Zobaczymy, jak sprawdzi się przy modernizacji polskiej kolei. Na pokład zabieram dwóch programistów i jedziemy z Łodzi na północ, kawałek za Łęczycę.

Testowany egzemplarz wyposażony jest w prawie wszystko, co można sobie wymarzyć. Skórzana tapicerka, bezkluczykowe uruchamianie, kamera cofania, łopatki przy kierownicy. Sporo jak na pojazd użytkowy. Gdy stoi przed firmą, mało kto przechodzi obok niego obojętnie.

W trasie samochód zapewnia całkiem przyzwoity komfort, szczególnie dla pasażerów przednich siedzeń. Miejsca jest sporo. Wygłuszenie nie jest wzorowe, ale nie można się zbytnio czepiać. Nie jedziemy przecież limuzyną. Kształt słupków powoduje, że czujemy się jak w samochodzie osobowym, a nie w busie. Tylko dziwnie wysoko siedzimy jak na osobówkę. Choć pojazd jest bardzo duży, to łatwo można wyczuć jego rozmiary, a manewrowanie nie jest tak trudne, jak mogłoby się wydawać. Pomagają ogromne lusterka i kamera cofania. Warto za nią dopłacić i warto wyrobić sobie nawyk jej częstego czyszczenia.

Niestety z tylnej kanapy dobiegają mniej entuzjastyczne głosy. Według podróżującego tam specjalisty od baz danych, trasa około 50 km jest do wytrzymania, ale na dłuższą – wybrałby inny model. Cóż, trzeba przyznać, że pasażerowie drugiego rzędu nie są rozpieszczani. Miejsca jest tu jak w małym samochodzie osobowym. Nie ma dedykowanych nawiewów, czy gniazda zapalniczki. Są to jednak miejsca w pełni funkcjonalne, pozwalające jeździć do pracy całą brygadą. Dla niektórych znaczenie może mieć też fakt, że wyposażone są w mocowania ISOFIX, więc jeśli ktoś zamierza wozić Fullbackiem dziecko do przedszkola, to nie ma problemu.

Najbardziej denerwującą rzeczą w testowanym Fiacie jest elektronika. Po pierwsze, musimy się przyzwyczaić do stale atakujących nas brzęczyków. Często zupełnie nie wiadomo, o co samochodowi chodzi. Może zrobiliśmy coś w złej kolejności? Może czegoś nie zamknęliśmy? Może czegoś nie wyłączyliśmy? Czasem wystarczy zamknąć drzwi i je ponownie otworzyć. Czasem nie. Okropne.
Drugie miejsce na liście głupot zajmuje system, który monitoruje, czy nie zjeżdżamy z pasa ruchu. Działa on poprzez mruganie różnymi kontrolkami oraz piszczenie kolejnym brzęczykiem. O jakości tego rozwiązania najlepiej świadczy zapis w instrukcji obsługi: „LDW ma pewne ograniczenia w działaniu. Nie polegaj zbytnio na działaniu systemu”. Tak to tu zostawmy. Automatyka wycieraczek… nie będę się już znęcał.

Trudno mi się jednak opanować przez wypowiedzeniem wielu obelg w kierunku osoby, która była odpowiedzialna za tłumaczenie nawigacji. Takie zbrodnie na języku powinny być karalne. Spójrzcie na poniższe zdjęcia.

Ponadto, prawie wszystkie menu ekranowe robi się tak, aby przyciski takie jak Dalej/Zatwierdź były po prawej stronie a przyciski Wstecz/Anuluj po lewej. Tu jest odwrotnie. Aby na przykład zatwierdzić trasę w nawigacji, odruchowo klikamy po prawej stronie ekranu i anulujemy właśnie poczynione ustawienia. Super. Przyciski do przewijania ulokowano po lewej stronie ekranu, a więc również wbrew powszechnie przyjętym standardom. Ogólnie nawigacja robi wrażenie dość przestarzałej. Nie zmienia to jednak faktu, że układ dróg odwzorowano w niej dobrze i jest dość czytelna. Na plus systemowi multimedialnemu należy zaliczyć też to, że muzyki możemy słuchać z płyt CD, kart SD oraz poprzez złącze USB. Jakość dźwięku jest całkiem dobra.

Choć współczesne samochody zasypują kierowcę milionem niepotrzebnych informacji, to w Fullbacku czuję się trochę niedoinformowany. Mimo, że umieszczony między zegarami wyświetlacz jest czytelny i miły dla oka, to znalazło są na nim miejsce tylko dla jednej informacji z komputera pokładowego. Musimy zdecydować, czy chcemy widzieć przebieg, średnie spalanie czy zewnętrzną temperaturę. Co gorsza, do przełączania między wskazaniami służy przycisk umieszczony na zestawie wskaźników. Aby go wcisnąć, musimy przełożyć rękę przez kierownicę, co jest nie tylko bardzo niewygodne, ale też niebezpieczne podczas jazdy. Rozwiązanie to mocno trąci latami dziewięćdziesiątymi.

Zostawmy już elektronikę. Dojeżdżamy właśnie na stację kolejową, gdzie nowoczesne i przestarzałe rozwiązania kontrastują ze sobą jeszcze bardziej niż na desce rozdzielczej Fullbacka. Trwa tu właśnie wymiana zabytkowego systemu sterowania ruchem na nowoczesny – komputerowy. Pracujące tu dotychczas urządzenia robią ogromne wrażenie. Ich obsługa jest niesamowicie archaiczna, ale pomimo ponad pięćdziesięciu lat ciągłej eksploatacji, są cały czas sprawne. Perspektywa klikania myszką zamiast kręcenia korbą i przekładania wielu kluczy sprawia jednak, że pracujący tu dyżurni ruchu żegnają się z zabytkami bez większych sentymentów. Z tutejszego krajobrazu znikną malownicze, kształtowe semafory. Pasażerów, podróżujących między Łodzią a Kutnem bardziej jednak interesuje punktualność pociągów, niż ich historia.

Dziś testowany pojazd ma dość lekko. Nie potrzebujemy zjeżdżać z ubitych dróg i ładować na niego nic przy użyciu wózka widłowego. Przekonujemy się jednak o jego użyteczności. W trasie jest wystarczająco komfortowy, a na pakę zmieścilibyśmy wszystkie sprzęty, jakie przychodzi nam wozić. Zaletą jest też to, że w przeciwieństwie do tapicerowanych bagażników, nie musimy się martwić o zachowanie czystości przestrzeni ładunkowej. Łatwo można ją umyć wodą. Niestety, bardzo wysoki próg załadunki oraz strasznie ciężka klapa robią złe wrażenie i w moich oczach, przekreślają Fullbacka jako pojazd do użytku prywatnego. Daliśmy mu jednak szansę wykazania się po godzinach pracy. Co z tego wyszło? Będziecie mogli o tym przeczytać w drugiej części testu.

Jeżeli ktoś zdecyduje się na zakup któregoś z bliźniaków L200/Fullback, to którego z nich wybrać? Ceny są bardzo podobne, jednak u Fiata można szukać wersji słabiej wyposażonej, ale też tańszej. Mogą być też nim zainteresowani właściciele firm, które posiadają już flotę samochodów użytkowych tego producenta i dzięki temu cieszą się specjalnymi względami w swoim salonie i serwisie. Sieć tych drugich jest również bardziej rozbudowana w przypadku włoskiego producenta. Niestety, tutejsi mechanicy mogą ten model znać słabiej, niż koledzy z Mitsubishi. Należy też porównać oferowane pakiety wyposażenia – mogą być różnie wycenione. W porównaniu z innymi konkurentami u bliźniaków Fullback/L200 należy docenić bardzo dobre właściwości terenowe i wysoką ładowność. Nie będziemy może podróżować w takim komforcie jak w VW Amaroku, ale za to wjedziemy w trudniejszy teren i przewieziemy ponad dwieście kg cięższy ładunek.

Tekst/zdjęcia: Piotr Krasiński (http://fotopatologia.pl/)

Poprzedni wpis
Nowe Centrum Serwisowe Pagani w Chinach
Następny wpis
Ferrari na Filipinach

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back
Udostępnij

Fiat Fullback – test. Część 1: w pracy