fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Symulatory przepustką do świata motorsportu?

Symulatory przepustką do świata motorsportu?

Wraz z postępem technologicznym symulatory samochodowe coraz wierniej odwzorowują rzeczywistość. I są w tym na tyle dobre, że korzystają z nich profesjonaliści, z kierowcami Formuły 1 na czele. Czy zatem zbierając doświadczenie w wirtualnym świecie można wedrzeć się do świata motorsportu?

Każdy fan sportów motorowych doskonale zdaje sobie sprawę z bardzo wysokiego progu wejścia w świat wyścigów. Aby móc spróbować swoich sił za kierownicą samochodu wyścigowego czy rajdowego, trzeba dysponować ogromnym budżetem. Pozwolić sobie na to mogą tylko nieliczni. Nawet zakup zwykłego auta i jego utrzymanie swoje kosztuje, nie wspominając o tym, jakie wydatki wiążą się z jazdą torową. Wypożyczenie samochodu to kolejna rzecz wymagająca niemałego nakładu finansowego. Do tego dochodzą koszty paliwa, opon i korzystania z toru wyścigowego. Jako odświętny wydatek to wszystko jest jeszcze do przełknięcia. Żeby jednak być konkurencyjnym, trzeba mieć niebywały talent lub… ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.

Pytanie brzmi: czy istnieje jakiś sposób na oszukanie systemu? Zdaje się, że tak. Potwierdzili to liczni kierowcy, którzy dzięki symulatorom wyścigowym lub grom aspirujących do tego miana, utarli sobie drogę do startów w prawdziwych zawodach, za kierownicami autentycznych samochodów wyścigowych.

GT ACADEMY

GT Academy to międzynarodowy konkurs mający na celu wyłonić najlepszych graczy w serii „Gran Turismo”, dedykowanej platformie Playstation. W kolejnym etapie rywalizacji uczestnicy konkurują ze sobą w rzeczywistości. Nagrodą jest miejsce w wyścigowym zespole Nissana. Przy okazji organizatorzy – Sony Interactive Entertainment i Polyphony Digital Inc przy współpracy z Nissanem – pokrywają koszty związane z treningami oraz wyrobieniem odpowiedniej licencji. Pierwsze zawody z tej serii odbyły się w 2008 roku. Szybko zyskały międzykontynentalną sławę. Jak dotąd, mianem absolwentów GT Academy może pochwalić się zaledwie 20 osób.

Szlaki przetarł niejaki Lucas Ordonez. 23-letni student MBA (Master of Business Administration) okazał się najszybszym graczem w Hiszpanii, czym zagwarantował sobie miejsce w rywalizacji na arenie międzynarodowej. Po pięciu dniach intensywnych treningów na torze Silverstone, zdeklasował rywali, dzięki czemu już w 2009 roku wystartował w FIA GT4 Cup. Zdobyte doświadczenie zaowocowało rok później, gdzie w tej samej serii zajął ex aequo wysokie 4. miejsce. W 2011 stanął na drugim miejscu podium w klasie LMP2 w 24-godzinnym wyścigu Le Mans.

Lucas Ordonez
Oto Lucas Ordonez we własnej osobie. Udowodnił na co go stać w wirtualnym świecie, dzięki czemu dostał szansę na starty w profesjonalnych zawodach w rzeczywistości. I od razu okazał się być bardzo konkurencyjny.

GREGGER HUTTU

Interesujący dokument o jednym z najwybitniejszych simracerów stworzył iRacing.com. W „The World’s Fastest Alien” (w wolnym tłumaczeniu: Najszybszy Kosmita na Świecie) zobaczymy Greggera Huttu z Vaasa, w Finlandii. Wygrał on niezliczoną liczbę wyścigów przeciwko najlepszym kierowcom w motorsporcie. Obecnie jest jednym z 16 członków zespołu „Team Redline”, do którego należy m.in. startujący w Formule 1 Max Verstappen.

Skip Barber Racing School i Mazda przy współpracy z iRacing.com postanowili odpowiedzieć na pytanie – „co się stanie, jeśli tym razem Gregger Huttu spróbuje swoich sił nie w wirtualnym świecie, ale za kierownicą prawdziwego pojazdu wyścigowego?” Fin stanął przed okazją przejechania się po torze wyścigowym Road Atlanta w USA. Dyrektor generalny iRacing.com – David Kaemmer – nie miał wątpliwości, że król simracingu idealnie nadaje się do testów:

On nie tylko nie miał okazji prowadzić prawdziwego samochodu wyścigowego, ale również nigdy nie posiadał prawa jazdy. Dlatego też z niecierpliwością pragnęliśmy zobaczyć jak wypadnie w rzeczywistości.

Gregger nigdy wcześniej nie był poza granicami swojego kraju. Pierwszy raz leciał samolotem. Od razu wrzucono go na głęboką wodę. Przeszedł szkolenie, a następnie zasiadł za kierownicą jednoosobowych bolidów typu open wheel. Już pierwszego dnia zachwycił wszystkich, którzy mieli okazję z nim współpracować, w tym Geoffa Ficklinga, menedżera zespołu Andersen Racing:

Obserwowaliśmy jego pierwsze okrążenie. Na ostatnim zakręcie, gdzie wiesz, że nie powinieneś jechać na pełnym gazie, jemu od razu się to udało. Żeby tego dokonać, musisz mieć pewnego rodzaju instynkt pozwalający wyczuć przyczepność. Poradził sobie wyśmienicie.

Mimo wysokiej temperatury i złego samopoczucia (Fin przywykł do niskich temperatur), jeden z najlepszych simracerów na świecie poradził sobie świetnie. Był niewiele wolniejszy od kierowców wyścigowych, którzy ścigają się latami, co potwierdzają słowa Dana Reada z amerykańskiej edycji magazynu Top Gear:

Wykręcił 1:24.8 na swoim 4. okrążeniu, tym samym wręcz deklasując pozostałych kierowców. Myślę, że nikt nie oczekiwał od niego takiego tempa – swoje doświadczenie wyniósł z gier. Jesteśmy pod wrażeniem.

WŁOSKIE TALENTY

W eROC 2018 (seria Race of Champions organizowana w wirtualnym świecie) zwyciężył Włoch – Enzo Bonito. Pokonał rywali w grze, by w końcu zmierzyć się z Peterem Solbergiem w realnym świecie. Mimo przegranej, jego występ i tak można uznać jako bardzo udany. Swoim tempem dorównywał wielokrotnemu rajdowemu mistrzowi świata. Na metę dojechał zaledwie 0,456 sekundy za Norwegiem!

POLSKIE REALIA

Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że nie ma co traktować simracingowców z przymrużeniem oka. Wręcz przeciwnie – na naszym polskim podwórku znajdziemy kierowców, którzy czerpią pełnymi garściami z symulatorów. Jednym z nich jest Damian Lempart. Na początku swojej przygody z wyścigami samochodowymi zbierał doświadczenie za pomocą kierownicy połączonej z „przednimi kołami” poprzez kabel USB, po to, by wkrótce zadebiutować w rzeczywistych zawodach, startując m.in. Fiatem Cinquecento, jak i BMW serii 3 E36. Damian opowiedział, jak wypadają symulatory w zestawieniu z rzeczywistością. Zdradził też który tytuł jego zdaniem jest najlepszy:

Poza brakiem przeciążeń na ciele osobiście nie czuję wielkich różnic. Zakładając, że naszym sprzętem jest najzwyklejszy komputer PC z kierownicą dobrej jakości, ustawienia sprzętu są optymalnie skorygowane, a samo auto i tor zostały odwzorowane bardzo precyzyjnie pod kątem fizyki – odważę się powiedzieć, że podobieństwo może wynosić co najmniej 80%.

Jako simracer miałem styczność z wieloma symulatorami i grami dostępnymi na rynku, jak chociażby Gran Turismo, Forza Motorsport, iRacing, rFactor 1, rFactor 2, Race 07, Raceroom: Racing Experience, itd…

Assetto Corsa daje mi najlepszy i jednocześnie bardzo naturalny feeling w czasie jazdy na kierownicy, gdzie ustawiając ją dosłownie jeden raz mam bardzo zbliżone odczucia z jazdy w symulatorze, porównywalne do tych w prawdziwym aucie. Zaawansowana fizyka, naturalność odczuć w połączeniu z prostotą ustawień daje mi takie wrażenia, jakbym przesiadał się z Fiata 500 Abarth do Porsche 911 GT3, a następnie do Formuły Abarth.

Damian Lempart startował BMW serii 3 E36 w Wyścigowych Samochodowych Mistrzostwach Polski w 2016 roku, w których zdobył tytuł wicemistrza. W uzyskaniu tak wysokiej lokaty bardzo pomógł mu właśnie simracing. Swoje doświadczenia wzbogacił jako instruktor sportowej jazdy, dzięki czemu miał styczność z wieloma sportowymi samochodami typu BMW M3, Mazda RX-8, Porsche 911 GT3 i Turbo S. W dodatku, jako jedyny Polak w 2016 roku został zaproszony do testów do pucharu TT Cup. Swoim tempem nie odstawał od zawodników startujących w Formule 3.

Damian Lempart
Damian Lempart jako jedyny Polak w 2016 roku został zaproszony do testów do pucharu TT Cup. Swoim tempem nie odstawał od zawodników startujących w Formule 3. (Zdjęcie: Dirk Pommert)

ASSETTO CORSA

To wszystko brzmi bardzo zachęcająco. Na tyle, że jako fan motorsportu nie mogłem oprzeć się pokusie spróbowania swoich sił w Assetto Corsie, stworzonej przez włoską firmę Kunos Simulazioni. Na Steamie grę można kupić za około 70 zł. Około pięć razy tyle trzeba dorzucić za wszystkie DLC, czyli za dodatkową zawartość. Na koniec kierownica – najtańszy sensowny i bardzo solidny Logitech Driving Force GT na rynku wtórnym kosztuje w granicach około 300-400 zł.

Pierwszy szok przeżyłem po „przesiadce” z prawdziwego auta na samą „kierownicę”. Mając zbyt wysokie oczekiwania można momentalnie odczuć ogromny zawód, wynikający z braku odpowiedniej ilości informacji zwrotnych, do których przywykliśmy w prawdziwym świecie. Nie ma się jednak co zniechęcać – wytrwali zostaną sowicie wynagrodzeni.

Grunt, by uczyć się na błędach. I niczym w rzeczywistości powoli przesuwać granicę własnych możliwości. Lepiej zacząć od poziomu „Wożąc panią Daisy” niż próbować od razu złapać tempo Roberta Kubicy. Gdy już się oswoimy, będziemy mogli czerpać pełnymi garściami satysfakcję nie z gry, ale z jazdy w symulatorze z prawdziwego zdarzenia.

Wirtualny świat ma to do siebie, że o ile pod względem fizyki wydaje się rządzić bardzo zbliżonymi prawami, to w ujęciu ekonomicznym – wybaczy każdy błąd. Uderzysz w bandę na Nordschleife – nie zapłacisz ani za naprawę barier ochronnych, ani za zniszczenie LaFerrari lub 250 GTO, czy jakiegokolwiek innego auta, które wybierzesz. W dodatku fikcyjne paliwo nic nie kosztuje, tak samo jest z oponami. I co najistotniejsze, nikt nie ucierpi w wyniku naszego błędu. Oznacza to, że będziemy mogli jeździć nawet powyżej limitu naszych możliwości, bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji.

Statystyki z Assetto Corsa
Przykładowe statystyki gracza z Assetto Corsy. Przejechał 31 038 km przy średnim zużyciu paliwa 48,4 l/100 km. Przekładając to na rzeczywisty grunt – za zwykłe paliwo ON 95, kosztujące około 4,60 zł/l, przyszłoby nam zapłacić blisko 70 000 zł. Na ebayu komplet opon typu slick firmy Michelin w rozmiarze 18 cali to wydatek 2200 USD (ponad 7000 zł).

Mając doświadczenie w rzeczywistości, powinniśmy być w stanie – przynajmniej po jakimś czasie – przenieść je na wirtualny grunt. Wszystko z grubsza polega na tym samym, czyli umiejętnym kręceniu kierownicą i wciskaniu pedałów.

Twórcy Assetto Corsy poszli na jakość, nie ilość. Nie dają możliwości wyboru warunków atmosferycznych – możemy ścigać się jedynie na suchym torze o różnym poziomie przyczepności, a także takim, który dynamicznie „nagumowuje się” z czasem, zapewniając coraz lepszą przyczepność. Lista aut jest również relatywnie niewielka w stosunku do typowo arcadowych tytułów. Za to Kunos Simulazioni z pieczołowitą dokładnością odwzorowali właściwości jezdne wszystkich dostępnych w symulatorze samochodów.

Auta zachowują się bardzo różnie, zupełnie jak w rzeczywistości. W jednym pojeździe układ kierowniczy w środkowym zakresie jest mniej responsywny, a w innym – bardzo ostry. Poprzedniej generacji Audi R8 V10 ma silne tendencje do płużenia przodem podczas jazdy na granicy przyczepności, a BMW 1M – zamiata tyłem jak szalone, choć jeśli przedobrzymy, nie będzie taryfy ulgowej – przez krótki rozstaw osi momentalnie nas obróci. Odczucia w przypadku m.in. Alfy Romeo Giulii Q, Audi S1, R8 V10 Plus, BMW M4, Forda Mustanga, Mazdy MX-5 ND, Nissana 370Z Nismo, niemal całej gamy drogowych Porsche, czy Toyoty GT86 są zbieżne z tym, czego mogłem doświadczyć na własnej skórze podczas pracy dla jednego z magazynów motoryzacyjnych.

WRAŻENIA

Symulator to nie tylko świetna propozycja dla osób, które nigdy nie siedziały za kierownicą prawdziwego samochodu, ale także dla bardzo doświadczonych kierowców. Nawet jeśli jeździłeś niezliczoną liczbą ponad 500-konnych tylnonapędowych aut, wielokrotnie doświadczyłeś podsterowności i nadsterowności na własnej skórze, potrafisz wprowadzić auto w kontrolowany poślizg, driftować, hamować lewą nogą, opóźnić hamowanie do granic możliwości, masz pojęcie o optymalnym torze jazdy i wszystkich pozostałych prawidłach wyścigowej jazdy, to wciąż możesz czerpać ogromną satysfakcję z jazdy w symulatorze.

Nic więc dziwnego, że profesjonalni kierowcy, startujący w poważanych seriach, odwiedzają firmy usługowe, dysponujące stanowiskami do simracingu. Za przykład może posłużyć Jan Kisiel, który spróbował swoich sił w Motorsport Capsule w ramach przygotowań do sezonu 2017 w Huracanie GT3:

Do tej pory, w zeszłym sezonie, ścigałem się w Audi R8, w tym roku otrzymałem propozycję startu w Lamborghini Huracan GT3 w Europie. Podjechałem tutaj (do Motorsport Capsule), żeby przygotować się przed testami, bo jeszcze wcześniej nie jeździłem takim samochodem klasy GT3 po Barcelonie. Jestem bardzo mile zaskoczony, ponieważ przed wyjazdem na ten tor chciałem potestować, dowiedzieć się jakie będą prędkości, którymi biegami trzeba będzie jechać. To wszystko działa jak należy – odczucia z jazdy są bardzo rzeczywiste, opór na kierownicy, hamulcu, wszystko to jest jak w prawdziwym świecie. Dwa dni później przeniosłem się na tor w Katalonii, znaleźliśmy punkty dohamowań, znaleźliśmy odpowiednie biegi do odpowiednich zakrętów, po dogrzaniu opon, gdy już zaczynałem drugie, trzecie kółko mierzone, faktycznie zasugerowałem się tymi punktami dohamowań, przy tabliczkach np. 120 metrów do pierwszego szybkiego prawego zakrętu. Prędkość była identyczna w grze jak w rzeczywistości – było to 276 km/h. Czasy pokrywały się do 0,5 sekundy.

Max Verstappen nie jest jedynym kierowcą Formuły 1, który „bawi się” w simracing. Również Kimi Raikkonen przygotowywał się przed sezonem 2018 w symulatorze, a konkretniej – w grze produkcji Kunos Simulazioni, notabene wykorzystywanej przez Ferrari w we własnym symulatorze Driving Simulation Center.

Old school track, car and driver.

A post shared by Kimi Räikkönen (@kimimatiasraikkonen) on

MOJE DOŚWIADCZENIA

Mam wrażenie, że przez rok gry w Assetto Corsę zdobyłem znacznie więcej doświadczenia niż na przestrzeni paru lat, kiedy to miałem okazję poruszać się setkami różnych samochodów prasowych po torach, lotniskach i drogach publicznych. Praktycznie każdym autem jechałem na granicy przyczepności, wprowadzałem w poślizg, chcąc jak najrzetelniej opisać właściwości jezdne, czyli chyba jedyny aspekt, jakiego nie będzie dane potencjalnemu nabywcy sprawdzić podczas jazdy próbnej.

Drift niektórymi autami w rzeczywistości wydaje się być nawet nieco łatwiejszy, niż w Assetto Corsie. (Zdjęcie: Krzysztof Palińsiki / PhotoPS)

Przewagą gry jest dostępność na zawołanie samochodów (w tym wyczynowych) i torów wyścigowych. Do tego możemy zajrzeć w dane telemetryczne (przy pomocy np. MoTeC i2 Pro), czy skorzystać z urządzenia „Delta time display”, pokazującego na bieżąco różnice w czasie i prędkości względem naszego najlepszego okrążenia. To w ogromnym stopniu ułatwia rozwój. Możliwość porównywania się w identycznych warunkach pozwala nam na dokładne śledzenie postępów. Szczególnie satysfakcjonuje pobijanie własnych rekordów sprzed paru miesięcy, które niegdyś uznawaliśmy za dobre lub wręcz wyśrubowane. Nawet jeśli dawno nie jeździliśmy po konkretnym torze i nie pamiętamy punktów dohamowań, to dzięki zebranemu w międzyczasie doświadczeniu w innych samochodach i na innych torach, może się okazać, że szybko będziemy w stanie zrównać się ze starym rekordem i przebić go nawet o sekundę lub więcej! To niezwykle motywuje i pokazuje, że niezależnie od tego, gdzie trenujemy, poświęcony czas wszędzie zaowocuje.

Jednak – co najważniejsze – możemy zmierzyć się z innymi kierowcami. I właśnie to jest najbardziej angażujące. To kwintesencja sportów motorowych, dosłownie na wyciągnięcie ręki! A tego rodzaju emocji nie zastąpi nawet jazda na torze wymarzonym samochodem podczas track day’a.

Ponadto mamy 100% pewność uczciwej rywalizacji – wszyscy bowiem mają do dyspozycji dokładnie taki sam samochód. W rzeczywistości z kolei bardzo różnie z tym bywa, nawet w przypadku wyścigów pucharowych. Niekiedy zespoły są sprytniejsze od organizatorów wyrywkowo sprawdzających, czy przypadkiem mechanicy nie zastosowali jakichkolwiek niedozwolonych modyfikacji. 

ACLEAGUE

Jednak prawdziwa przygoda rozpoczęła się dopiero wtedy, gdy przystąpiłem do rywalizacji w „wykopowej” lidze ACLeague. Jak twierdzą jej organizatorzy – to jedna największych i najprężniej rozwijających się lig simracingowych w Polsce, działająca nieprzerwanie od 2015 roku. W ósmej edycji kierowcy startowali Audi TT Cup, a w dziewiątej, dwuklasowej – GTE (BMW M3 GT2, Ferrari 458 GT2, Chevrolet Corvette C7R, Porsche 911 RSR 2017) i LMP (Porsche 919 Hybrid 2017).

Praktycznie od samego początku miałem przeświadczenie o udziale w… dużym przedsięwzięciu. To zasługa świetnej organizacji – kierowcy formują zespoły, tworzą malowania własnych samochodów, twórcy modyfikują banery na torach i przygotowują plakaty. Wisienką na torcie jest transmisja na żywo, okraszona komentarzem. Jedni oglądają relacje z zaciekawieniem, inni z pogardą wytykają, że to tylko bezsensowna gra dla pseudokierowców…

Do 9. edycji – Wykop Endurance Kompetyszyn – zapisało się ponad 200 osób, przy czym 100% frekwencją wykazało się nieco ponad 35 z nich. Wszyscy zapisani do rywalizacji zawodnicy mogli startować w każdej z 7 rund, odbywających się zazwyczaj w odstępie 2 tygodni. Przy czym liczba miejsc została ograniczona do 3 serwerów, liczących po 37 slotów, z czego jeden na każdym z nich zarezerwowany był dla komentatora. Oznaczało to, że jednocześnie w zawodach rywalizowało ze sobą (pośrednio) do 108 osób. Walka na szczycie odbywała się na serwerze PRO. Słabsi gracze musieli zadowolić się startem w SEMI albo AM, przy czym na punktowane miejsca kończyły się gdzieś w połowie stawki.

Rywalizacja zderzak w zderzak jest niezastąpiona. Wyścigi dostarczają ogrom emocji, są bardzo angażujące i równie nieprzewidywalne. Często dochodzi do kolizji. Należy jednak mieć nerwy ze stali i być gotowym na to, że my sami poniesiemy konsekwencje cudzych błędów… Wtedy pozostanie nam czekać aż ręka sprawiedliwości w postaci kolegium sędziowskiego dosięgnie niesfornych ryzykantów. Z drugiej jednak strony, ta nieprzewidywalność to jeden z czynników stanowiących o pięknie tego sportu. Prędzej usłyszymy fascynującą relację przepełnioną emocjami od zawodnika, któremu wyścig poszedł nie pomyśli, niż od triumfatora. Niewykluczone, że ten ostatni będzie mógł swój występ podsumować jednym zdaniem – przez cały czas „hot lapowałem”.

Poza tym, nawet te wirtualne wyścigi potrafią dać wycisk – 75, 90, a nawet 120 minut jazdy na torze w pełnej koncentracji wystarczy, by poczuć ból tam i ówdzie, przetrzeć opuszki palców, przepocić koszulkę, a po opuszczeniu stanowiska simracingowego doświadczyć uczucia, jakby grawitacja działała na nasze ciało ze zdwojoną siłą, przypominając o nogach niczym z waty. Przynajmniej na początku, bo z czasem można się wyrobić lub w pewnych aspektach wspomóc – np. rękawicami rajdowymi.

Scuderia ForzaItalia.pl
Samochody naszego simracingowego zespołu wyścigowego – Scuderia ForzaItalia.pl. Żółtym Ferrari startuje Piotr Bochnowski, czerwone należy do MrFloyda, a niebieskie – do Lucjana Próchnicy.

SEZON X

Obecnie trwa X sezon ACLeague. Uczestnicy ścigają się samochodami klasy GT3 – Audi R8 LMS, BMW Z4 GT3, Ferrari 488 GT3, Lamborghini Huracan GT3, McLaren 650S GT3, Mercedes-AMG GT3, Nissan GT-R NISMO GT3, Porsche 911 GT3 R oraz SCG 003C. Na chwilę obecną zgłosiły się 235 osoby. Więcej informacji na temat ligi znajdziecie na stronie www.acleague.pl.

Tak wygląda zestawienie czasów wykręconych przez profesjonalnych kierowców, startujących w serii Blancpain GT Series 2017, a zawodników w X sezonie ACLeague. Lucas Ordonez w GT-R Nismo GT3 wykręcił 2:18.084.

DLA KOGO SIMRACING?

Na zamkniętej grupie na Facebooku – Sim Racers™ – liczącej ponad 15 000 członków, stworzono ankietę, z której wynika, że wśród simracerów dominują osoby w przedziale wiekowym 30-40 lat, stanowiący 34%. Nieco mniej liczebna jest grupa w wieku 20-30 (25%). Trzecią siłą są simracingowcy, mający na karku od 40 do 50 wiosen (aż 21%). Do mniejszości zaliczyć można pozostałe grupy: 10-20 (12%), 50-60 (5%) i 60-70 (0,5%).

Wychodzi zatem na to, że simracing jest dla… bardziej poważnych osób. I ma to swoje przełożenie w grze – w Assetto Corsie poziom rywalizacji nawet na serwerach publicznych, z aktywnym, dość prymitywnym systemem Minor Rating (oceniającym bezpieczną jazdę na podstawie relacji uderzeń do przejechanych kilometrów), potrafi być bardzo wysoki. Poza pewnymi wyjątkami można liczyć na to, że pozostali kierowcy będą postępować zgodnie z prawidłami wyścigowej jazdy.

Czas pokaże, czy simracing zyska na popularności jako narzędzie do doskonalenia technik jazdy, platforma do łowienia talentów oraz w ujęciu e-gamingu. Współczesne symulatory są ciekawą propozycją dla fanów sportów motorowych, pragnących brać czynny udział w rywalizacji na torach świata. Kwestią otwartą pozostaje wybór samej gry, a jest w czym przebierać – poza Assetto Corsą, tytułem szczególnie godnym uwagi jest iRacing.com. Jednak ostateczną decyzję powinniśmy podjąć w oparciu o własne preferencje. Warto pamiętać także o tym, że nie każdemu simracing będzie pasować. I nie każdy będzie w stanie przełożyć doświadczenie z gier na rzeczywistość i na odwrót.

Już teraz społeczność simracingowa ma wiele powodów do zadowolenia. Dopiero co ruszył drugi sezon Formula 1 Esports Series, w ramach którego kierowcy będą startować w zespołach takich jak: Mercedes AMG Petronas Motorsport, Red Bull Racing, Force India F1 Team, Williams, Renault Sport F1 Team, Haas F1 Team, McLaren, Toro Rosso i Alfa Romeo Sauber F1 Team. Być może w ten sposób wyłonione zostaną talenty pokroju Kubicy, Hamiltona lub Schumachera.

JAK ZACZĄĆ?

Zamiast wydawać kilkaset złotych na kierownicę i grę, ryzykując, że w najgorszym scenariuszu to wszystko pójdzie w odstawkę, warto spróbować oswoić się z wirtualnym światem wyścigów w punkcie usługowym oferującym jazdy na profesjonalnych stanowiskach (np. Motorsport Capsule). Jak już się zdecydujemy na zakup własnego sprzętu, musimy być przygotowani na wydatki rzędu 500-1000 zł, w zależności m.in. od tego, jaką kierownicę i grę wybierzemy. Brak dobrego komputera może wywindować tę kwotę. Przy czym wielu pasjonatów simracingu jest gotowych wydać na sprzęt grubo ponad 10 000 zł.

PÓŁTORA ROKU PÓŹNIEJ

W moim przypadku autorem całego zamieszania jest Damian Lempart. Po przeprowadzeniu z nim wywiadu na łamach radiozet.pl zdecydowałem się sprawdzić, ile warta jest Assetto Corsa. I mocno się wciągnąłem. Z czasem zmieniłem kierownicę z Driving Force GT na Thrustmastera T300 Alcantara Edition, dokupiłem H-Shifter TH8A, nabyłem joystick i przerobiłem na hamulec ręczny. Kolejnym etapem był fotel kubełkowy i domowej roboty konstrukcja, aspirująca do miana stelażu. W międzyczasie do kolekcji dołączyły rękawiczki. Od dobrych paru miesięcy rozważam zakup gogli VR i zapewne wkrótce przyjdzie dzień, w którym w końcu się zdecyduję (choć nieustannie VR wzbudza we mnie wiele wątpliwości).

Tak jak zawsze kochałem jazdę samochodem i samochody, tak rozwinięciem mojej motoryzacyjnej pasji stał się simracing. I ta forma realizacji hobby przyszła we właściwym momencie, czyli niedługo po tym, jak poczułem pewnego rodzaju wypalenie. Mimo obcowania z autami będącymi dla wielu obiektami fascynacji, czułem się tym znudzony. Supersamochody, jazda na granicy przyczepności lub kontrolowanymi poślizgami przestały powodować „efekt banana na twarzy”. Zamiast tego przygnębiały wywoływanym we mnie poczuciem wyprania z emocji. Brakowało mi w tym wszystkim rywalizacji z innymi, możliwości śledzenia postępów, poznawania najróżniejszych torów świata, ustanawiania własnych rekordów i prób ich bicia. To wszystko daje mi wirtualny świat, genialnie zresztą odwzorowujący rzeczywisty. Zaspokoił on mój głód „jechania szybciej”. Stał się pełnoprawną pasją – lub jak kto woli – sposobem realizacji bardzo drogiej pasji.

Nawet jeśli mam tygodniową przerwę od Assetto Corsy, to wciąż lubię patrzeć na moją własnoręcznie zbudowaną konstrukcję i dotykać samej kierownicy. Przy okazji wyleczyłem się z projektu, który wiązał się z zakupem tylnonapędowego sportowego samochodu. I zaoszczędziłem kupę forsy.

Autor: Mateusz Struk

FILMY

Dokument o Greggerze Huttu, czyli swojego czasu najszybszym alienie na świecie według iRacing.com.

 

Assetto Corsa wspiera technologię VR, czyli Virtual Reality. Dzięki temu gracze korzystający z gogli – HTC Vive lub Oculus Rift – mogą cieszyć się jeszcze bardziej realistycznymi doznaniami. Jednak zdania simracerów są podzielone. Jedni preferują trzy ekrany, a inni VR. Za tym drugim wyborem przemawia większa łatwość adaptacji – nie trzeba specjalnie dostosowywać stanowiska do trzech ekranów, a sama cena sprzętu jest zbliżona, o ile nie niższa. Nowe gogle Oculus Rift można kupić nawet za 2100 zł.

 

Przed startem Huracanem GT3 w Barcelonie, Jan Kisiel trenował w Motorsport Capsule. Prędkości i punkty hamowań pokrywały się 1:1, a różnice w czasie mieściły się w 0,5 sekundy!

 

Równolegle do polskiej ligi ACLeague, odbywają się zawody o nazwie Assetto Corsa Racing League, organizowanej za pośrednictwem strony będącej międzynarodowym odpowiednikiem wykopu – reddit. Relacja na żywo okraszona jest bardzo fajnym komentarzem.

Porównanie onboardów z Assetto Corsy i rzeczywistości. Niemal identyczny samochód (Mazda MX-5 NA) oraz ten sam kierowca – Damian Lempart.

Screenshoty z Assetto Corsy

Ferrari F1
Poprzedni wpis
Kara 50 000 euro dla Ferrari za incydent w alei serwisowej
Alfa Romeo Giulietta TCR
Następny wpis
Giulietta TCR po pierwszej rundzie w Maroko

3 komentarze

  1. DENI
    9 kwietnia 2018 at 21:12 — Odpowiedz

    taki artykul i nie wspomnieli o colinie

  2. Pocisk
    16 kwietnia 2018 at 08:59 — Odpowiedz

    Ciekawy wpis, aczkolwiek poruszyłeś tylko część tematu. Simracing fanom wirtualnych wyścigów jest znany od kilkunastu lat (w miom przypadku) i nie kończy się na 2 – 3 tytułach.

    Opisałeś swoją przyrodę z simracingiem na przykładzie tylko 1 gry, więc przedstawiles tylko częściowy subiektywny pogląd na zagadnienie.
    Zachęcam jednak do rozwinięcia tematu i zapoznania się również z innymi tytułami.

    • 17 kwietnia 2018 at 17:39 — Odpowiedz

      To jest temat rzeka. Wyszedł bardzo długi tekst, a wciąż mam niedosyt i wrażenie, że śmiało można byłoby jeszcze parę innych aspektów poruszyć. Jednak w pewnym momencie ze względu na ogrom słów/znaków w artykule czułem się niejako sparaliżowany i nie chciałem jeszcze bardziej go rozwlekać.

      Nie jestem ekspertem od tytułów simracingowych i nie ukrywam, że miałem styczność tak naprawdę tylko z jedną produkcją. Bardziej zależało mi na tym, by przedstawić perspektywę osoby, która mając całkiem bogate doświadczenie w rzeczywistości przerzuciła się na jazdę w wirtualnym świecie. A po jakimś czasie ten „substytut” stał się równie wartościowy i ceniony przeze mnie, co jego wzorzec, czyli jazda w rzeczywistości.

      Ucieszę się, jeśli dla kogoś ten tekst będzie impulsem do postawienia pierwszego kroku w simracingu i wciągnie się równie mocno, co ja 😉 A wybór tytułu – tak jak napisałem – to kwestia indywidualna.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back
Udostępnij

Symulatory przepustką do świata motorsportu?