fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Długo oczekiwana relacja ze Złombolu.

Długo oczekiwana relacja ze Złombolu.

zlombolrel thumb

W ferworze przygotowań do zlotu ForzaItalia 2011, relacja ze startu załogi pod patronatem ForzaItalia.pl w Złombolu musiała trochę zaczekać, ale nadrabiamy to!

Na początek garść statystyki: „Duży Fiat” z Grzegorzem i Ryszardem na pokładzie (czyli załoga „Knot i Kanciarz”), pokonał 5800 km ze średnią prędkością 110 km/h, skonsumował 420 litrów paliwa i 4 litry oleju. Zajęło to 9 dni, podczas których załoga zmagała się z drogą i zmęczeniem, ale – co ciekawe – nie z usterkami! Jedyna rzecz, jaka zastrajkowała podczas wyprawy w Fiacie 125p, to podnośnik szyby kierowcy! Również kontakty z przedstawicielami władzy państwowej udało się ograniczyć do minimum i po drodze „Duży Fiat” został zatrzymany przez policję tylko dwukrotnie. W Polsce.

 

Złombol wystartował z Katowic punktualnie. Pierwszego dnia uczestnicy zmagali się głównie z autostradą A4, by dotrzeć wieczorem na kemping w pobliżu Lipska. Na kempingu odbyła się pierwsza z legendarnych integracji w trasie. Było sympatycznie, aczkolwiek spokojnie. Z powodu ciszy nocnej oraz perspektywy kolejnych dni w trasie nikt nie chciał się za bardzo „zmęczyć”.

Kolejny dzień to dla naszej załogi prawdziwy maraton. Niemcy, Holandia (z pominięciem noclegu w Eindhoven) aż do Calais, gdzie Grzegorz i Ryszard zaokrętowali się na prom do Dover. Po krótkim odpoczynku w czasie żeglugi, czekało ich jeszcze 200 km za kierownicą. Taktyka zakładała objazd okolic Londynu nocą, aby uniknąć korków. Zmęczenie koszmarnie dawało się już we znaki i ostatnie 15 km członkowie załogi wzajemnie na siebie krzyczeli, aby nie zasnąć. Sposób okazał się skuteczny, a dodatkowe skrzypienie wydobywające się z okolic sworznia przedniego wahacza także wpłynęło ożywiająco na załogę.

Na kempingu w Hertford granatowy Fiat zameldował się o 4 nad ranem. Niestety –  o tej porze niemożliwy był wjazd, więc przez kolejne godziny Grzegorz i Ryszard drzemali w samochodzie na parkingu. Wjechać udało się dopiero o 9 rano. Po odpowiedniej dawce odpoczynku należało zlokalizować przyczynę skrzypienia dochodzącego z zawieszenia. Usterka okazała się banalna: kilka tysięcy kilometrów po autostradach, z kierownicą niemal ciągle na wprost i bez uginania się zawieszenia spowodowały „zastanie się” sworznia. Kilkukrotne poruszanie kierownicą od lewej do prawej i bujanie całym autem usunęło usterkę na kolejnych kilkaset kilometrów.

Następnym etapem była droga do Szkocji. Tu zaczęły się ciekawsze krajobrazowo widoki. Pola oddzielone kamiennymi murami, zamki – wszystko to bardzo malownicze. I tak aż do kempingu przed Lockerbie. Swoją drogą miejsce to było najsłabsze na całej trasie. Bezpośrednia bliskość autostrady (hałas), zapachy ze świeżo nawiezionych pól… To wszystko nie ułatwiało wypoczynku. Podobnie jak 3 (!) toalety na cały kemping…

Rankiem rozpoczął się ostatni etap podróży. „Knot i Kanciarz” zaatakowali Loch Ness. Przejazd przez Szkocję obfitował w wiele ciekawych spostrzeżeń. Choćby takie, że lokalny patriotyzm nakazuje miejscowym wydawać resztę tylko w szkockich funtach. Grzegorz ani razu nie otrzymał w sklepach funta angielskiego!

I wreszcie… Udało się! Nad jezioro Loch Ness nasza załoga dotarła jako dwudziesta. Aby dać wyraz radości na mecie wystrzelił korek od szampana, a po raz pierwszy od wielu dni Grzegorz i Ryszard mogli porządnie wypocząć i spokojnie najeść się do syta.

Z każdą godziną nadjeżdżały kolejne załogi, a około godziny 20.00 rozpoczęła się prawdziwa feta. Pomimo zmęczenia wszystkich obecnych, impreza trwała do późnych godzin nocnych, bowiem atmosfera była fantastyczna, a przygód i wrażeń, którymi dzielili się zawodnicy, była niezliczona ilość.

Jak widać w przypadku załogi pod patronatem ForzaItalia.pl, półroczne prace nad samochodem zaprocentowały i granatowy Fiat 125p przejechał trasę zupełnie bezusterkowo. Nie wszyscy mieli jednak tyle szczęścia. Pomimo fatalnych czasem w skutkach awarii, woli walki innym załogom również nie brakowało i często znajdowały wyjście z pozornie beznadziejnych sytuacji.

Jedna z podróżujących Trabantem załóg już w Niemczech doświadczyła małej katastrofy – na autostradzie zatarł się silnik. Nie poddali się jednak i na szrocie kupili… drugiego Trabanta. Po szybkiej wymianie drzwi, błotników i maski pomiędzy egzemplarzami (aby uratować naklejki) ruszyli w dalszą drogę! Nie był to jednak koniec przygód, bowiem pod koniec trasy w drobną pajęczynę popękała przednia szyba. Po usunięciu jej resztek, ostatnie 300 km pokonali bez przedniej szyby! Hart ducha i wola walki zasługująca na najwyższe uznanie!

Silnik poddał się również w Fiacie 125p załogi Generał Jaruzel. Brak kompresji na dwóch cylindrach oznaczał wyrok dla tego samochodu. Ale wcale nie był to koniec Złombolu dla zawodników. Na niemieckim szrocie udało się zakupić pojazd nie do końca regulaminowy – czerwone Renault Megane za 350 euro. Przy jego użyciu 125p zostało zaholowane na szrot, gdzie właściciel interesu obiecał wcześniej 100 euro za Fiata. Cóż, mina troszkę mu zrzedła, bo spodziewał się jakiegoś bardziej typowego w Niemczech modelu, ale uczciwie zapłacił za 125p i Generał Jaruzel na pokładzie francuskiego pojazdu kontynuowali podróż do Loch Ness.

Były też bardziej dramatyczne przygody. Podczas powrotu do Polski Skoda 105 olsztyńskiej załogi Ł»-Unit straciła koło podczas jazdy autostradą. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało, ale samochód dokonał żywota na złomowisku, a zawodnicy wrócili do domu autostopem.

Niespotykane przeżycie zafundowały jednej z załóg jadących Polonezem służby celne. Ich pojazd został poddany skrupulatnej kontroli antynarkotykowej. Skończyło się to kompletnie rozprutym wnętrzem i odszkodowaniem w wysokości 300 euro za zniszczoną tapicerkę…

Był to jedyny niezbyt przyjemny incydent. Policja była nastawiona przyjaźnie i nie sprawiała problemów uczestnikom rajdu. Również mieszkający za granicą rodacy tłumnie odwiedzali złombolowe kempingi, niejednokrotnie przyjeżdżając równie starymi samochodami, jak np. Fiatem 125p czy Skodą Rapid na brytyjskich rejestracjach. Na trasie złombolowe wehikuły wzbudzały wiele ciepłych reakcji wśród innych kierowców. Nierzadko zawodnicy pozdrawiani byli machaniem, okrzykami uznania przez otwarte okno czy gestem kciuka wyciągniętego w górę. Jedna z załóg jadąca polskim „królem samochodów” usłyszała na CB komentarz „toś mnie chłopie zaskoczył tym Ł»ukiem w środku Niemiec! :)”.

Uczestnicy Złombola zgodnie uznają tegoroczną edycję za bardzo udaną. Podkreślają fantastyczną atmosferę panującą wśród zawodników, doskonały klimat imprezy, a przede wszystkim smak wielkiej przygody, jaką była tak daleka wyprawa. My gratulujemy wszystkim, którzy odważyli się wystartować. Dobra robota! Mamy nadzieję, że w przyszłym roku znów zobaczymy wszystkich na trasie Złombolu!

Złombolowego Fiata 125p Grzegorza i Ryszarda będzie można zobaczyć na Zlocie Miłośników Włoskiej Motoryzacji i Kultury – ForzaItalia 2011.

Tekst na podstawie relacji Grzegorza opracował Krzysztof Kubas
Zdjęcia: Grzegorz Swół

Poprzedni wpis
Nasi na Rędzińskim
Następny wpis
Fiat na targach we Frankfurcie

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back
Udostępnij

Długo oczekiwana relacja ze Złombolu.