fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Augusto Zanardi

Augusto Zanardi

Augusto Zanardi

Pewnego dnia pod koniec lat 70-tych duży samochód, przybyły – sądząc po tablicach – z Mediolanu, zjechał z Autostrady Kwiatów w Albissoli pod Savoną. Zatrzymał się przed kwiaciarnią. Kilku mężczyzn weszło do środka, by zamówić wieniec. Z szarfą i z napisem: „Przyjaciele i koledzy z Alfa Romeo”. Czekając na wykonanie zamówienia, zaczęli wspominać zmarłego.

Dwadzieścia lat wcześniej wąska, kręta droga schodząca z Colle del Giovo do Albissola Superiore, stała się na dłuższy czas niemal drugim domem Augusto Zanardiego. Choć wcale nie jest to blisko od Mediolanu, właśnie ten odcinek niby typowej szosy górskiej, opadającej setkami zakrętów i krótkich prostych wzdłuż strumienia ku liguryjskiemu wybrzeżu, uznano za najlepszy do testów drogowych próbnych egzemplarzy Giulii. Augusto, kierowca doświadczalny Alfa Romeo, przemierzał ją w obie strony setki razy. Miał za zadanie nie tylko ocenić pojazd, ale zmęczyć go, zbadać granice wytrzymałości konstrukcji, doprowadzić do awarii eksploatacyjnych, aby można je było zbadać i zwiększyć trwałość części. Mieszkańcy wioski, przez które jeździł, początkowo oglądali się za częściowo zamaskowanym nieznanym samochodem, ale później zaczęli traktować go jak normalne zjawisko i wymieniać z kierowcą gesty pozdrowienia. On zaś czasami zatrzymał się na espresso, to znów na pół godziny odpoczynku w cieniu.

Niedługo później Augusto przeszedł na emeryturę. Wtedy przypomniał sobie o Albissoli, położonej na stoku gór, wysoko nad oślepiającym bezmiarem Morza Liguryjskiego, ciągnącego się na południe aż po brzegi Korsyki. Za pieniądze z liquidazione kupił tam mały, śliczny dom w ogrodzie. Koledzy z Mediolanu odwiedzali go rzadko. Teraz żałowali, że tych przemiłych weekendowych wizyt w ciągu następnych lat było tak mało. Augusto nie uprzedził ich, że idzie do szpitala – przecież to tylko drobna dolegliwość. W parę dni później nagłe pogorszenie. Badanie, diagnoza: pęknięty krwiak. Nie było ratunku.

Ciszę przerwało bicie dzwonów. Powoli zbierali się mieszkańcy wioski: ludzie starsi, całe rodziny, gromadki dzieci. Wszyscy od lat byli znajomymi Zanardiego, który wrósł w społeczność Albissoli, jak gdyby mieszkał tu od zawsze. Gdy przybysze z Mediolanu schodzili po pogrzebie z małego cmentarza na szczycie wzgórza, wciąż przypominali sobie nowe zdarzenia i anegdoty związane z postacią zmarłego kolegi. Oto jedna z nich:

Na uroczyste otwarcie pierwszych powojennych Targów Mediolańskich przybyli z Rzymu Prezydent Republiki Luigi Einaudi i Premier Alcide De Gasperi. Ponieważ ani Magistrat, ani Prefektura nie dysponowały stosowną limuzyną, z prośbą o „odpowiedni samochód, oczywiście z kierowcą”, zwrócono się do Alfa Romeo. Gości trzeba było podjąć na dworcu i zawieźć na teren targów. Przedwojenną Alfę 6C 2500 berlina*, poprzedzaną przez eskortę motocyklistów, prowadził Augusto Zanardi. Nazajutrz zrelacjonował kolegom fragmenty rozmowy, jaką dostojnicy prowadzili po drodze.

Augusto Zanardi

Augusto Zanardi, Pietro Bonini i Bruno Bonini

Przy via Turati tłum zgromadzony wzdłuż ulicy prawie blokował przejazd. Limuzyna musiała zwolnić. Ludzie wiwatowali. „Co robimy? Chyba trzeba jakoś zareagować?” zapytał Einaudi. „To ty powinieneś zareagować. Jesteś Głową Państwa” – wymigał się De Gasperi. „Jak myślisz, co mam robić? Zdejmować kapelusz?” – indagował speszony sytuacją Prezydent. „Sądzę, że wystarczy uchylać kapelusza. A przynajmniej dotykać ronda” – podsuwał Premier, samemu poprzestając na uprzejmym uśmiechu w stronę zgromadzonych. Po rozwiązaniu kwestii ceremonialnej zmienili temat. Gdy przejeżdżali przez Piazza Cordusio, Einaudi ożywił się: „Tam, za gmachem Giełdy, jest Poczta Główna. W czasie pobytu w Mediolanie jadałem w trattorii przy przecznicy prowadzącej na pocztę. Pamiętam sztukę mięsa podawaną pod szpinakiem, z tartym parmezanem po wierzchu. To mediolańskie danie.” De Gasperi był sceptyczny: „Mediolańskie? Pierwsze słyszę…” „Jestem przekonany, że mediolańskie” – upierał się Einaudi. „Wobec tego zapytajmy kierowcy – jest przecież Mediolańczykiem.” Zanardi, którego akcent istotnie zdradzał pochodzenie ze stolicy Lombardii, przyznał rację De Gasperiemu: „L’è no un piatto milanese” – odrzekł miejscowym dialektem.

Gasperi

Są na szczęście na świecie rzeczy niezmienne. W 60 lat później zagadka, którą można ułożyć na podstawie wspomnień Augusto Zanardiego, nadal jest bardzo łatwa: „W jakim kraju jest do pomyślenia, że Prezydent i Premier, wiezieni limuzyną w szpalerze wiwatującej publiczności, dyskutują o tym, czy skoro liście szpinaku okrywające gotowaną w bulionie cielęcinę posypane są tartym serem, to jest to danie mediolańskie, czy nie?”

* Była to „Freccia d’Oro”, oparta na przedwojennej konstrukcji, ale zupełnie nowa, wypożyczona z działu Doświadczalnego.

Poprzedni wpis
Spettacolo Sportivo 2012
Następny wpis
Jeździliśmy Ferrari!

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back
Udostępnij

Augusto Zanardi