Kategorie: News

Ferrari 250 Monza i 750 Monza ponownie razem po 70 lat rozłąki

Siedemdziesiąt lat po wspólnym starcie w Carrerze Panamericana dwie wyjątkowe barchetty – Ferrari 750 Monza i Ferrari 250 Monzaznów znalazły się obok siebie. Tym razem nie na meksykańskich drogach ani na starcie długodystansowego rajdu, lecz w warsztacie Ferrari Classiche w Maranello, gdzie obie przeszły kompleksową renowację, której celem była przywrócenie pełnej zgodności z oryginalną specyfikacją oraz uzyskanie certyfikatu Ferrari Classiche.

Historia tych samochodów nierozerwalnie wiąże się z postacią Franco Cornacchii – człowieka, który, jak podkreśla producent, nie był zwykłym dealerem. Cornacchia sprzedawał marzenia i idee oferując swoim klientom najbardziej ekscytujące samochody sportowe tamtych czasów. To on jako pierwszy uwierzył w Ferrari, a Enzo Ferrari miał nagrodzić to zaufanie przyznając mu wyłączne prawo sprzedaży samochodów marki, tworząc w ten sposób pierwszą w historii oficjalną sieć dealerską Ferrari. Salon mieścił się w Mediolanie przy Via Freguglia, a nazwa zespołu wyścigowego – Scuderia Guastalla – nawiązywała do pobliskich Giardini della Guastalla.

Scuderia Guastalla była jednym z pierwszych prywatnych zespołów ścigających się Ferrari. W 1954 roku do Mediolanu trafiły dwa samochody, które niemal natychmiast miały wyruszyć na tory i trasy długodystansowych wyścigów. Pierwszym z nich było Ferrari 250 Monza (numer podwozia 0442M) Scaglietti Spyder napędzany trzylitrowym silnikiem V12 o mocy 240 KM, osadzonym w lekkim, ważącym 850 kg nadwoziu. Samochód zadebiutował w Supercortemaggiore Grand Prix na torze Monza, gdzie zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, prowadzony przez samego Cornacchię oraz markiza Gerino Geriniego – typowego „gentleman drivera”, ale już wtedy bardzo doświadczonego zawodnika.

Drugim autem była 750 Monza (podwozie 0470M) z nadwoziem zaprojektowanym przez Dino Ferrariego i wykonanym przez Scagliettiego. Choć również miała pojemność 3 litrów, zastosowano tu czterocylindrowy silnik rzędowy, który rozwijał 260 KM i napędzał jeszcze lżejszą konstrukcję o masie zaledwie 760 kg. Jej debiut był bardziej egzotyczny – samochód poleciał cargo do Mexico City, by niemal od razu wystartować w Carrerze Panamericana.

Edycja z 1954 roku była piątą i ostatnią w historii tego wyścigu, a zarazem pierwszą rozegraną w całości na asfaltowych drogach. Trasa liczyła około 3000 kilometrów i – mimo zmiany nawierzchni – wciąż była wyjątkowo wymagająca. Giovanni Bracco i Riccardo Livocchi, którzy prowadzili 750 Monzę, przekroczyli dopuszczalny limit czasu na mecie i zostali zdyskwalifikowani. Inaczej potoczyły się losy 250 Monzy prowadzonej przez Franco Cornacchię i Argentyńczyka Enrico Peruchiniego. Załoga zajęła piąte miejsce w klasyfikacji generalnej oraz trzecie w klasie powyżej 1500 cm³, w wyścigu wygranym przez Ferrari 375 Plus Umberto Magliolego.

Po opuszczeniu mety drogi obu samochodów się rozeszły. 250 Monza pozostała w Ameryce Środkowej i trafiła do Manfreda Lippmanna, dystrybutora Mercedesa w Gwatemali, który – pod wrażeniem jej osiągów – przemalował ją na niebiesko-biało-złote barwy. 750 Monza wróciła do Europy, a następnie została sprzedana szwedzkim kierowcom amatorom, którzy intensywnie ścigali się nią do czasu poważnego wypadku w 1957 roku. Późniejsza odbudowa nadwozia nie oddawała już w pełni pierwotnego projektu Scagliettiego.

Przez kolejne dekady oba auta wielokrotnie przekraczały Atlantyk, trafiając do Europy i Stanów Zjednoczonych. Ostatecznie wróciły do Włoch – 750 Monza w 1998 roku, a 250 Monza w 2007 – tym razem do garaży dwóch kolekcjonerów z Lombardii. Choć bywały na tych samych imprezach, takich jak Mille Miglia czy Le Mitiche Sport w Bassano, nigdy nie spotkały się jednocześnie.

Dopiero zbieg okoliczności sprawił, że oba samochody trafiły w tym samym czasie do Ferrari Classiche w Maranello. Ich właściciele, nie wiedząc o wspólnym wątku historii, zlecili identyczne zadanie: przywrócenie aut do oryginalnego stanu. Prace objęły wymianę nieoryginalnych elementów, pełny przegląd techniczny, gruntowną renowację mechaniczną i estetyczną, a w przypadku 750 Monzy także korektę nadwozia i wnętrza. Celem było uzyskanie certyfikacji Ferrari Classiche, która potwierdza zgodność z fabryczną specyfikacją.

Zdaniem producenta oba samochody nie tylko odzyskały pierwotny wygląd i sprawność, ale też – symbolicznie – domknęły wspólną historię rozpoczętą w 1954 roku. A być może, jak sugeruje Ferrari, to dopiero początek kolejnego rozdziału, równie ambitnego, jak wspólny start w Carrerze Panamericana.

Autor: Tomasz Nowak

Zdjęcia: Materiały prasowe

Ostatnie wpisy

Nie opóźnienie, lecz zmiana planów. Przyszłość Giulii i Stelvio stanęła pod znakiem zapytania

Nowa wewnętrzna prezentacja koncernu Stellantis, nakreślająca strategię rozwoju marki w Europie do 2030 roku, przynosi…

3 godziny temu

15 tysięcy kilometrów przez Azję i Europę. Maserati podsumowuje transkontynentalny Grand Tour

Jubileuszowa ekspedycja Maserati zorganizowana w ramach obchodów stulecia istnienia marki dobiegła końca. Konwój składający się…

4 godziny temu

Ferrari na podium 6h São Paulo. Robert Kubica piąty na Interlagos

Podczas czwartej rundy długodystansowych mistrzostw świata FIA WEC na torze Interlagos w Brazylii, Ferrari 499P…

1 dzień temu

Abarth Topolino może trafić do produkcji. Osiągi jednak się nie zmienią

Stellantis rozważa poszerzenie gamy Abartha o elektryczny model Topolino. Koncern zamierza wykorzystać wizerunek marki kojarzonej…

1 dzień temu

Maserati stawia na Goodwood. Debiut nowej gamy i światowa premiera Project GT4

Goodwood Festival of Speed 2026 stał się areną prezentacji strategii Maserati, łączącej obchody stulecia logotypu…

2 dni temu

FIAT świętuje 127. urodziny i prezentuje dwa nowe modele: Grizzly oraz Grizzly Fastback

W dniu 127. rocznicy powstania marki, Fiat oficjalnie zaprezentował dwa nowe modele: Grizzly oraz Grizzly…

2 dni temu