Gdy kilka lat temu w nasze ręce trafił nowy elektryczny Fiat 500, zwróciliśmy uwagę na to, jak ten samochód zbudowany był pod maską – dokładnie tak samo, jak samochody spalinowe. Nie tylko nam nie dawało to spokoju. Fiat, pytany o to przez dziennikarzy deklarował jednak, że to tylko złudzenie oraz że nie ma jakichkolwiek planów na zastosowanie w pięćsetce napędu spalinowego. Minęło trochę czasu, rynek na samochody elektryczne nie rozwinął się zgodnie z oczekiwaniami producentów i okazało się, że jednak miejsce na jednostkę spalinową pod maską małego Fiata się znalazło. Samochód dostał oznaczenie 500 Hybrid i niedawno mieliśmy okazję spędzić z nim trochę czasu. Za co da się go polubić, a za co nie, dowiecie się w dalszej części tego artykułu.
Zawsze lubię zabrać samochody na różne wycieczki, najlepiej na górskie serpentyny – takie sprzyjające warunki powodują jednak, że łatwiej opisywanemu samochodowi wybaczyć różne mankamenty. Zrelaksowany i pochłonięty sportowymi emocjami mogę podejść łagodniej do oceny różnych mankamentów ergonomii wnętrza czy funkcjonalności. Dlatego też test hybrydowej pięćsetki był prowadzony w bardzo zróżnicowanych warunkach. Z jednej strony zabrałem ją na daleką wycieczkę w okolice Sandomierza, aby towarzyszyć redakcyjnej załodze podczas Stalowego Rajdu – imprezy dla samochodów zabytkowych. Z drugiej strony większość czasu opisywany Fiat spędził pomagając załatwiać różne urzędowe sprawy w mieście. Wolałbym opisywać zakręty na Salmopolu, zamiast dojazdu do Oddziału Spraw Obywatelskich Urzędu Miasta Łodzi, ale w tych stresujących warunkach samochód miał okazję pokazać swoje prawdziwe oblicze i nie miał ani trochę taryfy ulgowej.
Zacznijmy jednak od kilku faktów na temat Fiata 500 Hybrid. Pod maską znalazł się tu trzycylindrowy jednolitrowy silnik FireFly o mocy 65 koni mechanicznych. Jednostka jest oczywiście wyposażona w elektryczne wspomaganie, ale nie ma tu możliwości jazdy na samym prądzie w jakichkolwiek warunkach. Włączanie silnika odbywa się też w towarzystwie dźwięków tradycyjnego rozrusznika. Obecność hybrydowego napędu daje się odczuć jedynie po zdjęciu nogi z gazu – wtedy samochód odczuwalnie zaczyna hamować, starając się odzyskać trochę energii i podładować baterię. Podczas przyspieszania jednak śladów dodatkowego napędu raczej trudno znaleźć.
W redakcyjne ręce trafił pojazd w wersji wyposażenia Torino, która – jak nietrudno się domyśleć – ma składać pokłon rodzinnemu miastu Fiata. Na pokładzie znajdziemy 10,25” calowy ekran systemu multimedialnego wyposażonego w CarPlay i Android Auto. Jest też ładna tapicerka oraz 16” calowe felgi. Naprawdę świetnym elementem dodatkowego wyposażenia są tu LEDowe reflektory. Sprawdziły się świetnie podczas nocnego powrotu z rajdu. Elementem tej wersji samochodu, który robi jednak największe wrażenie i kształtuje jej charakter, jest lakier. Patrząc na załączone w tym artykule zdjęcia możecie się zastanawiać, czy ten samochód jest zielony czy niebieski. A może po prostu pomyśleliście, że nikt w redakcji nie ogarniania ustawienia balansu bieli w aparacie? Ten lakier wygląda zupełnie inaczej, zależnie pod jakim kątem się na niego patrzy. Robiło to wrażenie na każdym, komu małego Fiacika pokazywaliśmy.
Wrażenie robi też duża ilość stylistycznych detali, jakie udało się tu zmieścić. Od panoramy Turynu umieszczonej na półce na tunelu środkowym, przez sylwetkę klasycznego Fiata 500 w uchwycie do zamykania drzwi, po ciekawie zaprojektowane boczne kierunkowskazy. O detalach tych, które są wspólne z wersją elektryczną, pisaliśmy już w naszym wcześniejszym teście tej wersji. Pisaliśmy też wtedy o sprawnie działającym systemie multimedialnym i nadal trzymamy się tej opinii. Może nie ma tu wielu spektakularnych gadżetów i natłoku funkcji, ale jest dokładnie to, co potrzeba i to podane w uporządkowany i przyjazny użytkownikowi sposób. Bardzo też dobrze, że do skrótów na ekranie głównym można dodać przycisk do jego wygaszenia, aby nie raził w nocy.
O ekranie znajdującym się za kierownicą właściwie nie ma wiele do powiedzenia. Jest wyraźny i w czytelny sposób pokazuje najważniejsze informacje. Można przełączać pomiędzy widokiem tradycyjnego prędkościomierza, widoku przepływu energii oraz ekranem asystentów, którego obecność jest o tyle zaskakująca, że na pokładzie tego samochodu nie znalazły się żadne systemy wspomagania kierowcy poza aktywnym lane assist. Wspomniany prawie pusty ekran trzeba jednak odwiedzać prawie po każdym włączeniu samochodu – to tutaj znajduje się opcja wyłączenia akustycznego informowania o przekroczeniu prędkości. Nikogo pewnie nie zaskoczy, że działanie tej funkcji jest dalekie od ideału. Najczęściej zaniża prędkość, ale też podczas testu zalecił jazdę 140 km/h nocą przez radomskie osiedle oraz polną drogą pod Łowiczem. Nie wińmy jednak Fiata za obecność tej funkcji – takie czasy. Cieszymy się, że wystarczy kilka kliknięć na kierownicy, aby ją wyłączyć. Na konsolce pomiędzy fotelami, pod samą ręką, znajduje się przycisk do wyłączania systemu Start-Stop. Nie trzeba jednak z niego wcale korzystać, bo pomimo zastosowanych pod maską dość tradycyjnych rozwiązań, to system ten działa bardzo sprawnie i zupełnie nie denerwuje.
Fiat 500 Hybrid ma wiele zalet oraz tylko jedną poważniejszą wadę – ta wada ma 3 cylindry, litr pojemności i odpowiada za napęd tego samochodu. Raczej nikt nie oczekuje od małego Fiata bycia królem lewego pasa, ale mógłby jednak chociaż być w stanie bez problemu utrzymać dozwoloną maksymalną prędkość na autostradzie. W mieście niedobory mocy mniej doskwierają, ale też nie pozwalają w pełni wykorzystać potencjału zwinnego i zapewniającego dobrą widoczność nadwozia. Szybka zmiana pasów w dynamicznym wielkomiejskim ruchu? Tak, ale tylko jeśli chcemy przeskoczyć na pas wolniejszy.
Jakie wady i zalety Fiata 500 Hybrid odnotowałem podczas wyprawy na Stalowy Rajd? Jako fotograf szczególnie doceniłem funkcjonalność wnętrza. Jak wyglądał mój dzień? Zrobić zdjęcia przejeżdżających samochodów, wskoczyć do mojej pięćsetki, szybko rzucić aparat na bok i gonić załogi po krętych podkarpackich drogach. W tych warunkach doceniłem praktyczność wnętrza, a szczególnie dużą ilość miejsca pomiędzy fotelami. Dało się tam zmieścić lustrzankę z drugim obiektywem, dwa telefony i puszkę z energetykiem. Do tego w kieszeni drzwi kolejny obiektyw oraz jeszcze więcej picia. Podczas próby gonienia załóg po zakrętach nic nie latało po kabinie, a aparat był zawsze pod ręką, gdy pojawiała się ciekawa okazja do wykonania zdjęcia. Niewiele samochodów, nawet tych sporo większych, zapewnia takie świetne warunki. Mniej na plus zapisał się już wcześniej opisany silnik. W momentach, gdy trzeba było trochę podgonić za załogami, zostawiał sporo do życzenia. Podczas powrotu z wydarzenia jazda drogami ekspresowymi również nie zostanie zaliczona do najprzyjemniejszych doświadczeń. Wrażenia z podróży znacznie poprawiły się po zjechaniu na drogi lokalne. Choć warunki nie rozpieszczały, było już ciemno i deszczowo, to Fiat postarał się, aby podróż przebiegała możliwie sprawnie i bezpiecznie. Reflektory LED działają bardzo dobrze. W porównaniu z Mito, do którego jestem najbardziej przyzwyczajony, oświetlenie Fiata to dzień do nocy – prawie dosłownie. Doceniłem też możliwość dodania do ekranu głównego przycisku do wyłączania centralnego ekranu. Najchętniej chciałbym mieć w każdym samochodzie Night Panel, funkcję znaną z Saabów, która wyłącza wszystkie niepotrzebne źródła światła w kabinie, aby nie przeszkadzały w wypatrywaniu drogi za przednią szybą. Łatwa możliwość wygaszenia ekranu jest już jednak wystarczająca, aby pięćsetka zasłużyła na plusik.
Plan na ostatni mój dzień z opisywanym samochodem zawierał tylko przejazd z Łodzi do Warszawy. Naturalnym wyborem byłoby skierowanie się na autostradę A2, jednak pamiętając o tym, jak autostradowe warunki nie pasują temu samochodowi, zdecydowałem się wygospodarować trochę więcej czasu i pojechać trasą krajoznawczą, zahaczając po drodze przez takie miejsca, jak skansen w Maurzycach oraz leżący nieopodal zabytkowy spawany most. Dwie zatrzymane w czasie stacje benzynowe oraz kolekcja zabytkowych tramwajów dopełniły atrakcji tego dnia.
Na jakie cechy Fiata zwracałem najbardziej uwagę podczas krzątania się po mieście? Po pierwsze na to, jak przyjazne jest wnętrze tego samochodu. I tutaj nie chodzi nawet o jego praktyczne schowki ale bardziej o to, jak mało rzeczy denerwuje – zupełnie nie jak we współczesnym samochodzie. Po włączeniu samochodu na ekranie pokazuje się dokładnie to, co chciałem, gra muzyka z tego źródła, z którego chciałem. Wystarczy kilka kliknięć, aby wyłączyć dźwięki związane z wykrywaniem znaków. Kompaktowe wymiary oraz dobra widoczność pomagały przy parkowaniu. Jazda Fiatem 500 Hybrid zapewnia spokój i relaksuje. Przynajmniej do momentu, w którym trzeba mocniej przyspieszyć.
Mam bardzo dużo miłych wspomnień związanych z czasem spędzonym z Fiatem 500 Hybrid. Szkoda, że Fiat nie zdecydował się umieścić pod maską choć trochę mocniejszego silnika, bo cała reszta tego samochodu zasługuje na najwyższą ocenę. Bardzo doceniłem wnętrze i to, jak przyjazny jest dla swojego kierowcy i pasażerów.
Tekst i zdjęcia: Piotr Krasiński
Pierwsze wyprodukowane Maserati 5000 GT Frua otrzymało certyfikat autentyczności Maserati Classiche. Chodzi o egzemplarz o…
Ferrari nie byłoby dziś w tym miejscu, gdyby nie rozmowa Johna Elkanna z Jeffem Bezosem.…
Ruszyły zgłoszenia do 1000 Miglia 2027, czyli setnej rocznicowej edycji słynnego włoskiego rajdu samochodów historycznych.…
Alfa Romeo zapowiada kolejne zmiany w swojej gamie. Aktualizacje objęły modele Junior, Tonale, Giulia i…
Lancia przygotowuje na salon samochodowy w Paryżu premierę modelu Gamma, a najważniejszą nowością w jego…
Stellantis pokazał dwa prototypy wyposażone w nową technologię wspomagania kierowcy. Rozwiązanie oparte na systemie Wayve…