Kategorie: News

Simracerzy uczcili pamięć Sir Stirlinga Mossa


Republic of Simracers zorganizował wyścig dla uczczenia pamięci Sir Stirlinga MossaStirling Moss Tirbute Open Race. Kierowcy przez 40 minut rywalizowali ze sobą w Maserati 250F na torze Monza w konfiguracji 1966 – Full Course we włoskim symulatorze Assetto Corsa. Wydarzenie odbyło się w ostatni czwartek 16. kwietnia 2020 roku. Jako pierwszy linię mety przeciął Luka.

Sir Stirling Moss odszedł w Niedzielę Wielkanocną w wieku 90 lat. Był to jeden z najbardziej utalentowanych kierowców wszech czasów, który nigdy nie zdobył tytułu mistrza świata w Formule 1, choć kilkukrotnie brakowało mu zaledwie kilku punktów do triumfu w klasyfikacji generalnej 

Do wirtualnego wyścigu zapisało się 95 osób. W prekwalifikacjach sklasyfikowanych zostało 39, którzy wystartowali na dwóch serwerach – Platinium i Gold. Na najwyższym stopniu rywalizacji najlepszy okazał się Luka, na co dzień reprezentujący barwy ForzaItalia.pl eSports Team. Drugi do mety dojechał Kacper Jednoręki Smirnow, a tuż za nim – MrFloyd – czyli kolejny oswojony kierowca z naszej ekipy. Najszybszy czas pojedynczego okrążenia należał do triumfatora wydarzenia, zaś najrówniej jechał MrFloyd. Ostatecznie do mety dojechało zaledwie 31 startujących – aż 20% odpadło. Powtórkę wyścigu można obejrzeć na kanale Republic of Simracers na platformie YouTube:

Przy okazji poprosiliśmy o wypowiedzi kierowców z czołówki, w tym Lukę:

Czwartkowy wyścig organizowany przez RoS to pojedynczy event dla uczczenia pamięci brytyjskiego kierowcy F1 Stirlinga Mossa. Tego typu zawody nie przyciągają zbyt wielu topowych kierowców, więc sam przebieg rywalizacji w takim przypadku ma małe znaczenie. Osobiście jednak polecam historyczne wyścigi. Nikt nie przejmuję się tu wynikami, chodzi tylko i wyłącznie o dobrą zabawę. Największa zaletą simracingu jest możliwość zasiąść za kierownicą bolidu F1 z lat 60. i przejechać się po legendarnej pętli Monzy i sprawdzić, z jakimi wyzwaniami musieli się zmierzyć kierowcy w tamtych latach. Przesiadając się ze współczesnych aut zdajemy sobie sprawę, jak wielki postęp technologiczny nastąpił przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Wszystkim kierowcom z tamtych czasów należy się dozgonny szacunek. Jeździć tymi autami z prędkościami powyżej 250 km/h, po dziurawych torach, wokół których nie było band tylko drzewa i snopki siana… Samochód nie miał współczesnych systemów bezpieczeństwa, choćby pasòw bezpieczeństwa. Każdy błąd mógł skończyć się śmiercią. Trzeba było mieć sporych rozmiarów jaja, by być kierowcą F1 w tamtych latach. 

A także MrFloyda:

Jazda tymi bolidami z dawnych lat to niesamowite uczucie. Maszyny ważą tyle, co nic, a mają 250 KM, bębnowe hamulce i wąziutkie opony, niemal jak od motocykla. Pokonywanie zakrętów wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku nowoczesnych odpowiedników, czy aut typu GT3. Na dohamowaniu trzeba złapać lekki uślizg, po czym dochodzić do wierzchołka zakrętu już z gazem w podłodze. Ślizga się wszystko, przód, tył, w różnym stopniu. Kluczowe jest zachowanie odpowiedniego balansu, a nie jest to łatwa sztuka. Szczególnie, że wszystko dzieje się tak wolno, że trzeba reagować bardzo wcześnie, np. odkręcać kierownicę w zakręcie, gdy słychać że tył puszcza, ale mimo to auto jedzie jeszcze prosto. Potem gaz i na leciutkiej kontrze z niedużym uślizgiem łapiemy wierzchołek i wychodzimy już na pełnej. Świetnym pomysłem były wyścigi na starym torze Monza na pełnej nitce. Dopiero połączenie historycznej konfiguracji i historycznego auta pozwala sobie uzmysłowić, że wyścigi w tamtych czasach to była tak naprawdę walka o przeżycie. Wszystkim odwiedzającym Lombardię polecam, zamiast zwiedzać różne muzea, wybrać się obowiązkowo do tego ogromnego „muzeum” pod chmurką, jakim jest Parco di Monza. Najlepiej w zwykły dzień, kiedy nie ma tłumów, wybrać się na spacer po zabytkowych owalnych zakrętach, uruchomić wyobraźnię i… wsłuchać się w ryk silnika samochodów przejeżdżających szczytem tej betonowej konstrukcji z prędkością 250 km/h, za których kółkiem zasiadają panowie tacy, jak Sir Stirling Moss, Juan Manuel Fangio czy Alberto Ascari.

Wracając do samego wyścigu, ciekawym doświadczeniem był start obok kolegów zajmujących P1 i P2, w jednym szeregu, niestety z powodu skromnego doświadczenia popełniłem spory błąd, który kosztował mnie utratę wielu pozycji na starcie i jak mniemam, pośrednio przyczynił się do kolizji za moimi plecami. Odrabianie strat polegało głównie na wykorzystywaniu poważniejszych błędów konkurencji – tym sposobem wróciłem na P3 gdzieś w połowie wyścigu, co wcale nie oznacza, że było łatwo. Jak słusznie zauważył komentator: walka była zacięta, jak nie z przeciwnikiem, to z samochodem.

Autor: Tomasz Nowak

Zdjęcia: Materiały prasowe

Ostatnie wpisy

Maserati Classiche z setnym certyfikatem. Wyjątkowy prototyp 3500 GT wrócił do życia

Maserati świętuje ważny moment w rozwoju swojego programu klasyków. Dział Maserati Classiche wydał właśnie setny…

1 dzień temu

Lamborghini Temerario Spyder przyłapane na torze. Hybrydowy roadster coraz bliżej debiutu

Nowe wcielenie hybrydowego supersamochodu z Sant’Agata Bolognese dopiero zaczyna trafiać do pierwszych klientów, a już…

1 dzień temu

Kobiety i motoryzacja bez stereotypów? Wystawa w Turynie stawia na dialog i zmianę

W Heritage Hub otwarto kolejną odsłonę wystawy fotograficznej „Donne e motori? Gioie e basta” („Kobiety…

2 dni temu

Trzy Ferrari na czele w Prologu WEC 2026. Mocny sygnał przed startem sezonu

Sezon 2026 FIA World Endurance Championship rozpoczął się od oficjalnego Prologu na torze Autodromo Internazionale…

2 dni temu

Okno możliwości dla Maserati. Grecale po liftingu celuje w klientów Porsche

Maserati przygotowuje odświeżoną wersję swojego najmniejszego SUV-a Grecale, starając się wykorzystać moment słabości konkurencji. Włoska…

3 dni temu

Mocny start FIATa w 2026. Grande Panda napędza sprzedaż

FIAT rozpoczął 2026 rok z wyraźnym wzrostem sprzedaży na rynku europejskim notując wyniki, które –…

3 dni temu