Ferrari ma za sobą udany 2025 rok. Włoski producent poprawił wyniki finansowe, a portfel zamówień jest wypełniony aż do końca 2027 roku, co w branży samochodów luksusowych pozostaje sytuacją wyjątkowo komfortową. Wzrost wartości akcji tylko potwierdza, że strategia marki przynosi efekty. To mocna pozycja wyjściowa przed kolejnym etapem ofensywy produktowej.
Jak informuje agencja Reuters, producent nie zamierza zwalniać tempa. Wiadomo już, że w 2026 roku zadebiutuje elektryczna Luce, ale to tylko część planu. W sumie Ferrari zapowiada aż pięć premier w jednym roku, co, jak na markę operującą w segmencie ekskluzywnym jest ruchem odważnym. Jednocześnie kierunek zmian nie oznacza masowej ekspansji, lecz raczej konsekwentne rozwijanie obecnej filozofii.
Ferrari od lat trzyma się własnego manifestu produkcyjnego. Jak podkreśla producent:
Lepiej mieć więcej modeli o ograniczonej wolumenowo produkcji, niż kilka modeli o dużej skali produkcji.
To deklaracja, którą firma interpretuje bardzo dosłownie — można więc spodziewać się przede wszystkim edycji specjalnych i projektów limitowanych, a nie całkowicie nowych, masowych linii modelowych. Strategia ta pozwala utrzymać ekskluzywność, która stanowi fundament wizerunku marki.
Wyjątkiem od tej reguły ma być Luce. Według Ferrari jest to samochód „całkowicie inny pod każdym możliwym względem od wszystkiego, co kiedykolwiek stworzyliśmy”. Trudno nie zauważyć, że producent buduje wokół modelu aurę przełomu — to w końcu pierwsze w pełni elektryczne Ferrari w historii. Z dotychczas ujawnionych materiałów wynika, że szczególny nacisk położono na projekt wnętrza, który – zdaniem producenta – ma mieć wręcz artystyczny charakter.
Oficjalna premiera Luce zaplanowana jest na maj. O pozostałych czterech modelach Ferrari mówi na razie niewiele, ale można zakładać, że przynajmniej część z nich będzie rozwinięciem istniejących konstrukcji. Firma celuje w 20 nowych modeli do 2030 roku, choć struktura napędów została lekko skorygowana ze względu na słabszy niż oczekiwano popyt na auta elektryczne. Mimo to producent nadal zakłada, że do końca dekady 20 procent gamy będą stanowić samochody w pełni elektryczne.
Reszta oferty ma być podzielona równo między hybrydy a klasyczne silniki spalinowe — po 40 procent każdej kategorii. W praktyce oznacza to, że Ferrari nie rezygnuje z elektryfikacji, ale utrzymuje wyraźną równowagę między technologią, a tradycją. To podejście jest ostrożne, ale spójne z profilem klientów marki, którzy często oczekują emocji związanych z silnikami spalinowymi.
Rozszerzanie gamy modelowej w przypadku Ferrari zwykle oznacza kolejne wersje specjalne lub pojedyncze projekty tworzone dla wybranych klientów. Luce ma być jednak zupełnie nową twarzą w ofercie. Warto pamiętać, że od 1947 roku firma zbudowała około 330 tysięcy samochodów — w tej skali każdy nowy model pozostaje znaczącym przedsięwzięciem, wymagającym ogromnych nakładów projektowych i technologicznych. Dlatego nawet przy ambitnych planach producent nadal działa w rytmie charakterystycznym dla marek luksusowych: wolniej niż rynek masowy, ale z dużo większym naciskiem na unikatowość.
Autor: Tomasz Nowak
Zdjęcia: Materiały prasowe
Maserati świętuje ważny moment w rozwoju swojego programu klasyków. Dział Maserati Classiche wydał właśnie setny…
Nowe wcielenie hybrydowego supersamochodu z Sant’Agata Bolognese dopiero zaczyna trafiać do pierwszych klientów, a już…
W Heritage Hub otwarto kolejną odsłonę wystawy fotograficznej „Donne e motori? Gioie e basta” („Kobiety…
Sezon 2026 FIA World Endurance Championship rozpoczął się od oficjalnego Prologu na torze Autodromo Internazionale…
Maserati przygotowuje odświeżoną wersję swojego najmniejszego SUV-a Grecale, starając się wykorzystać moment słabości konkurencji. Włoska…
FIAT rozpoczął 2026 rok z wyraźnym wzrostem sprzedaży na rynku europejskim notując wyniki, które –…