Emocje wciąż nie opadły po tegorocznej edycji Mille Miglia. Fiat Chrysler Automobiles, pełniący rolę tzw. globalnego partnera z branży motoryzacyjnej, podsumowało to wydarzenie w liczbach.
W wyścigu wzięło udział 430 samochodów, spośród których 53 wycofało się z rywalizacji; każda z załóg, które dojechały do końca, pokonała około 1800 kilometrów w 4 dni. Kierowcy spędzili 40 godzin za kierownicą, odwiedzili 200 miejscowości, 7 regionów, 16 punktów kontrolnych, wzięli udział w 112 próbach czasowych, 7 obowiązkowych sekcjach „średniej prędkości” i 28 punktach z pieczątkami. To tylko niektóre z liczb obrazujących to, jakim dużym wydarzeniem jest Mille Miglia.
Jednak ten wyścig to znacznie więcej niż wspomniane liczby. To przygoda, piękne widoki, rywalizacja, świetna atmosfera, zabytkowe i ponadczasowe samochody oraz swojego rodzaju możliwość cofnięcia się w czasie i uczczenia legendarnej serii.
To była szczególnie udana edycja dla Alfy Romeo. Na najwyższym podium w Brescii stanęli Giovanni Moceri i Daniele Bonetti jadący Alfą Romeo 6C 1500 SS z 1928 roku. Na drugim miejscu zameldowała się ekipa Vesco-Guerini w Alfie Romeo 6C 1750 SS Zagato. Dodatkowo włoski producent został nagrodzony pucharem Sponsor Team Trophy.
Autor: Tomasz Nowak
Zdjęcia: Materiały prasowe
Po fali krytyki, jaka spadła na Ferrari po prezentacji pierwszego w pełni elektrycznego modelu marki,…
W historycznej fabryce Maserati przy Viale Ciro Menotti w Modenie odbyła się ceremonia skasowania znaczka…
Ferrari może szykować powrót rozwiązania, które przez lata było jednym z symboli sportowej motoryzacji. Według…
Nowa Alfa Romeo 33 Stradale otrzymała wyróżnienie honorowe podczas XXIX edycji nagrody Compasso d’Oro ADI…
Rok 1998 był nie lada przełomem, jeśli chodzi o europejski rynek samochodowy. We Francji debiutowały…
Czy można zamknąć wspomnienie gorącego, toskańskiego popołudnia w bryle samochodu? Projektanci Alfy Romeo w latach…
Zobacz komentarze
Serio 430 świetnych klasycznych aut - a na zdjęciach sama Gulia i Stelvio ?
Masz rację! Błąd naprawiony, redaktor, który ten błąd popełnił spalił się ze wstydu :)