Mając do dyspozycji bardzo wygodną Lancie Deltę stwierdziliśmy, że warto by sprawdzić ją na dłuższym dystansie. Czemu nie połączyć tego z wypiciem dobrej kawy? No to zdecydowane, jedziemy do…. Bratysławy!
Bratysława pewnie nie przychodzi do głowy jako pierwsza, kiedy myślimy o odpowiednim miejscu na kawę. Niemniej ta konkretna lokalizacja posiadała kilka zalet, które ciężko przecenić: była wystarczająco daleko by zorganizować przyjemne gran turismo, kawa miała być wyśmienita, a kawiarnia, którą jechaliśmy odwiedzić to Lancia Cafe !
To wyjątkowe miejsce powstało dwa lata temu w zabytkowej kamienicy, w centrum Bratysławy. Lokalizacja jest prestiżowa i idealnie pasuje do wizerunku Lancii. W ciągu dnia zapełnia się mieszkańcami Bratysławy i turystami, którzy pragną posmakować wyjątkowych potraw, spróbować wybornego wina czy też po prostu napić się pysznej Lavazzy w otoczeniu przepięknych Lancii.
Trasa wiodła z Krakowa do Bratysławy, przecinając Beskid Żywiecki. Z Krakowa rano kierowaliśmy się na Wadowice i Andrychów. Następnie wybraliśmy dość krętą drogę 781 do Żywca, prowadzącą przez przełęcz Kocierską. Piękne górskie serpentyny były źródłem dziecięcej radości z pokonywania kolejnych zakrętów, pomimo totalnego braku sportowego zacięcia w naszej Lancii. Niemniej, na tej drodze będziemy się świetnie bawić jadąc nawet Fiatem Uno 1.0 (chociaż w tym przypadku raczej nie na podjazdach ;)). Piękne krajobrazy wykorzystywaliśmy gdzie się dało, aby uwiecznić piękno Lancii w otoczeniu rozkwitającego Beskidu Żywieckiego.
Mijane miejscowości kryją wiele ciekawostek, jak np. Dinolandia czy 5 idealnie odrestaurowanych Trabantów reklamujących hotel. Zatrzymywaliśmy się przy każdej okazji by zobaczyć coś ciekawego. W końcu to gran turismo a nie zwykła podróż z punktu A do B.
Dojechaliśmy do przejścia granicznego w Zwardoniu, gdzie nastąpiła zasłużona przerwa w podróży i zmiana kierowcy. Nie odbywało się to w tempie wyścigów długodystansowych jak w Le Mans. Nowy kierowca musiał najpierw uzupełnić zapas kofeiny oraz zainwestować w winietę. Tutaj uwaga: nie kupujcie winiety na granicy słowackiej. Dorzucony do jej ceny jest jakiś dziwny podatek, który powoduje, że jest niemalże dwukrotnie droższa!
Niezrażeni zimnym pożegnaniem naszego kraju wjechaliśmy na tereny Słowacji. Tempo jazdy zostało dostosowane do lokalnych przepisów. Wioski wyglądały na wymarłe, jednak były bardzo urokliwe. Panowała tam atmosfera relaksu i bezstresowego dnia. W końcu to jednak był weekend ale podobno Słowacja wygląda tak częściej.
Kolejne kilometry to raczej nudna podróż autostradą do Bratysławy. Po drodze mijaliśmy konstrukcje drogi budzące podziw i zazdrość, że nie możemy się sami takich doczekać. Cóż, nie stresujmy się, jedziemy na kawę w końcu.
Dojechaliśmy na miejsce, do centrum Bratysławy. Zbliżając się do celu naszej wyprawy napotkaliśmy młodą parę korzystającą z uroków słonecznej pogody i jadącą do ślubu, a jakże, pięknym włoskim kabrioletem. Tym razem był to Fiat 850 Spider. Podążyliśmy za nimi prawie do samej Lancia Cafe lecz zatrzymały nas bariery uniemożliwiające wjechanie na deptak bez specjalnego pozwolenia. Suknia ślubna i piękny Fiat wystarczyły, aby pokonać tę przeszkodę. Czterech redaktorów FI.pl w Lancii już niekoniecznie… 😉 Po zaparkowaniu wykonaliśmy krótki spacer i dotarliśmy na miejsce – staliśmy przed Lancia Cafe.
Miejsce wywarło na nas bardzo duże wrażenie. Wystrój nawiązuje do wartości, jakie Lancia chce dzisiaj prezentować. Było bardzo luksusowe, sprawiało wrażenie ekskluzywnego, no może poza mało uśmiechającą się kelnerką. Na ścianach historia Lancii w pigułce… Brakuje nam na co dzień takich miejsc, gdzie można zaspokoić pragnienie i głód w otoczeniu ukochanych kształtów zrodzonych w umysłach włoskich mistrzów.
Po doskonałej kawie i lekkiej przekąsce ruszyliśmy na spacer po którym podjechaliśmy jeszcze do Devin by spędzić kilka chwil nad Dunajem.
To co, wracamy. Wjechaliśmy z powrotem na autostradę i pomknęliśmy w stronę Zwardonia. Zatrzymaliśmy się jeszcze po drodze na tradycyjny słowacki zestaw obiadowy: prażony syr z hranolkami i kofolę.
Do Krakowa wróciliśmy wieczorem.
Kolejny dzień to już wyjazd do Poznania przez Wrocław, aby nie tylko napić się kawy na wrocławskim rynku, ale odwiedzić kolegów budujących AR 75 turbo. Nadarzyła się także okazja by sfotografować dwie Delty razem czego efekty mieliście okazję zobaczyć w artykule poświęconym białej piękności.
Delta, którą pokonaliśmy w trakcie weekendu 2000 km, okazała się idealnym samochodem na długie wyjazdy. Szczerze mówiąc to pierwsze auto w rękach naszej redakcji, o którego prowadzenie nie przepychaliśmy się w ogóle. Większa walka odbywała się o miejsce na tylnej kanapie, która jest niesamowicie wygodna! Redakcja stwierdziła jednomyślnie – takie auto „służbowe” do realizowania naszych wypraw jest zdecydowanie dobrym pomysłem!
Tekst: Jakub Strzemżalski
Zdjęcia: Bartek Lichocki / Piotr Szymański
W Heritage Hub otwarto kolejną odsłonę wystawy fotograficznej „Donne e motori? Gioie e basta” („Kobiety…
Sezon 2026 FIA World Endurance Championship rozpoczął się od oficjalnego Prologu na torze Autodromo Internazionale…
Maserati przygotowuje odświeżoną wersję swojego najmniejszego SUV-a Grecale, starając się wykorzystać moment słabości konkurencji. Włoska…
FIAT rozpoczął 2026 rok z wyraźnym wzrostem sprzedaży na rynku europejskim notując wyniki, które –…
Zespół Lancia Corse HF odniósł pierwsze zwycięstwo w Rajdowych Mistrzostwach Świata WRC, triumfując w kategorii…
Rynek samochodów kolekcjonerskich potrafi zaskakiwać, a czasem nawet brutalnie weryfikuje oczekiwania. Najnowszym przykładem jest Lamborghini…