Zespół ForzaItalia.pl eSports Team, startujący w Ferrari 488 GT3 w sezonie ACLeague, po rundzie w Singapurze wzbogacił swój dorobek punktów w klasyfikacji zespołowej o 355 punktów. Oznacza to, że była to druga najgorsza w kolejności runda, ale tylko niewiele słabsza od Silverstone i COTA. Najwyżej sklasyfikowany był Luka (4.), niewiele za nim Abra (6.), zaś Lucjan dojechał dopiero 17.
Kwalifikacje w ujęciu zespołowym nie poszły gorzej niż lepiej ze względu na to, że finalnie zostały rozstrzygnięte zdecydowanie na korzyść Astonów. Luka uplasował się 4. (2:10.168), Abra 6. (2:10.328), a Lucjan – 9 (2:10.635).
Sam wyścig nie był zbyt emocjonujący dla kierowców zespołu ForzaItalia.pl eSports Team, przynajmniej dla Luki i Abry, którzy przez większość czasu jechali w samotności. Zaś Lucjan na trzecim okrążeniu nie dohamował się do zakrętu nr 16, przez co uderzył w Lamborghini. Na całym zamieszaniu jedną pozycję zyskał Abra. Próchnica spadł na sam koniec. Wkrótce zaczął odrabiać straty, ale łatwo nie było, o czym sam wspomniał w swoich wypowiedziach, co także widać na wykresie uwzględniającym pozycję na tle stawki względem każdego okrążenia:
Drużynowa
1. Together esports racing (Aston Martin) – 2242 pkt.
2. ForzaItalia.pl eSpots Team (Ferrari) – 2095 pkt.
3. Actina Pact Black (Lamborghini) – 1855 pkt.
Indywidualna
2. Abra – 681 pkt.
7. Luka – 619 pkt.
8. Lucjan – 613 pkt.
Luka:
Wyścig zgodnie z przewidywaniami nie był emocjonującym widowiskiem. Kwalifikacje poszły tym razem całkiem nieźle. Wywalczona czwarta pozycja była powyżej oczekiwań. Na starcie udało się ją obronić i utrzymać do końca wyścigu. Na pierwszych okrążeniach potwierdziły się moje przypuszczenia, iż na tym torze nie da się wyprzedzać kierowców niebędących o dwie sekundy gorsi na kółku. Jedyną rozsądna decyzją była więc jazda na 90% bez zbędnęgo ryzyka i odpieranie ataków dwóch Astonów, które podążały za mną. W połowie wyścigu po niezbyt eleganckiej próbie ataku Rafałowi Szołtyskowi udało się mnie przyblokować i wyprzedzić, ale dwa zakręty dalej odzyskałem pozycję. Drużynowo dowieźliśmy całkiem niezła ilość punktów i umocniliśmy się na drugim miejscu klasyfikacji generalnej. W ostatniej rundzie wystarczy dojechać do mety i drugie miejsce podium będzie nasze. Chociaż brak nam już motywacji, za dwa tygodnie spróbujemy pomóc Abrze w obronie drugiego miejsca w klasyfikacji indywidualnej i zakończyć sezon udanym występem.
Abra:
Walka na torze zawsze niesie ze sobą pewne ryzyko. Zwłaszcza na torach ulicznych. Mając w pamięci wyścig na Bathurst obawiałem się trochę tej rundy. Szczególnie, że nie ma już miejsca na błąd. Na szczęście tym razem los się do mnie uśmiechnął i przez większość czasu jechałem samotny wyścig. Nie musiałem zbytnio forsować tempa, żeby budować przewagę nad kierowcami za mną. Mogłem skupić się na czystej jeździe i unikaniu błędów. Koniec końców taka jazda opłaciła się i dojechałem na szóstej pozycji. I chociaż nie jest to wynik, z którego byłbym jakoś bardzo usatysfakcjonowany, to pozwala mi on zachować pozycję wicelidera przed ostatnim wyścigiem. Niestety nasza walka o mistrzostwo drużynowe już się skończyła i będziemy musieli zadowolić się drugim miejscem na koniec sezonu. Postaram się, żeby nie było to jedyne drugie miejsce.
Lucjan:
Zaliczyłem koszmarny występ na torze w Singapurze. Gorszy od Bathurst. Przez brak skupienia przestrzeliłem dohamowanie i uderzyłem w Mateusza Tyszkiewicza w Lamborghini, za co pozostaje mi tylko okazać skruchę, przeprosić i zapewne ponieść konsekwencje w postaci zasłużonych punktów karnych. Szczęście w nieszczęściu, bo zdecydowanie bardziej ucierpiał prowodyr sytuacji. To był głupi i niepotrzebny błąd, nawet nie jakakolwiek próba ataku. Sam spadłem na koniec stawki, a odrabianie strat było niezwykle karkołomne. Tym bardziej, że Singapur średnio pozwala na wyprzedzanie, zwłaszcza w wolnym na prostych Ferrari 488 GT3. O ile pierwszych kilka pozycji odzyskałem bardzo sprawnie, o tyle o kolejne musiałem walczyć w pocie czoła, wielokrotnie przez to, że wyprzedzani jechali tak, jakbym w ogóle nie istniał. Sam też doprowadziłem do kilku obtarć. Tempo ciężko ocenić, bo jechałem ze zniszczeniami i ciągle w tłoku. Mimo to, moje najszybsze okrążenie było niewiele wolniejsze od kolegów z zespołu. W sesji treningowej byłem w stanie kręcić czasy podobne do tych, uzyskanych przez ścisłą czołówkę w wyścigu, przy ustawieniu również pod wyścig, więc tym bardziej szkoda, że tak to się wszystko potoczyło. Cieszę się, że ten sezon wkrótce się kończy, brakuje mi motywacji do jeżdżenia i muszę się zmuszać do intensywniejszych treningów. Zawsze na początku się nakręcam perspektywą startów i mimo to, nawet wtedy cierpię z powodu wewnętrznej awersji do grindowania. To nie dla mnie.
Autor: Tomasz Nowak
Zdjęcia: Materiały prasowe
Po fali krytyki, jaka spadła na Ferrari po prezentacji pierwszego w pełni elektrycznego modelu marki,…
W historycznej fabryce Maserati przy Viale Ciro Menotti w Modenie odbyła się ceremonia skasowania znaczka…
Ferrari może szykować powrót rozwiązania, które przez lata było jednym z symboli sportowej motoryzacji. Według…
Nowa Alfa Romeo 33 Stradale otrzymała wyróżnienie honorowe podczas XXIX edycji nagrody Compasso d’Oro ADI…
Rok 1998 był nie lada przełomem, jeśli chodzi o europejski rynek samochodowy. We Francji debiutowały…
Czy można zamknąć wspomnienie gorącego, toskańskiego popołudnia w bryle samochodu? Projektanci Alfy Romeo w latach…