Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Fiat Tipo Hatchback na co dzień

Fiat Tipo Hatchback na co dzień

Budzik miał zadzwonić kilka minut przed szóstą. Koty jednak już wcześniej były głodne, czego nie krępowały się głośno zakomunikować. Trudno, trzeba wstać. Dać im jeść, zrobić kawę i pojechać do pracy. Dzień prawie taki sam, jak pozostałe. Jedyną odmianą będzie to, że dziś będę poruszać się nowym Fiatem Tipo z nadwoziem hatchback. Czy się z tego powodu cieszę? Średnio. Lubię poznawać nowe samochody, ale z drugiej strony boję się, że pojazd okaże się tandetnie wykonany i tak nudny, że zasnę za jego kierownicą w drodze do pracy. Dajmy mu jednak szansę.

Jaki czas osiągnę na Nürburgringu? Czy układ kierowniczy zapewni odpowiednie wyczucie podczas dynamicznej jazdy po obwodnicy bieszczadzkiej oraz czy tylne zawieszenie sprosta trudnej nawierzchni podczas pokonywania kultowych rajdowych odcinków w okolicach Walimia? Tych pytań chyba nikt nie zadał odbierając nowe Tipo z salonu. Nie będę się zatem starał na nie odpowiadać. Jest to pojazd nad wyraz rozsądny. Klientów ma przyciągać wyjątkowo korzystnym stosunkiem możliwości do ceny. Właściwości jezdne i design są mniej ważne od dużego bagażnika i praktycznego wnętrza. Tory, górskie serpentyny czy modne bulwary nie będą naturalnym środowiskiem występowania tego wozu. Większość czasu spędzi pokonując stałą drogę do pracy, szkoły i marketu. Na osłodę pozostanie jeden lub dwa wyjazdy w roku na urlop. Taki sposób eksploatacji postaram się więc zasymulować. Wcale nie jest łatwo zaprojektować samochód, który będzie przyjazny przy codziennym użytkowaniu i kierowany jest do szerokiej rzeszy odbiorców. Nie petrolheadów – takich jak ja, którzy potrafią wybaczyć wiele ergonomicznych grzechów i niewygód w imię przyjemności z prowadzenia. Tu nie ma taryfy ulgowej. Trzeba być grzecznym, aby nikomu nie podpaść. Skreśla to jednak najczęściej jakiekolwiek pozytywne emocje płynące z prowadzenia.

Za kierownicą zasiadam sporo przed siódmą rano. W głośnikach ciepły głos pana Manna. Czy grane przez niego metalowe utwory będą jedyną rzeczą, która w tym samochodzie będzie utrzymywać mnie na jawie? Może jeszcze wciągnie mnie hodowanie wirtualnych listków na wyświetlaczu nawigacji? Są one nagrodą za ekonomiczną jazdę. Niestety nie znajduję większego związku pomiędzy ocenami wystawianymi mi przez samochód, a techniką jazdy. Bezsensowna funkcja. Na całe szczęście okazuje się, że tego typu wspomagacze nie są wcale potrzebne, bo prowadzenie Tipo okazuje się całkiem angażujące.

Turbodoładowany silnik o pojemności 1,4 litra i mocy 120 km zapewnia Fiatowi dobrą dynamikę. Układ kierowniczy okazuje się być całkiem komunikatywny. Kierownica nie jest martwym potencjometrem, jak w wielu współczesnych samochodach. Negatywnym zaskoczeniem jest jednak zwrotność – jest podobna do Alf i produktów z FSO, do których jestem przyzwyczajony. Mnie to nie przeszkadza, ale spodziewam się, że wiele osób chętnie wymieniłoby trochę precyzji na rzecz łatwiejszego manewrowania na parkingach pod marketami. Może, w ramach oszczędności, w Tipo wykorzystano elementy układu kierowniczego z jakiejś starej Alfy? Jak widać ma to swoje zalety i wady. Jak na tę klasę samochodów kierowanie jest bardzo przyjemne. Dla mnie to duże i pozytywne zaskoczenie.

Do pracy dojeżdżam w dobrym humorze. Tu czeka mnie kolejne zaskoczenie. Myślałem, że tani, kompaktowy Fiat nikogo nie zainteresuje. Myliłem się. Dookoła Tipo zebrała się spora grupka pracowników. Samochód został poddany bardzo wnikliwym oględzinom. Sprawdzono wielkość bagażnika, ilość miejsca na tylnych siedzeniach. To dobrze, że ktoś spojrzał na takie przyziemne, ale ważne cechy. Ja bym tylko gadał o układach kierowniczych i przyjemnościach. Przedyskutowano nawet stosunek wielkości tarcz hamulcowych do masy samochodu oraz wystawiono prognozy dotyczące trwałości skóry na kierownicy. Co najważniejsze, oceny były głównie pozytywne. Dlaczego ten zachowawczy Fiat wzbudził zdecydowanie większe zainteresowanie niż Giulietta Veloce, którą przyprowadziłem w to miejsce niewiele wcześniej? Prawdopodobnie przystępność pojazdu z Turynu jest kształtowana poprzez ładny, ale zachowawczy wygląd oraz informacje o jego atrakcyjnej cenie. Robi wrażenie sympatycznego kolegi i nie dystansuje do siebie ludzi wyszukanym designem czy ostrymi osiągami. Jest taki normalny. Dla każdego. Ja jednak wolę Giuliettę.

Komfort podczas jazdy po mieście jest bardzo dobry. Mógłbym ponarzekać na widoczność, ale jest ona słaba we wszystkich współczesnych samochodach. Tipo nie jest wcale najgorsze. Na osłodę, moja wersja wyposażona jest w kamerę cofania. Do dyspozycji mam też siedmiocalowy wyświetlacz z nawigacją, a kiedy w radiu zagoszczą tylko „mega hity” i polityka, muzyki będę mógł posłuchać poprzez USB, wejście AUX lub ze sparowanego z samochodem telefonu. Na jakość dźwięku nie można narzekać. Złego słowa też nie powiem na temat jakości wykonania wnętrza. Plastiki są całkiem znośne w dotyku, a wszystko ładnie spasowane. Przyciski i pokrętła od klimatyzacji pracują pewnie. Sam projekt deski jest ładny, choć dość zachowawczy – jak cały samochód. Doceniam jednak to, że zadbano nawet o ładny wzór na maskownicach głośników w drzwiach.

Obok nie najlepszej widoczności Tipo dręczy jeszcze jedna, typowa dla współczesnych samochodów bolączka – jest to mało liniowe oddawanie mocy przez silnik z turbo. Na co dzień jeżdżę samochodami z silnikami wolnossącymi i tutaj mam pewne problemy z płynną zmianą biegu z jedynki na dwójkę przy spokojnej jeździe. Ciągle odwiedzam turbodziurę. Na kolejnych biegach nie mam już takich problemów. Podobne odczucia miałem też w 1.4 TSI od Volkswagena, ale chyba mniej bolesne. Takie czasy. Zapewne przy dłuższym obcowaniu z tym samochodem, można wyrobić sobie odpowiednią technikę jazdy i zminimalizować te niedogodności. Niestety nie wiem, co należałoby zrobić, aby zminimalizować spalanie. Po mieście jeżdżę dość spokojnie, zresztą patrząc na ogromną ilość dziur w jezdniach, inaczej się nie da. Wynik? 12 litrów. Dużo! Na co te wszystkie downsizingi, turbiny i normy Euro, jeśli nowe Tipo pali tyle, co mój stary Twin Spark? Coś tu jest nie tak.

Muszę przyznać, że Tipo zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Może dlatego, że tak mało od niego oczekiwałem? A może po prostu jest to bardzo solidny wóz. Miałem na chłodno oceniać jego praktyczność i komfort korzystania z uchwytów na kubki. Nie udało się. Wszędzie szukałbym przyjemności z jazdy. Dobrze to świadczy o Tipo. W Hyundaiu i30 nie umiałbym pisać o niczym innym niż schowki i rozmieszczenie przycisków. Choć z pewnością mało kto pójdzie do salonu po nowy kompakt Fiata kierując się jego dobrymi właściwościami jezdnymi, to miło wiedzieć, że nawet tak podstawowy i atrakcyjnie wyceniany samochód może nieść ze sobą jakieś pozytywne emocje. Jakość wykonania wnętrza jest na dobrym poziomie, ergonomia bez większych zarzutów. Nie to, że nie zwróciłem na nią uwagi. Nie ma zachwytów, ale też nie ma się do czego za bardzo przyczepić. Jest dobrze. W każdym razie w mieście. A jak sprawdzi się podczas wakacyjnych wojaży? Napiszę w drugiej części testu.

Tekst i zdjęcia: Piotr Krasiński (Fotopatologia.pl)

Poprzedni wpis
Fangio w pracy
Następny wpis
Nadchodzi Poznań Motor Show

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back
Udostępnij

Fiat Tipo Hatchback na co dzień