Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Ferrari pokazało pierwsze elektryczne auto. Luce zrywa z tradycją marki

Ferrari pokazało pierwsze elektryczne auto. Luce zrywa z tradycją marki

Ferrari przez długi czas odwlekało moment wejścia w świat samochodów elektrycznych. W sieci regularnie pojawiały się zdjęcia zamaskowanych prototypów, a przedstawiciele marki ostrożnie wypowiadali się o przyszłości bez silników spalinowych. Teraz jednak włoski producent oficjalnie zaprezentował model Luce – swoje pierwsze w pełni elektryczne auto. I trudno uznać je za zachowawcze podejście do tematu.

Nowy model otrzymał cztery silniki elektryczne generujące łącznie 1050 KM, a sprint do 100 km/h ma zajmować 2,5 sekundy. Ferrari podkreśla jednak, że Luce nie powinno być postrzegane wyłącznie jako „elektryczne Ferrari”. Według producenta to całkowicie nowa gałąź w ofercie marki, określana mianem „Ferrari 360°”, która ma poszerzyć grupę odbiorców bez zastępowania modeli spalinowych i hybrydowych.

Samochód wyraźnie odcina się od dotychczasowych wzorców marki z Maranello. Luce jest bowiem czterodrzwiowym autem dla pięciu osób, wyposażonym dodatkowo w tylną klapę bagażnika typu hatchback. To rozwiązanie niespotykane wcześniej w historii Ferrari. Producent przekonuje, że nowa architektura elektryczna pozwoliła stworzyć pojazd bardziej praktyczny, zachowując przy tym sportowy charakter.

Za projekt odpowiada studio LoveFrom, założone przez Jonathana Ive’a i Marca Newsona po odejściu z Apple. Ive był jedną z kluczowych osób odpowiedzialnych za wygląd pierwszego iPhone’a, a Newson współtworzył m.in. Apple Watcha. Ferrari współpracowało wcześniej z zewnętrznymi studiami projektowymi, takimi jak Pininfarina czy Bertone, ale tym razem – jak podkreśla firma – projektanci otrzymali dużą swobodę w stworzeniu czegoś naprawdę nietypowego.

Efekt może być dla wielu fanów marki zaskoczeniem. Producent opisuje stylistykę auta jako minimalistyczną „glass house”, z aerodynamicznymi elementami z przodu i z tyłu nadwozia. W praktyce jednak Luce nie przypomina klasycznego Ferrari. Bez charakterystycznych emblematów część odbiorców mogłaby mieć problem z rozpoznaniem marki.

Przód samochodu zdominował duży panel aerodynamiczny, który niektórym komentatorom może kojarzyć się bardziej z amerykańskimi muscle carami niż włoskimi supersamochodami. Z boku uwagę zwracają ogromne koła – 23-calowe z przodu i 24-calowe z tyłu – największe, jakie kiedykolwiek trafiły do drogowego Ferrari. Pojawiły się też wysuwane uchwyty drzwi oraz tylne drzwi otwierane „pod wiatr”.

Tył auta prezentuje się bardziej charakterystycznie. Sylwetka przypomina sedana, ale cała tylna część unosi się wraz z szybą niczym w hatchbacku. Ferrari wskazuje, że inspiracją były modele 360 Modena i 458 Italia, choć zdaniem części komentatorów tylne światła mogą przywodzić na myśl także samochody marek Nissan czy Chevrolet.

Wnętrze również mocno odbiega od dotychczasowych projektów Ferrari. Kierownicę wykonano z odzyskanego aluminium, a zestaw wskaźników porusza się razem z nią, by najważniejsze informacje pozostawały w polu widzenia kierowcy. Co ciekawe, producent nie zdecydował się na całkowite zastąpienie fizycznych przycisków ekranami dotykowymi. Obok wyświetlaczy OLED znalazły się więc tradycyjne przełączniki i pokrętła.

Nie zabrakło też bardziej nietypowych rozwiązań. Kluczyk wykorzystuje szkło Gorilla Glass i technologię E Ink, a po jego umieszczeniu w aucie wnętrze ma uruchamiać specjalną animację w charakterystycznym żółtym kolorze Ferrari. Launch Control aktywuje się natomiast za pomocą fizycznego uchwytu podsufitki, co – według producenta – ma dawać bardziej angażujące doświadczenie niż zwykły przycisk.

Luce wyposażono również w opcjonalne fotele z masażem, sterowanie dla pasażerów tylnego rzędu oraz system audio o mocy 3000 W z 21 głośnikami. Całość sugeruje, że Ferrari celuje nie tyle w klientów tradycyjnych supersamochodów, co raczej w odbiorców luksusowych aut elektrycznych oczekujących wysokiego komfortu.

Samochód waży jednak aż 2260 kg, co nawet jak na współczesne EV jest wynikiem bardzo wysokim. Ferrari przekonuje, że dzięki nisko umieszczonemu akumulatorowi, systemowi torque vectoring oraz konstrukcji układu napędowego reakcje auta mają przypominać pojazd lżejszy o około 400 kg. To ambitna deklaracja, choć producent nie ukrywa, że Luce od początku miał być projektem wykraczającym poza standardowe schematy.

Ferrari tłumaczy też, że jednym z kluczowych elementów projektu było zachowanie emocji związanych z jazdą. Dlatego system dźwiękowy nie generuje sztucznego odgłosu silnika w typowy dla wielu elektryków sposób. Producent wyjaśnia, że specjalny akcelerometr rejestruje rzeczywiste drgania układu napędowego, a następnie opatentowany system „filtruje, wyrównuje i wzmacnia sygnał w sposób podobny do gitary elektrycznej, ale tylko wtedy, gdy służy to doświadczeniu z jazdy”.

Auto korzysta z akumulatora o pojemności 122 kWh i architektury 800 V. Ferrari deklaruje możliwość odzyskania 70 kWh energii w ciągu 20 minut przy użyciu szybkiej ładowarki DC o mocy do 350 kW. Producent podkreśla również, że bateria pełni funkcję elementu strukturalnego nadwozia, zwiększając sztywność konstrukcji.

Sprzedaż modelu w Europie ma rozpocząć się jeszcze w tym roku. Cena została ustalona na około 520 tys. euro. Na rynku amerykańskim Luce pojawi się dopiero w drugim kwartale 2027 roku.

Autor: Tomasz Nowak

Zdjęcia: Materiały prasowe

Previous post
Legendarne Ferrari wróciły do Modeny. F50 i 330 P4 wśród triumfatorów Cavallino Classic
Next post
This is the most recent story.

No Comment

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

*

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Back
SHARE

Ferrari pokazało pierwsze elektryczne auto. Luce zrywa z tradycją marki