Ferrari mierzy się z falą krytyki po premierze swojego pierwszego elektrycznego modelu, ale kierownictwo firmy przekonuje, że rynkowa rzeczywistość wygląda inaczej niż internetowe komentarze. Szef marki Benedetto Vigna broni modelu Luce i twierdzi, że mimo kontrowersji zainteresowanie klientów jest wyraźne, a wysoka cena znajduje uzasadnienie.
Podczas wydarzenia w Modenie Vigna podkreślał, że wokół auta istnieje „duże zainteresowanie, także wśród nowych klientów”. Jak zaznaczył, część osób obecnych na premierze zdecydowała się już na wpłatę środków. Szef Ferrari powiedział: „Otrzymaliśmy już przelewy bankowe, klienci, którzy tam byli, chcą go”. To ma świadczyć o tym, że krytyka nie przekłada się bezpośrednio na decyzje zakupowe.
Według producenta cena na poziomie około 550 tys. euro (ok. 640 tys. dolarów) jest uzasadniona. Vigna przekonuje, że to „uczciwa cena za innowację”, choć trudno nie zauważyć, że takie argumenty wpisują się w narrację marketingową marki, która od lat pozycjonuje się jako twórca wyjątkowych, luksusowych produktów.
Sam debiut Luce wywołał spore zamieszanie. Prezentacja samochodu przełożyła się nawet na chwilowy spadek kursu akcji Ferrari, które straciły 8,8 proc. zanim zaczęły odrabiać straty. Według agencji Reuters około 1600 potencjalnych klientów zobaczyło auto na żywo w Rzymie, a oficjalne dane dotyczące zamówień mają zostać ujawnione w lipcu przy okazji wyników finansowych za drugi kwartał 2026 roku.

Najwięcej kontrowersji wzbudza stylistyka auta. Projekt przygotowało studio LoveFrom, założone przez Jony Ive i Marca Newsona. Dla wielu fanów marki design jest zbyt odległy od tradycyjnego DNA Ferrari, a część komentujących wskazuje nawet na podobieństwa do modeli znacznie mniej ekskluzywnych producentów. Brakuje im emocji, które dotąd były znakiem rozpoznawczym aut z Maranello.
Vigna pozostaje jednak niewzruszony i przekonuje, że opinie mogą się zmienić po bezpośrednim kontakcie z samochodem. Jak stwierdził:
Jeśli zobaczysz go i wypróbujesz natychmiast zrozumiesz, że nie został skopiowany i nie ma nic wspólnego z innymi samochodami elektrycznymi, które widziałeś i które są produkowane przez innych – pod względem wnętrza, wyglądu zewnętrznego i osiągów.
Szef Ferrari podkreślił również, że Luce nie oznacza rezygnacji z dotychczasowej oferty. Marka zamierza nadal produkować samochody spalinowe i hybrydowe, a elektryk ma być jedynie uzupełnieniem gamy. To ważny sygnał dla klientów przywiązanych do tradycyjnych jednostek napędowych.
Nie wszyscy jednak podzielają optymizm obecnego kierownictwa. Były prezes Ferrari Luca di Montezemolo ocenił projekt znacznie bardziej krytycznie twierdząc, że Luce „szkodzi Ferrari” i może prowadzić do „zniszczenia legendy”. Te słowa pokazują, że spór o przyszłość marki nie toczy się tylko wśród fanów, ale także wewnątrz samego środowiska związanego z firmą.
Autor: Tomasz Nowak
Zdjęcia: Materiały prasowe
No Comment