Ferrari nie byłoby dziś w tym miejscu, gdyby nie rozmowa Johna Elkanna z Jeffem Bezosem. Tak przynajmniej wynika ze słów prezesa Ferrari, który podczas konferencji opowiedział o spotkaniu z założycielem Amazona w 2016 roku. Zdaniem Elkanna to właśnie wtedy Ferrari zaczęło poważnie traktować pomysł stworzenia samochodu elektrycznego. Efektem tych rozważań jest Luce – pierwszy elektryczny model włoskiej marki, który od początku wzbudza sporo kontrowersji zarówno ze względu na napęd, jak i wygląd.
Jak relacjonuje Reuters, Elkann powiedział podczas konferencji, że rozmowa z Bezosem przekonała go, iż Ferrari powinno poważnie zastanowić się nad samochodem elektrycznym. Od spotkania minęło dziesięć lat, zanim producent zaprezentował produkcyjną wersję Luce.
Elkann przytoczył słowa Bezosa z tamtej rozmowy: „Nie wiem nic o samochodach, ale wiem coś o innowacjach. I myślę, że naprawdę musicie się poważnie zastanowić nad samochodami elektrycznymi”.
Ferrari ma na koncie samochody, które w momencie premiery również wywoływały dyskusje. Przykładem jest Dino 308GT4 z 1974 roku, którego charakterystyczne, klinowate nadwozie zaprojektowane przez Bertone wyraźnie odcinało się od wcześniejszych modeli marki projektowanych przez Pininfarinę. Podobnie kontrowersje wzbudzał model FF z 2012 roku, przede wszystkim z powodu nietypowych proporcji nadwozia typu shooting brake.
Luce znalazło się jednak w zupełnie innej kategorii. Elektryczny napęd Ferrari był z góry skazany na większe emocje niż podobny ruch producenta masowego, takiego jak Kia, czy nawet marki sportowej pokroju Porsche. Krytyka nie dotyczy zresztą wyłącznie samego faktu zastosowania napędu elektrycznego. Dużą rolę odgrywa także wygląd samochodu, który nie wszystkim fanom Ferrari przypadł do gustu.
Za stylistykę zewnętrzną i wnętrze Luce odpowiada LoveFrom, firma związana m.in. z Jonym Ive’em, byłym głównym projektantem Apple. Wnętrze samochodu spotkało się z pochwałami za jakość materiałów oraz fizyczne przełączniki, które mają przypominać rozwiązania znane z produktów Apple. Nadwozie wywołało natomiast znacznie bardziej mieszane reakcje.

Elkann podkreśla, że Ferrari nie chciało celowo stworzyć samochodu, który będzie budził kontrowersje. Prezes marki powiedział podczas konferencji: „W żaden sposób nie zamierzaliśmy stworzyć kontrowersyjnego Ferrari. Ważne jest to, jak bardzo dotyka to waszych przekonań. Ta rozmowa sprawiła, że nasze przekonanie stało się bardzo silne”.
Nie oznacza to jednak, że Luce ma być samochodem pozbawionym osiągów charakterystycznych dla Ferrari. Producent zastosował w nim cztery silniki elektryczne, które łącznie rozwijają 1050 KM. Według danych podanych w materiale samochód rozpędza się od 0 do 100 km/h w 2,5 sekundy.
Za zasilanie odpowiada akumulator o pojemności 122 kWh. Duża bateria nie przekłada się jednak na szczególnie imponujący zasięg – wynosi on 530 km według przytoczonych danych. W przypadku samochodu o takiej mocy i cenie trudno więc mówić o parametrach, które jednoznacznie wyznaczałyby nowy standard w segmencie samochodów elektrycznych.
Luce ma również cenę odpowiadającą marce z Maranello. W Europie samochód kosztuje 550 tys. euro. Cena na rynku amerykańskim nie została jeszcze oficjalnie podana, ale według przewidywań przytoczonych w materiale może wynieść około 640 tys. dolarów.
Ferrari od początku zakładało, że Luce trafi do innego grona klientów, niż pozostałe samochody marki. Choć jej stylistyka i elektryczny napęd mogą dzielić dotychczasowych fanów Ferrari, parametry pokazują, że producent nie zamierzał rezygnować z osiągów. A jeśli wierzyć słowom Elkanna, jednym z ludzi, którzy pomogli Ferrari potraktować elektryfikację poważnie, był właśnie Jeff Bezos.
Autor: Tomasz Nowak
Zdjęcia: Materiały prasowe
No Comment