Sześćdziesiąt lat temu podczas paryskiego Salonu Samochodowego zadebiutowało Ferrari 275 GTB4 – model uznawany za zwieńczenie rozwoju drogowej serii 275. Dzięki zastosowaniu czterozaworowych głowic cylindrów w 3,3-litrowym silniku V12 konstrukcji Gioachino Colombo jednostka napędowa rozwijała moc 300 KM.
To właśnie egzemplarz pokazany wówczas publiczności stał się bohaterem historii, która mogłaby wydawać się niemal nieprawdopodobna. Jej główną postacią jest Horacio Pagani – założyciel marki Pagani i jeden z najbardziej cenionych konstruktorów supersamochodów na świecie.
Historia zaczyna się na argentyńskiej prowincji, w społeczności włoskich emigrantów na południe od Santa Fe. Młody Horacio zobaczył na okładce magazynu motoryzacyjnego „Automundo” fotografię jasnoniebieskiego Ferrari 275 GTB stojącego obok Enza Ferrariego. Była to jedyna kolorowa strona w całym, drukowanym głównie w czerni i bieli, czasopiśmie. To wystarczyło, by narodziła się fascynacja, która miała przetrwać dekady.
Marzenie nie wygasło nawet po przeprowadzce do Włoch i stworzeniu własnej marki samochodów. Ostatecznie spełniło się dopiero w 2022 roku, gdy Pagani kupił Ferrari 275 GTB4. Nie był to jednak zwykły egzemplarz spośród około 280 wyprodukowanych sztuk. Chodziło o podwozie oznaczone numerem #09021, czyli pierwszy przedseryjny egzemplarz modelu i zarazem samochód prezentowany podczas paryskiego debiutu.
Po wystawie auto trafiło do francuskiego importera Ferrari w Levallois-Perret pod Paryżem. Otrzymało tablice rejestracyjne 1688 TN 75 i służyło jako samochód demonstracyjny dla klientów oraz przedstawicieli prasy motoryzacyjnej.

Jednym z dziennikarzy, którzy mieli okazję przetestować nowy model, był kierowca wyścigowy Jean-Pierre Beltoise. Na łamach „Auto-Journal” określił Ferrari mianem „rasowego konia wyścigowego” i opisał przejazd z Porte d’Orléans do Nemours. Trasa licząca 75 kilometrów zajęła mu niespełna 23 minuty, mimo postoju przy bramkach autostradowych. Beltoise napisał:
Daje to średnią prędkość 195 km/h, łącznie z postojem na opłacenie autostrady. Wszystko w całkowitym bezpieczeństwie i przy najwyższym komforcie.
W tym samym czasie importer prowadził procedurę homologacyjną modelu we Francji. W dokumentach do numeru podwozia dodano literę „A”, oznaczającą status przedseryjny. Proces zakończył się pomyślnie 16 czerwca 1967 roku.
Jeszcze przed zakończeniem wszystkich formalności samochód został sprzedany Charlesowi Jourdanowi, znanemu projektantowi i przedsiębiorcy z branży obuwniczej z miasta Romans-sur-Isère na południe od Lyonu. Szczególne wrażenie zrobił na nim kolor nadwozia. Jak się później okazało, właśnie lakier odegrał ważną rolę podczas renowacji auta wiele lat później.
Jourdan użytkował Ferrari przez około dwa lata pod numerem rejestracyjnym 444 JZ 26. Następnie, 8 października 1969 roku, sprzedał samochód paryskiemu dealerowi Charles Pozzi. Miesiąc później auto trafiło do Marcela Petitjeana – kierowcy wyścigowego, dewelopera i kolekcjonera. To on zarejestrował je w Strasburgu pod numerem 8891 QG 67, który samochód nosi do dziś.

W 2022 roku Ferrari 275 GTB4 #09021 zostało wystawione na aukcji Sotheby’s podczas targów Rétromobile. Nabywcą okazał się Horacio Pagani. Zakup poprzedziły szczegółowe badania historyczne przeprowadzone wspólnie z Andreą Modeną z Ferrari Classiche. Następnie samochód przeszedł gruntowną renowację w firmie Kessel w Lugano.
Prace były konieczne, ponieważ przez lata samochód pozostawał nieużywany. Jak przyznał Pagani:
Choć samochód był całkowicie oryginalny, i tak chciałem go odrestaurować. Jestem perfekcjonistą i wszystko musi być nieskazitelne.
Największe kontrowersje wzbudził jednak kolor nadwozia. Po pierwszym lakierowaniu właściciel uznał, że odcień nie odpowiada historycznemu oryginałowi. Wspólnie z Ferrari Classiche rozpoczął więc poszukiwania śladu z przeszłości, o czym wspomniał sam Horacio:
W ten sposób odkryliśmy, że jeden z czterech wspólników firmy Sports Cars Pietro Drogo, niejaki Egidio Bonfatti – 86-letni rzemieślnik, który pracuje do dziś i który w swoich czasach lakierował specjalne samochody opuszczające zakład – przechowywał w garażu puszkę lakieru Rosso Rubino.
Co jeszcze bardziej niezwykłe, farba po ponad półwieczu nadal nadawała się do użycia. Pagani powiedział:
Wykorzystaliśmy ją do testów. Bonfatti przygotował liczne próbki i po trzech miesiącach znaleźliśmy idealny odcień. Sekret tego koloru? Niezwykle drobne metaliczne ziarno, które zmienia sposób odbijania światła.
Po zakończeniu renowacji konstruktor uznał, że jego wieloletnie marzenie zostało wreszcie zrealizowane. Dziś samochód jest dla niego nie tylko cennym egzemplarzem kolekcjonerskim, ale także przypomnieniem dziecięcej fascynacji. Jak wspomina Horacio Pagani:
Kiedy zajmuję miejsce w otulających fotelach, uruchamiam dwunastocylindrowy silnik śpiewający jak Pavarotti, obserwuję drgający obrotomierz, wrzucam bieg i ruszam, odczuwam tę samą ekscytację, którą czułem jako dziecko, kiedy nie miałem przy sobie ani jednego peso i mogłem jedynie marzyć o takich samochodach.
Autor: Tomasz Nowak
Zdjęcia: Materiały prasowe
No Comment