W świecie, gdzie każdy egzemplarz Pagani to dzieło sztuki, powstała właśnie jedna z najbardziej ekstrawaganckich i unikatowych konfiguracji modelu Utopia. Nazwana „The Coyote” to specyficzna wersja stworzona na zamówienie klienta, który nie tylko posiada już dwa inne Pagani, ale – jak podkreśla producent – „nie konfiguruje samochodu, lecz przekształca każdy detal w cząstkę samego siebie, z cierpliwością, troską i niemal medytacyjnym oddaniem”.
Najnowsza Utopia inspirowana jest wyścigami długodystansowymi, a w centrum uwagi znalazł się motyw imitujący rany odniesione podczas 24-godzinnego Le Mans, a konkretniej – obdarty lakier. Na karoserii w kolorze Bianco Benny widnieje charakterystyczna grafika w stylu Martini Racing – połączenie czerwieni Rosso Monza, niebieskiego i turkusowego. Ale najbardziej przyciągają uwagę “uszkodzenia” wokół nadkoli, splittera, progów i tylnego zderzaka, odsłaniające karbonową strukturę nadwozia ukrytą pod kilkoma warstwami lakieru.
Jak przystało na Pagani, dbałość o detale jest absolutnie obsesyjna. Samochód wyposażono w czarne felgi, przyciemniane końcówki czterech rur wydechowych oraz czerwone z przodu i niebieskie z tyłu zaciski hamulcowe. Wnętrze również oddaje sportowego ducha – dominuje niebieska skóra z białymi przeszyciami, a fotele zdobią czerwone i turkusowe akcenty, z pasującymi paskami również na gałce zmiany biegów.

Pod względem mechanicznym nic się nie zmieniło. Pod maską drzemie 6-litrowe V12 biturbo od AMG, generujące 864 KM. Moment obrotowy trafia na tylne koła za pomocą 7-biegowej skrzyni ręcznej, co tylko dodaje pojazdowi charakteru. .
Pagani nie ujawniło, ile kosztowała personalizacja „The Coyote”, jednak cena nie gra tu większej roli. Standardowa Utopia startuje od 2,19 miliona dolarów, a wszystkie 99 egzemplarzy zostało sprzedanych zanim jeszcze samochód oficjalnie zadebiutował. Dla spóźnialskich pozostaje jeszcze nadzieja – wciąż można zdobyć jeden ze 130 egzemplarzy Utopii Roadster, choć tutaj ceny zaczynają się od 3,4 miliona dolarów – i to przed opodatkowaniem. „The Coyote” to przykład, że luksus nie musi błyszczeć nowością – może też nosić dumne „blizny”.
Autor: Tomasz Nowak
Zdjęcia: Materiały prasowe
No Comment