fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Auto Moto d’Epoca – nie tylko dla znawców

Auto Moto d’Epoca – nie tylko dla znawców

Studiowanie we Włoszech ma dużo plusów: pogoda jest bardziej sprzyjająca spędzaniu czasu na świeżym powietrzu, najlepsze na świecie jedzenie, olbrzymia liczba zabytków, o które można się potknąć na każdym kroku, czy świetne widoki. No i oczywiście motoryzacja z niesamowitą historią i niepowtarzalną duszą. Kiedy ponad półtora miesiąca temu zameldowałem się w swoim akademiku w centrum Padwy, nawet nie miałem pojęcia (ze wstydem przyznaję), że to piękne miasto gości imprezę o nazwie Auto Moto d’Epoca. Na szczęście kilka szklanek Aperolu w różnych częściach miasta pozwoliło mi dostrzec informacje reklamujące to wydarzenie. By nie wydawać skromnych funduszy na kota w worku przed ostateczną decyzją na forzaitalia.pl znalazłem dobre relacje z poprzednich lat (również filmową). Panowie Redaktorzy w takich superlatywach opisywali ten event, co więc mogłem zrobić? Sprawdziłem zasoby swojego portfela, namówiłem znajomego i wspólnie ruszyliśmy w stronę via Nicolo Tommaseo. Oto moja relacja z tegorocznych największych targów vintage cars w Europie.

Wybór soboty (26.10.2019) jako dnia odwiedzin okazał się strzałem w dziesiątkę. Od samego rana słońce mocno świeciło, a temperatura oscylowała w okolicach dwudziestu trzech stopni. W kolejce do kas stanąłem około 10:30. Spędzony tam czas umilali mi panowie oferujący kupno biletów bez dłuższego stania, wprost z ich rąk. Na szczęście cztery kasy działały sprawnie, więc po krótkiej rozmowie moim łamanym włoskim trzymałem w rękach przepustkę do świata starych pojazdów.


Swoją przygodę w pawilonach zacząłem od końca, bo od tego oznaczonego numerem 15. Tam zostałem przywitany stoiskiem z modelikami, akcesoriami, książkami z logotypem Alfa Romeo. Mając w pamięci stan swojego konta unikałem kontaktu wzrokowego ze sprzedawcą i zacząłem spacerować po hali. Trafiłem na wystawę poświęconą policyjnym pojazdom: od Giulietty 1300 z około 1961 roku, przez legendarne Ferrari 250 GTE, po Lamborghini. Pomiędzy pojazdami o niebieskich barwach spacerowali uśmiechnięci mundurowi, pilnując swoich zabawek.

Reszta pawilonu została podzielona pomiędzy wystawców, którzy w swoich ofertach mieli samochody z prawdopodobnie każdej dekady minionego wieku. W tym budynku największym zainteresowaniem cieszył się bolid F1 Ferrari z logo Marlboro na swoim spojlerze i kadłubie. Przechadzając się alejkami cieszyłem oczy ciemnozieloną Giulią z 1965, czerwonym jak krew Abarthem, przy którym widniał rok 1963 czy śnieżnobiałym Chevroletem Corvette cabrio. Gdy w końcu udało mi się przejść cały pawilon i wyszedłem na świeże powietrze zorientowałem się, że upłynęło ponad pół godziny. Zahipnotyzowanie atmosferą sprawiło, że czas przelatywał jak przez palce. Po szybkich obliczeniach matematycznych mojego kolegi zorientowaliśmy się, że w takim tempie skończymy naszą przygodę po ośmiu godzinach. Lekko tym zaniepokojeni (wszak mieliśmy jeszcze inne plany na wieczór) ruszyliśmy dalej. Pawilony nie były jedynym miejscem, gdzie wystawiali się właściciele oldtimerów. Każda wolna przestrzeń pomiędzy budynkami, namiotami, trawnikami, toaletami była wypełniona po brzegi samochodami, motocyklami i wszelkiej maści pojazdami. Aż żałowałem, że nie mogę tego widoku oglądać z lotu ptaka, chociaż mogłoby to się dla mnie skończyć mocnym oślepieniem – właściciele tak wypucowali swoje skarby.

Następne pawilony, które odwiedziliśmy, nie różniły się za bardzo od tego, co już widzieliśmy. Kolejni wystawcy, kolejne perełki, kolejne tłumy. Niestety, pawilony z wystawcami wyglądały z mojej perspektywy dosyć chaotycznie. Obok siebie można było spotkać dwudziestoletniego Mercedesa i siedemdziesięcioletnią Alfę, trzydziestoletnie piękne Ferrari obok dosyć zabawnie wyglądającego Fiata 500 z wiklinowym wnętrzem. Każdy wystawca miał swój pomysł na własną przestrzeń, ale wrażenie ogólne było niespójne (cudowny włoski chaos), dlatego też bardzo cieszył mnie widok ustawionych obok siebie jednakowych modeli Porsche, każde w innym kolorze. Podobny zabieg jeden z właścicieli zastosował też w wypadku Citroënów C2. Poza tymi przypadkami zachodnia ściana targów, mimo wysokich walorów estetycznych pojazdów, sprawiała nieestetyczne wrażenie całości.

Po przejściu trzech zachodnich pawilonów, klucząc nasłonecznionym, zatłoczonym podwórzem, dotarłem do pawilonów wschodnich, których zawartość mnie dość rozbawiła i zaskoczyła. Trzy wielkie budynki stały się pchlim targiem; targowiskiem z zabawkami, modelikami, książkami, tablicami. Targiem, gdzie można było kupić kompletną Vespę, albo jej instrukcję, potrzebne części i samemu sobie taką Vespę złożyć. Idąc alejkami lepiej było nie wyglądać na zainteresowanego kupnem czegoś, bo dyskusje i rozmowy z Włochami (zwłaszcza nie znając za dobrze ich języka) mogły się skończyć kupnem używanego tłumika do starego Fiata. Po dosyć krótkiej wizycie trafiłem do pawilonów umiejscowionych pośrodku.
Wizyta w tej części Auto Moto d’Epoca była najciekawsza. Pawilony te zawierały specjalne ekspozycje i wydarzenia: była tu np. wystawa poświęcona historii samochodów Ferrari biorących udział w wyścigach na torze Monza; tutaj wystawiały się włoskie fan cluby motoryzacji marek takich, jak: Porsche, Pagani, Peugeot czy Seat (który kupił moje serce wystawieniem Ibizy Cupra zaraz obok stanowiska z 911). Można było pojeździć na torach w wirtualnej rzeczywistości, oglądać Alfy Romeo, Porsche czy Astona Martina, które w końcu nie były poupychane jak sardynki w puszce, tylko ich piękno miało przyjemniejszą ekspozycję i przestrzeń. W tej części targów moja szczęka regularnie opadała w dół, przez co dosyć szybko zaschło mi w gardle. Na takie sytuacje organizatorzy byli oczywiście przygotowani tworząc kilka gastro stref z jedzeniem. Znaleźć je można było podążając za zapachem, a gdy się dotarło do celu za kilka euro można było się uraczyć piwem, frytkami, kiełbasą, panzerotti czy calzone. Taka targowa klasyka z włoskimi dodatkami.

Podsumowując, wizyta na Auto Moto d’Epoca jest niesamowitym przeżyciem. Może sama organizacja nie jest idealna, powierzchnia do zobaczenia olbrzymia, a portfel nie tak gruby, jak by się chciało, jednak jest to miejsce, które każdy fan motoryzacji powinien odwiedzić. Atmosfera jest niesamowita, zgromadzony inwentarz i jego wygląd robi wrażenie. Czasami żałowałem, że moim głównym konikiem nie jest motoryzacja i wyobrażałem sobie swojego tatę, dla którego cztery dni targów mogłyby nie starczyć na oglądanie, podziwianie czy dyskutowanie o tym, czego się jest świadkiem. Więc szykujcie portfele i przyjeżdżajcie na następne targi, by po pełnych wrażeń dniach wrócić do domu z nowym samochodem, nawet takim kupionym za niższą cenę w odpowiedniej skali.

Tekst i zdjęcia: Wojciech Nogaj

Poprzedni wpis
Powstanie 10 sztuk Alfy Romeo 4C Zeus Pogea Racing
Następny wpis
Zielona Giulia Q w zwiastunie 6 Undeground

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back
Udostępnij

Auto Moto d’Epoca – nie tylko dla znawców