fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Giuseppe Farina

Giuseppe Farina

Giuseppe Farina

Pierwszy sezon Wyścigowych Mistrzostw Świata Formuły 1 składał się z 7 rund. Wyścigów było znacznie więcej, ale do klasyfikacji mającej wyłonić Mistrza punktowano tylko wyniki GP Anglii, Monaco, Indianapolis, Szwajcarii, Belgii, Francji i Włoch. Wyścig w Ameryce był listkiem figowym, koniecznym, by do całej serii można było dołączyć etykietę “Świata”, a nie tylko “Europy”. Czołowe zespoły nie zamierzały walczyć za Oceanem, gdzie z uwagi na specyfikę toru i samochodów pokonanie gospodarzy było prawie niemożliwe. I na odwrót, Amerykanie nie mieli czego szukać w imprezach rozgrywanych na Starym Kontynencie.

W inauguracyjnej rundzie do Mistrzostw – 13 maja 1950 r., na torze Silverstone, w obecności Jego Królewskiej Mości Jerzego VI i jego córki Elżbiety, następczyni tronu – Farina osiągnął wynik dziś nazywany hat trick: zdobył pole position, zaliczył najlepszy czas okrążenia i wygrał wyścig. Triumfował także w Bernie, ale na ulicznej trasie Księstwa miał wypadek już na pierwszym okrążeniu. W Spa był czwarty; w Reims siódmy. Wszystkie te trzy okazje wykorzystał jego partner z zespołu Alfa Romeo, Juan Manuel Fangio. O wygranej w całym sezonie zadecydować miała ostatni z 7 rund, GP Włoch w Monza, 3 września 1950 r. Fangio przystępował do niej z 26 pkt, Fagioli dzięki regularności (4 drugie miejsca) zebrał 24 pkt., Farina 22. Było już pewne, że w 1950 r. triumfować będzie Alfa Romeo 158, ale o tytuł Mistrza Świata walkę stoczyć miało trzech czołowych kierowców zespołu Alfa Corse.

Giuseppe Farina

Farina pojawił się przed wielką trybuną w swej białej bandanie na głowie, uśmiechnięty, idąc śmiałym krokiem. Na linii startu siedział w kokpicie swej maszyny bez ruchu, z wyrazem spokojnej pewności na twarzy. Na korzyść Fangia przemawiały nie tylko 4 punkty przewagi i pole position, lecz także szaleńczy doping. Graniczący ze zbiorową histerią, był dziełem argentyńskich kibiców, zawziętych niczym ultras, przybyłych do Mediolanu trzema czarterowymi lotami z Buenos Aires. I jeszcze coś, czego Farina obawiał się najbardziej. Polityka zespołu… Zwycięstwo Argentyńczyka byłoby cennym kluczem do otwarcia rynków południowoamerykańskich. A z krzesełka w paddocku też, do pewnego stopnia, można sterować losami wyścigu.

I rzeczywiście! Na 24 okrążeniu faworyt zjechał do boksów z defektem skrzyni biegów. Natychmiast zatrzymano czwartą Alfę, Piero Taruffiego. Fangio wskoczył do niej i wrócił do walki, a Włoch wściekłym gestem zerwał z rąk rękawiczki i cisnął je na ziemię. Na tle owacji Argentyńczyków słychać było okrzyki miejscowych tifosi: “Zarżnij i tą!” Dziesięć kolejnych okrążeń i ich intuicja sprawdziła się. Fangio w furiackim pościgu za wymykającym mu się mistrzostwem przeciążył silnik. Toczył się coraz wolniej, nie dojechał nawet do stanowisk serwisowych.

Giuseppe Farina

Wydawało się, że Nino Farina ma otwartą drogę do triumfu. Ale jakże długą – pozostawało 45 okrążeń, ponad połowa z wyznaczonych 80. Co dwie minuty wypadał z lewej strony, z Paraboliki, z rozdzierającym rykiem silnika na pełnej mocy przelatywał przed trybuną, po czym roztapiał się w gorącym powietrzu głównej prostej – wrażenie, których jednych upajało, innych przejmowało dreszczem przerażenia. Wiedział, że zdradliwe bywają ostatnie okrążenia, gdy maszyna jest u kresu wytrzymałości, że prawdziwe rozstrzygnięcia mogą dopiero nastąpić, że każdy drobiazg w samochodzie, który nagle nie wytrzyma, może wszystko zaprzepaścić.

Dwadzieścia okrążeń do mety. Dziesięć. Pięć. Wtedy poczuł coś, co czuje skrzypek, gdy jedna ze strun traci strój i wiadomo, że za chwilę pęknie. Każdy kierowca ma upatrzone na torze miejsca, w których może na chwilę podzielić uwagę i omieść wzrokiem zegary. Zerknął na manometr oleju, przeniósł wzrok na drogę i natychmiast spojrzał ponownie na wskazówkę. Oscylowała koło zera.
Natychmiast zjechał do boksu i jeszcze hamując, krzyknął: “Nie mam oleju! Dawajcie olej!”

Giuseppe Farina

Nic z tego. Szef zespołu tylko machnął, odsyłając go z powrotem na trasę. O co chodziło? Czy obawiali się Ascariego, który też zajechał swoje Ferrari i nadrabiał teraz straty po przesiadce na wóz Serafiniego? Postój w serwisie rzeczywiście mógł oznaczać stratę pierwszego miejsca. Ale zaraz. Przecież gdyby dostał olej i zajął drugie miejsce, z 28 pkt też byłby mistrzem. Może więc… Na tę myśl aż zadrżał. Jeżeli nie dotrze do mety, to bez względu na to, kto wygra w Monza, zwycięzcą w roku 1950 będzie Fangio.

Fangio

Fangio na Alfie 158 – partner i rywal Fariny w sezonie Formuły 1 1950

Po opuszczeniu alejki serwisowej rozpędzał się powoli, stopniowo przechodził na coraz wyższe biegi – tak delikatnie, jak gdyby pod maską Alfy ułożony był porcelanowy serwis. Kibice za bandami już nie cofali się odruchowo, gdy przejeżdżał. Zwolnił wyraźnie, z wyrachowaniem rozmieniał przewagę tak, by nie roztrwonić jej zupełnie, ale i nie zatrzeć silnika. “Jakiż to cudowny silnik” – myślał na ostatnim okrążeniu: wciąż pracował, smarowany kilkoma pozostałymi haustami oleju. Gdy minął linię mety, od Ascariego dzieliła go jeszcze ponad minuta.

Poprzedni wpis
Tonino Brivio
Następny wpis
Giovannino Lurani

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back
Udostępnij

Giuseppe Farina