Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Dzień z Fiatem 500X

Fiat 500 to stylowy i urokliwy samochodzik. Zawdzięcza to w dużej mierze swoim małym rozmiarom. Choć jego współczesna wersja wydaje się ogromna przy swoim pierwowzorze z lat 50., to w porównaniu ze współczesnymi pojazdami jest wciąż niewielki. Zupełnie nie trafia więc do mnie fakt budowania większych samochodów udających, że są pięćsetkami. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Fiata 500L ogarnął mnie tylko smutek. Kiedy usłyszałem o premierze wersji pseudo-uterenowionej X, wolałem w ogóle się tym nie interesować, żeby jeszcze bardziej sympatii do Fiata nie nadszarpnąć. Bałem się więc tego testu, bo pisanie przykrych rzeczy nie jest moim hobby. Nie jestem chyba urodzonym hejterem. Okazało się jednak, że Fiat 500X pozytywnie mnie zaskoczył. Lubię takie sytuacje. Zacznijmy jednak od początku:

TŁUŚCIOCH

Pierwszy raz wsiadam za kierownicę. Nie ma czasu nawet rozejrzeć się po kabinie. Przed chwilą odnalazł się kierowca busa, który blokował wyjazd. Kolejny już czeka, aby nas zastawić. Trzeba działać szybko. Chwilę zajmuje znalezienie przycisku do uruchamiania. Jedziemy. Centrum Warszawy, duży ruch, obca okolica. Cały czas nie spojrzałem jeszcze, czym tak naprawdę jadę. Zauważam tylko bardzo grubą kierownicę, wielką i ciężką gałkę dźwigi zmiany biegów i ogromne klamki – chyba prezent od projektantów IVECO. Czy ja prowadzę Fiata 500 czy dostawczaka? Wątpliwości nie rozwiewa wjechanie w wąską, boczną uliczkę. Chcę zrobić zdjęcie obok Nivy, ale już ktoś w Oplu za mną się niecierpliwi. Tylko czy ja się koło tej Nivy zmieszczę? Jadę ostrożnie. Udało się, nic nie zgrzytnęło, ale wciąż w mojej głowie jest rozdźwięk pomiędzy nazwą samochodu i wrażeniami zza kierownicy.

500Xk
500Xk

Po krótkim przyzwyczajeniu się do pięćsetki jej rozmiary przestają przeszkadzać. Choć w pierwszej chwili brakowało mi czujników parkowania – po kilku manewrach doszedłem jednak do wniosku, że nie są wcale niezbędne. Do wielkości elementów we wnętrzu też można szybko przywyknąć. Tylko te klamki… Dobrze, że chociaż są wygodne. Cała reszta kabiny też bez większych zarzutów. Ergonomicznie, wszystko na miejscu, niezłe audio. Może trochę brakuje półki w konsoli środkowej, ale nie będę się czepiał.

POPSUŁEM GO

Pierwsze kilometry pokonane testowanym pojazdem były całkiem przyjemne. Praca silnika, skrzyni biegów i wspomagania bez uwag. Do czasu! Po jednym z postojów silnik stracił moc, nie mogłem nawet płynnie zmieniać biegów. Czekałem tylko, aż zapali się lampka check engine. Obciach! Jak ja będę wyglądać, gdy oddam popsuty samochód?! Gaszenie i ponowne uruchamianie nie pomaga – cały czas nie działa prawidłowo. Ciągle pięćsetka stara mi się powiedzieć: „porzuć mnie tu i jedź dalej autobusem”. Na jednym ze skrzyżowań rozglądam się po kabinie i dostrzegam umieszczony między fotelami przełącznik trybów pracy. Nie wiem, dlaczego jest ustawiony w tryb poprawiający trakcję. Przestawiam w sport i uśmiech powraca na moją twarz. Ulga. Strach przed kompromitacją mija. Pozostaje tylko pytanie: po co umieszczono tu przełącznik do psucia samochodu?! Czy koncern Fiata doszedł do wniosku, że ich aktualne produkty są tak niezawodne, że dodano przyciski do symulowania ich awarii? Tak dla podtrzymania stereotypów? Żeby miłośnicy włoszczyzny nie czuli się obco w zbyt niezawodnym samochodzie?

500Xk
500Xk

Nie jest to zarzut – szczególnie do Fiata 500X. W większości współczesnych samochodów znajdziemy podobne przełączniki trybów pracy. Zupełnie nie rozumiem, po co one są. Zazwyczaj jest tak, że jedno z ustawień pozwala pracować samochodowi tak, jak powinien, a pozostałe go w jakiś sposób ograniczają. Przecież dynamikę jazdy oraz jej ekonomiczność można regulować przez mniejsze lub większe wciśnięcie pedału gazu. Serio! Nie potrzeba do tego żadnych trybów pracy, żadnych systemów. Całe szczęście, że testowany pojazd pamięta ustawienia po wyłączeniu silnika. Można więc włączyć tryb sport, wyłączyć start-stop i cieszyć się niczym niezakłócaną jazdą.

500Xk

Pozostaje jeszcze kwestia wspomagania kierownicy. Elektryczne układy nie dają jakiegokolwiek wyczucia. Nieważne, czy siła wspomagania jest duża czy mała – jest równie źle. Po co więc w trybie sport kierownica chodzi ciężej? Wcale nie wydaje mi się to bardziej sportowe. Trzeba się więcej namachać – nic poza tym.

SOLIDNY GOŚĆ

Cały dzień jeździliśmy testowanym pojazdem po Warszawie. Sprawdziliśmy go w dzikiej dżungli Mordoru i ociekających kredytowym prestiżem blokowiskach Wilanowa. Pomimo wielu godzin spędzonych w fotelach Fiata nie przeszło nam przez myśl, aby narzekać na niewygodę czy dyskomfort. Ciepłe i przytulne wnętrze bardzo zniechęcało do wysiadania na grudniowy ziąb. Przejazd przez niepoliczalną ilość progów zwalniających na kuriozalnym Wale Zawadowskim przypomniał, że nie jedziemy limuzyną, ale mimo to nie ma się czego czepiać. Jakość materiałów we wnętrzu, w bezwzględnej skali, nie rozpieszcza – w tej klasie jest jednak odpowiednia. Widoczność z wnętrza, jak na współczesny samochód, też przyzwoita.

500Xk

Dzień kończy się podobnie, jak się zaczął – spotkaniem z Nivą. Tym razem także nie ma się jak zatrzymać do zdjęcia. Dlaczego te uliczki takie ciasne?! Nie mam już jednak problemów z manewrowaniem. Szybko zgrałem się z tym samochodem. Łatwo go polubić.

Tekst i zdjęcia: Piotr Krasiński (Fotopatologia.pl)

1 komentarz

  1. 16 grudnia 2016 at 12:08 — Odpowiedz

    ejj heloł 500L zwłaszcza wersja Trekking jest ok 😛 proszę się nie smucić..

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Poprzedni wpis
Włoska policja i jej nowe zabawki
Następny wpis
40-lecie Museo Storico Alfa Romeo
Back
Udostępnij

Dzień z Fiatem 500X