Szef Lamborghini chce, aby ich samochody zachowały swoją odrębną tożsamość, z której są znane. Oznacza to, że 6-cylindrowy silnik nie pasuje do wizerunku marki, przez co nie należy się spodziewać, że na przestrzeni najbliższych lat jakikolwiek nowy model doczeka się takiej jednostki.
Lamborghini niedawno zaprezentowało Revuelto – hybrydowego następcę Aventadora, który ma zapoczątkować nową erę w Sant’Agata Bolognese. Wraz z tym parciem w kierunku elektryfikacji ludzie zaczęli się zastanawiać, w jakim kierunku zmierzają produkty firmy. W wywiadzie przeprowadzonym przez Auto Motor und Sport z dyrektorem technicznym Lamborghini Rouvenem Mohrem, zadano mu kilka pytań dotyczących właśnie tej kwestii. Podkreślił on, że chciałby, aby przyszłe Lamborghini było tak samo rozpoznawalne, jak teraz – nie tylko pod względem wyglądu, ale także dynamiki jazdy:
Nawet w erze elektrycznej potrzebujemy technicznego zróżnicowania, które pasuje do filozofii producenta. To tutaj będziemy różni od innych marek.
Włoski producent dąży do 50% redukcji emisji spalin we flocie do 2025 r., a jego celem jest hybrydowy Urus i następca Huracana, które mają pojawić się w ciągu najbliższych kilku lat. W rozmowie na temat zelektryfikowanej przyszłości pierwszego z nich i potencjalnych układów napędowych, Mohr powiedział:
Wspomniana wcześniej kwestia wagi będzie w najbliższych latach rozwijać się tylko na korzyść BEV. Silnik V6 po prostu nie pasuje w tej chwili do naszej marki. Lamborghini zawsze było znane ze swoich V12.
Nawet gdy firma przechodzi w erę elektryfikacji z Revuelto, silnik współpracujący z tym systemem hybrydowym to nadal wolnossące V12, a nie twin-turbo V6, które można znaleźć choćby w Ferrari 296 i McLarenie Artura. Do końca dekady włsoka marka planuje wprowadzić na rynek swój pierwszy całkowicie elektryczny pojazd, który najprawdopodobniej będzie 2+2 GT.
Autor: Tomasz Nowak
Zdjęcia: Materiały prasowe
No Comment