fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Fenomen włoskiego designu – felieton

Fenomen włoskiego designu – felieton

Mówiąc „Włochy” myślimy o wielu charakterystycznych elementach, które się z nimi wiążą. Italia niewątpliwie słynie ze swojej kuchni, architektury, mody jak i motoryzacji. Te fenomeny składające się na kraj z Półwyspu Apenińskiego można by mnożyć w nieskończoność, ale dziś chciałbym skupić się na jednym – włoskim designie.

Na samym początku należałoby jednak odpowiedzieć na pytanie: czym w ogóle jest design? Za słownikiem języka polskiego PWN:

Design – projektowanie przedmiotów użytkowych
— PWN

Słowo to jednak dziś stosuje się do wielu obszarów, takich jak: wzornictwo przemysłowe, grafika czy sztuka użytkowa.

Czym design jest dla mnie? To przede wszystkim rzemiosło, którego głównym celem jest zauważenie potrzeby człowieka i opracowanie takiego rozwiązania, które tę potrzebę zaspokoi. Projektant najczęściej pracuje dla konkretnego klienta, a więc dodatkowo taki projekt musi przynieść mu zysk, ale tego zysku nie będzie, jeśli odbiorca docelowy, czyli użytkownik, nie będzie z produktu zadowolony. Projektowanie zatem bardzo często jest sztuką kompromisów i godzenia ze sobą wielu aspektów, nierzadko ze sobą sprzecznych.

Design swoją historię ma tak długą, jak długa jest historia człowieka. Pierwszymi projektantami tak naprawdę byli nasi najwcześniejsi przodkowie, którzy – odłupując kawałki kamienia – tworzyli na przykład groty włóczni, dzięki którym byli w stanie upolować zwierzę i zapewnić sobie posiłek. I choć dziś rzadko patrzymy na to w ten sposób – to jest właśnie design. Zgodnie ze wspomnianą wcześniej definicją, w ten sposób powstawały przedmioty jak najbardziej użytkowe. I z wielu z nich, po udoskonaleniu i unowocześnieniu, korzystamy do dziś.

Design to też moja historia z wieszakiem na ręczniki, który niedawno przypadkiem zdarzyło mi się połamać. Był sobotni poranek, dlatego też nie było chęci na pójście do sklepu w celu kupna nowego. Postanowiłem, że zrobię go sam. Włączyłem program do modelowania 3D, w kilkanaście minut stworzyłem dość prosty, ale w zupełności odpowiadający moim potrzebom model, po czym go wydrukowałem. Cały proces trwał znacznie krócej, niż wyjście do sklepu, znalezienie odpowiedniego wieszaka i powrót do domu.

Wieszak 3D print Mateusz Przystał

Wieszak 3D print Mateusz Przystał

Oczywiście w tym momencie mogą pojawić się zarzuty, że nie każdy ma dostęp do technologii druku 3D, ale to, co przede wszystkim chciałem na tym przykładzie pokazać, to że projektowanie jest też odpowiednim wykorzystywaniem technologii, do której mamy dostęp. A ta rozwija się w niesamowicie szybkim tempie.

W przeciwnym narożniku natomiast jest to, jak design jest przedstawiany w dzisiejszych mediach. Często słyszymy, że coś jest „designerskie”. W tym miejscu muszę przyznać, że na to określenie mam ciężkie uczulenie i jeśli coś jest reklamowane jako designerskie, nie ma innej opcji – to nie może być dobry produkt! Dziś designerskie może być wszystko. Meble (oczywisty przykład), okulary, akcesoria. Wierzcie lub nie, ale spotkałem się nawet z dywanem „o designerskim charakterze”! Designerskie – jak to wytłumaczyć? Najprościej ujmując, to znaczy, że jest dziełem designera, czyli projektanta, a to z kolei oznacza, że zostało zaprojektowane. Czy więc do tej pory marka produkowała rzeczy, które nie były zaprojektowane, a dopiero na fali mody na rzeczy designerskie zaangażowała projektantów? Absurd! Za każdym przedmiotem stoi jakiś projektant lub – najczęściej – ich grupa.

Designem nie jest ładny przedmiot, który możemy dać w prezencie ślubnym. To złożony proces, który został przemyślany pod takim aspektem, z którego często nawet nie zdajemy sobie sprawy. A stojący za nim projektanci, to nie celebryci lansujący się w modnych miejscach. To osoby, których głównym celem jest doprowadzenie do tego, żeby ludziom żyło się choć odrobinę łatwiej.

W ten sposób dotarliśmy do głównego tematu. Jak wskazuje sam tytuł i trudno się z nim nie zgodzić – włoski design jest fenomenem.

Jednak nie zawsze tak było. Kiedy w innych państwach Europy już od kilku dziesięcioleci funkcjonowały szkoły projektowania (chociażby słynny Bauhaus), we Włoszech nikt o czymś takim nie słyszał. Przełom nastąpił w połowie XX wieku. Ogrom zniszczeń po przegranej II wojnie światowej zapoczątkował proces odbudowy kraju, co pociągnęło za sobą rozwój przemysłu. Włosi mieli świadomość, że eksport ich wyrobów pomoże im stanąć na nogi i wywindować ich pozycję w świecie. Żyjąc w otoczeniu antycznych i renesansowych dzieł, poczucie estetyki mieli już we krwi. Choć początkowo nie dysponowali wystarczająco zaawansowaną technologią, która pozwalałaby tworzyć nowatorskie projekty, radzili sobie z tym co mieli, korzystając z materiałów i technologii dla nich dostępnych. Tak powstał włoski styl – opływowy, czerpiący trochę z amerykańskiego, który wzbudzał takie emocje, że na niedociągnięcia technologiczne przymykano oko. Dzięki temu, że od samego początku postawiono na wysokiej klasy cechy wizualne produktów, Włochy przekształciły się ze zniszczonego i zdziesiątkowanego państwa w przemysłowego potentata.

Bardzo dużą w tym rolę odgrywały nie wielkie korporacje, a małe, rodzinne firmy, z którymi zresztą do dziś kojarzą się Włochy. Niskoseryjne produkcje pozwalały zadbać o dobór materiałów i jakość wykonania, a także dostosowywać styl produktów do zmieniających się trendów.

Ważną postacią w historii włoskiego projektowania był Gio Ponti, architekt i projektant. Wzywał on do zwiększenia artyzmu w produktach oraz do przedłożenia jakości produktów nad ich ilość. Wielu ówczesnych twórców poszło w jego ślady. Również konsumenci woleli artystyczne, rzeźbione przedmioty od zachowawczych i nudnych. Dzięki temu w niedługim czasie, włoski design zaczął być kojarzony na całym świecie z elegancją, wyrafinowaniem i – przede wszystkim – z emocjami.

Włoski design w najpiękniejszej postaci można zobaczyć w ich samochodach. I czy to właśnie nie one wywołują największe emocje, znacznie silniejsze od tych, które targają nami, kiedy patrzymy na jakikolwiek inny przedmiot?

Jestem wielkim miłośnikiem motoryzacji, zwłaszcza tej klasycznej, ale mimo całej mojej miłości zauważam, że samochód staje się przedmiotem coraz bardziej irracjonalnym. Zderzak, który mimo nazwy, zdecydowanie nie służy do zderzania się, a w przypadku, gdyby jednak tak się stało, montaż nowego wiązałby się z wymianą całego pasa przedniego. Aby zmienić żarówkę, a niech to na nieszczęście będzie żarówka LED (której, mimo długowieczności, również zdarzają się awarie), trzeba niekiedy wyjąć silnik, a za cenę nowej części można kupić używany samochód w nie najgorszym stanie. Autobus lub tramwaj umożliwiają przetransportowanie w jednej chwili znacznie większej ilości osób niż cztery, a jakby tego było mało, miasta usilnie starają się wypchnąć samochody poza swoje granice.

Ale czy właśnie to nie ten irracjonalizm powoduje, że są one tak pociągające? Czy nie jest z nimi tak, jak z młodzieńczym zakochaniem dziewczyny w łobuzie?

Samochód nie jest jak pralka lub mikser. Samochód kupuje się przede wszystkim oczami i sercem, a na samym końcu rozumem. To zupełne przeciwieństwo tego, jak podchodzimy chociażby do artykułów gospodarstwa domowego. Samochody grają na emocjach, a włoskie są na dodatek zdecydowanie niepokorne.

Przykład pierwszy z brzegu: Ferrari kontra McLaren. Segment? Ten sam. Cele? Identyczne. Charaktery? Skrajnie różne. Jeśli spojrzymy na tabelki i liczby w nich zawarte – znaczna część przemawia na korzyść brytyjskiej marki. Jednak większości osób oczy świecą się bardziej na widok Ferrari. Dlaczego tak się dzieje? Przecież McLaren to technologiczny majstersztyk, dopracowany pod każdym względem. Składany w fabryce wyłożonej białymi płytkami, z widokiem na staw. Fabryce tak czystej i sterylnej, że może uchodzić za laboratorium. Więc czego tu brakuje?

Ferrari też dysponuje kosmiczną technologią, też dopracowuje swoje samochody pod każdym kątem, ale poza tym wyzwala silne emocje i wzbudza uczucia. Kupując Ferrari stajesz się członkiem rodziny, wkraczasz do Ferrari Famiglia, masz poczucie indywidualizmu, wyjątkowości. Ferrari jest włoskim buntownikiem podrywającym dziewczyny na ulicy, a McLaren – ułożonym i poprawnym brytyjskim dżentelmenem. A poprawność zdecydowanie nie jest sexy.

Ferrari Design Mateusz Przystał

Jak to więc jest z tym fenomenem włoskiego designu? Porównałbym go do stanu, którego doświadczamy, gdy jesteśmy zakochani. Zazwyczaj wiemy, co podoba nam się w drugiej osobie, jakie jej cechy pociągają nas najbardziej – ulubiony kolor włosów, wspólne zainteresowania, konkretne cechy osobowości. A mimo wszystko czasem zdarza się tak, że zakochujemy się w kimś różnym od naszych wymyślonych ideałów.

Zapewne da się to logicznie i naukowo wytłumaczyć… ale czy jest sens zdzierać z tego wyjątkowego stanu jego magię? Nie wydaje mi się. I myślę, że właśnie tak jest z fenomenem włoskiego designu. Jesteśmy świadomi tego, że istnieje. A dlaczego? To już kwestia drugorzędna.

Mateusz Przystał, Kaniewski Design

Poprzedni wpis
Zapomniany supersamochód
Następny wpis
Nadchodzi Alfa Romeo Stelvio!

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back
Udostępnij

Fenomen włoskiego designu – felieton