fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Pielgrzymka do Maranello…

Pielgrzymka do Maranello…

maranello thumb

…albo jak dostać oczopląsu za jedyne 13 Euro (+ koszty dojazdu)

Są w życiu rzeczy, które powinno się zrobić. Stare porzekadło głosi, że prawdziwy mężczyzna powinien w życiu zbudować dom, zasadzić drzewo, oraz spłodzić syna. Nie będę dyskutował z słusznością tej tezy, ale wiem, że jest rzecz, którą każdy miłośnik włoskiej motoryzacji oraz włoskiego designu powinien zrobić. Tą rzeczą jest pielgrzymka do Maranello.

Maranello to niewielkie (około 15 tysięcy mieszkańców), spokojne włoskie miasteczko, leżące 20 km od Modeny, w regionie Emilia-Romania. Zapewne niczym nie różniłoby się od wielu innych miasteczek w północnych Włoszech, gdyby w 1943 roku nie sprowadził się tutaj Enzo Ferrari wraz ze swoją Scuderią.

Od tego czasu, wraz z kolejnymi sukcesami sportowymi, kolejnymi ewolucjami wyścigówek i emocjonujących aut drogowych, Maranello stało się miejscem narodzin i rozwoju legendy. Legendy, która przyspiesza bicie serca nie tylko pasjonatów motoryzacji, bo przecież z prawdopodbieństwem bliskim jedności, można założyć, że losowo wybrana osoba zapytana o markę najlepszych sportowych samochodów, odpowie: „Ferrari”.

Nic więc dziwnego, że przygotowując swój wyjazd do Włoch, zarezerwowałem dzień na odwiedzenie tego magicznego miejsca.

Do Maranello bardzo łatwo można dostać się z pobliskiej Modeny (która swoją drogą też jest przepięknym i wartym zobaczenia miejscem). Zgadnięta w okienku informacyjnym na dworcu pani nie pozwoliła mi nawet dokończyć zdania przerywając pytaniem „To Maranello?”, na moje zdziwienie jej przenikliwością odrzekła „Everyone here goes to Maranello”. Po chwili trzymałem w ręku niewielką karteczkę z dokładnie wydrukowaną instrukcją, jak tam dotrzeć.

W autobusie niecierpliwie wypatrywałem kolejnych tablic z odległościami do wyczekiwanego przeze mnie miejsca, gdy nagle moje rozmyślania przerwał ryk widlastej ósemki i obok autokaru przemknął z dużą szybkością czerwony kształt. F430. Byłem na dobrej drodze.


Brama fabryki

Autobus z Modeny zatrzymuje się kilka kroków od bramy fabryki. Niestety sama fabryka Ferrari nie jest udostępniana do zwiedzania dla zwykłych ludzi – można się tam dostać tylko w ramach wycieczek organizowanych dla specjalnych klientów przez sponsorów Scuderii. Nie jest to jednak całkowicie nierealne – moja znajoma miała okazję odwiedzić to miejsce w ramach wyjazdu sponsorowanego przez AMD, które próbowało wcisnąć jej firmie jakieś serwery. 🙂

Niepocieszony, udałem się do Galleria Ferrari, czyli muzeum poświęconego historii i współczesności marki. Po drodze minąłem jeden z wielu we Włoszech Ferrari Store – czyli sklep z pamiątkami, gadżetami, odzieżą i wszystkim, na czym tylko udało się umieścić symbol Cavallino Rampante. Po kilku minutach marszu znalazłem się przy Via Dino Ferrari, gdzie mieści się wspomniane muzeum.

Przy wejściu, poza oczywistościami w rodzaju kasy biletowej, znajduje się sklep z pamiątkami, oraz „Caffetteria del Cavallino”, gdzie zwiedzający mogą się posilić i skosztować pysznej, włoskiej kawy. Ja jednak ominąłem powyższe atrakcje, by po zaopatrzeniu się w bilet za jedyne 13 Euro z piskiem zelówek ruszyć do zwiedzania.

Ferrari 156 F1
Ferrari 156 F1

Na początku powala sala poświęcona Formule 1. Zgromadzono w niej dziesiątki bolidów Ferrari – od tych historycznych po współczesne. Obejrzeć można również z bliska wyczynowe silniki, a także prześledzić ich ewolucję na przestrzeni lat. Nie ma sensu opisywanie kolejno wszystkich znajdujących się tam eksponatów. Tym bardziej, że kolekcja cały czas „żyje” – samochody pojawiają się i znikają z ekspozycji, w miarę wysyłania ich do renowacji, uczestnictwa w imprezach dla historycznych samochodów i z innych nieznanych mi przyczyn. Wystarczy jeśli powiem, że zobaczyć tam można m. in. takie rodzynki jak Ferrari Lancia D50, Ferrari 156 F1 ’63, Ferrari 246 F1’58… Wymieniać można długo. Na końcu sali znajduje się ekspozycja poświęcona samemu Enzo, wraz z takimi ciekawostkami jak makieta pierwszej siedziby Scuderii, rekonstrukcji biura Enzo i oczywiście historią życia Enzo opisaną na wielkim billboardzie.

Ferrari 250 Testa Rossa
Ferrari 250 Testa Rossa

Kolejna sala, to okrągłe „audytorium”. Tutaj na dzień dobry na kolana rzuca przepiękna, idealnie odrestaurowana, czarna 250 Testa Rossa z 1957 roku. Doskonałość formy tego samochodu jest niemożliwa do opisania. Dla osób przeliczających wszystko na pieniądze powiem tylko, że kilka tygodni później ten egzemplarz został sprzedany na dorocznej aukcji „Ferrari Leggenda e Passione” za drobne 9 milionów Euro, stając się tym samym najdroższym samochodem świata. Gwoli przypomnienia, dotychczasowy lider powstał w tej samej fabryce i było to Ferrari 250 GT SWB California Spyder – niestety tego typu auta w Galleria Ferrari zobaczyć nie można było.

Ferrari 288 GTO Evoluzione
Ferrari 288 GTO Evoluzione

Wracając do ekspozycji – uwagę przyciąga Ferrari 288 GTO Evoluzione, do złudzenia przypominające późniejsze F40 – jest to jeden z trzech zachowanych egzemplarzy.
Nie sposób też nie zatrzymać się przy samochodzie jakby troszeczkę z innej bajki – Ferrari 400 Superamerica z 1959. Dla fanów przygód „Pana Samochodzika” – to właśnie ten model służył jako baza jego wehikułu. 🙂

Ferrari 400 Super America
Ferrari 400 Super America

I znów można by wymieniać kolejne modele – przepiękna 365 GTB/4 „Daytona”, wyścigowa 275 GTB i współczesna Modena…

W kolejnej sali – niespodzianka. W ramach międzymuzealnej akcji z okazji 110 lat włoskiej motoryzacji – trzy rodzynki od innych producentów: Lancia Aurelia Spider, Maserati A6 1500 i niesamowita Alfa Romeo 8C 2900B Lungo karosowana przez Carrozzeria Touring Superleggera. A jako reprezentant prawdziwych staruszków – 16 litrowy Fiat F2 z 1907 roku.

Alfa Romeo 8C 2900B Lungo
Alfa Romeo 8C 2900B Lungo – ten samochód ma naprawdę dłuuuugą maskę.

Wspinając się na najwyższe piętro dotarłem do ekspozycji najnowszych samochodów. Na początkek Enzo i F-50 czyli samochody z plakatów wiszących w pokojach współczesnych małych chłopców. Szczerze mówiąc – w pierwszym odruchu ominąłem je dość szybko, bo zauważyłem dalej stojące auta, które podbiły moje serce we wczesnym dzieciństwie. Testarossa z 1984 i z tego samego roku 288 GTO. Oba niesamowicie piękne, choć w zupełnie innym stylu – agresywna, ale bardzo klasyczna w formie sylwetka GTO kontra ultranowoczesna jak na rok 1984 linia Testarossy. Obok – niby niepozorne, a jednak chyba najwięcej czasu przy nim spędziłem – Dino 246. Niby tylko V-6, niby według samego Enzo niegodne z tego powodu marki Ferrari, ale jednak przepiękny i jednocześnie dość skromny design budzi emocje niemniejsze niż jego więksi bracia.
Z kronikarskiego obowiązku wspomnieć jeszcze należy o najnowszej, bardzo eleganckiej Californii stojącej nieopodal.

Dino 246
Dino 246. A właściwie jego piękny tył.

W ostatniej sali, oprócz wystawy zdjęć poświęconej sławnym ludziom w samochodach z Maranello, zobaczyć można ekstremalną wyścigówkę Ferrari 512M. Samochód budzi respekt swoim surowym i agresywnym wyglądem. Odsłonięte tłumiki, cztery ogromne rury wydechowe, a obok tylne światła wyglądem przypominające te rodem z jednoosiowych przyczepek z Niewiadowa nie pozostawiają wątpliwości – design zszedł tutaj na dalszy plan – to miała być maszyna do wygrywania.

Ferrari 512M
Ferrari 512M. Z tej perspektywy najczęściej oglądali je konkurenci.

Na koniec jeden z najbardziej charakterystycznych dla marki modeli – F40. To auto kojarzą chyba wszyscy. Powiem tylko tyle: na żywo robi jeszcze większe wrażenie, niż na zdjęciach.

Po kilkukrotnym okrążeniu ekspozycji, krótkiej zabawie w symulatorze jazdy wyścigówką (słabym z resztą), nadszedł czas, kiedy należało sobie powiedzieć „dosyć” i udać się na dalsze zwiedzanie miasteczka.

Kwietnik Ferrari - takie rzeczy tylko w Maranello. :)
Kwietnik Ferrari. Takie rzeczy – tylko w Maranello. 🙂

Rzeczą niesamowitą jest, że każda bez wyjątku caffetteria, każda trattoria, większość sklepów – nawiązuje do legendarnej marki z Maranello. Z każdej strony atakują czerwone flagi z logo „Cavallino Rampante”, a nazwy tych przybytków takie jak „Pit Stop” czy „Warm up” nie pozostawiają wątpliwości gdzie się znajdujemy. Oczywiście na pewno jest to w dużej mierze obliczone na przyciąganięcie turystów, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że mieszkańcy Maranello dumni są z legendy Ferrari. Sami z resztą są jej nieodłączną częścią, a w podzięce za rozsławienie na całym świecie ich miasteczka, ufundowali wielkiemu Enzo pomnik na rynku.

Sceny z życia Enzo.
Sceny z życia Enzo.

Wycieczka do Maranello, to dla każdego, w czyich żyłach płynie choć odrobina benzyny, coś więcej niż tylko kolejne odwiedzone muzeum. To możliwość obcowania z legendą. Pielgrzymka.

Jedno jest pewne – jeszcze tam wrócę.

 

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Kubas

Pozostałe zdjęcia z Galleria Ferrari do obejrzenia w naszej galerii: http://www.flickr.com/photos/forzaitaliapl/sets/72157621974112500/  

 

Poprzedni wpis
Ferrari w Polsce ?
Następny wpis
Il Ponte poleca

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back
Udostępnij

Pielgrzymka do Maranello…