fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Wielka Kropka – test Fiata Grande Punto 1.6 Multijet

Wielka Kropka – test Fiata Grande Punto 1.6 Multijet

grandepunto thumb

Czy niewielki, miejski samochód z silnikiem diesla może wywoływać emocje? Już na samym początku testu okazało się, że może. Redakcyjni malkontenci a priori założyli, że taka kombinacja jest nudna, do bólu pragmatyczna i tego typu pojazdami nie warto się zajmować. Entuzjaści z kolei twierdzili, że przecież takie auto powinno doskonale spełniać swoją rolę zarówno  w gąszczu miejskiej dżungli jak i na niedługich trasach, będąc przy tym oszczędne i wygodne.

Korzystając z zamieszania i kłótni wywołanej pojawieniem się w redakcji Fiata Grande Punto 1.6 Multijet, pochwyciwszy kluczyki zniknęliśmy „po angielsku” by czym prędzej przekonać się, która ze stron miała rację. W ciągu tygodnia pokonaliśmy autem 1700 km, odwiedzając Gdańsk, Warszawę i Kraków, by sprawdzić jak testowany samochód radzi sobie na drogach krajowych, autostradach (no, nie przesadzajmy, jednej autostradzie – aż tak wiele ich nie mamy) i w warunkach miejskich.

    Design
    Kiedy w 2005 roku zaprezentowano Fiata Grande Punto, na łamach wszystkich mediów motoryzacyjnych pojawiało się porównanie stylistyki samochodu do Maserati. I rzeczywiście, nie sposób nie zauważyć wyraźnej inspiracji tą marka w rysunku przedniej części Punto. Wysoko umieszczone reflektory o zwężającym się ku przodowi kształcie, duży, „uśmiechnięty” wlot powietrza – tu dla niepoznaki przecięty szerokim pasem z miejscem na tablicę rejestracyjną – to wszystko przywodzi na myśl stylistykę modeli tej szlachetnej marki takich jak choćby 4200 GT. Patrząc z boku, widzimy opadającą w kierunku maski dolną linię okien, charakterystyczne, trójkątne okienka za lusterkami wstecznymi, oraz duże, podkreślone dyskretnymi poszerzeniami nadkola. Tylna ściana pozbawiona zbędnych ozdobników, ze światłami umieszczonymi po bokach tylnej szyby nawiązuje do poprzednich generacji Punto. Całość, polakierowana metalizowanym lakierem w kolorze „Rosso accattivante” (urzekający czerwony! – to piękna nazwa, niestety na rynkach innych niż włoski kolor ten nazywa się „czerwony ska”), postawiona na 15-to  calowych alufelgach prezentuje się bardzo elegancko i dynamicznie. Oczywiście na tyle, na ile dynamicznie wyglądać może „mainstreamowe” auto klasy B – nie oczekujmy awangardy stylistycznej rodem z Ferrari 458 Italia.

    Komfort, ergonomia i inne nudne rzeczy
    Bliższe zaznajamianie się z Grande Punto zmusza do refleksji nad rewolucją jaka w ciągu ostatnich kilkunastu lat dokonała się w klasach samochodów. Grande Punto mierzy bowiem ponad 4 metry (dokładnie 4030 mm) długości i zalicza się go do samochodów miejskich. A przecież zaprezentowany 17 lat wcześniej Fiat Tipo, który mierzył niemal 10 cm mniej, uznawany był za auto rodzinne! Cóż, najwyraźniej zapotrzebowanie klientów na przestrzeń znacznie od tego czasu wzrosło, choć można by się zastanawiać dlaczego, skoro przeciętny wzrost obywatela od tego czasu specjalnie się nie zmienił. Tak czy inaczej efektem tego jest całkiem pokaźna ilość miejsca w środku. Z przodu nawet osobnikom o ponadprzeciętnym wzroście oraz tuszy będzie bardzo wygodnie. Sam, mierząc 185 cm wzrostu i legitymując się BMI na dolnej granicy normy odczuwałem wręcz nadmiar przestrzeni. Z tyłu również jest dość przestronnie. Wprawdzie z powodu opadającej w tylnej części linii dachu ocierałem lekko fryzurą o podsufitkę, ale nie wywoływało to poczucia dyskomfortu. Również przestrzeń na nogi jest wystarczająca. Samochód bezproblemowo zdał mój prywatny test – fotel kierowcy ustawiony zgodnie z moimi preferencjami nie odbierał miejsca na nogi, gdy zasiadałem po lewej stronie tylnej kanapy. Uczciwie jednak zaznaczam, że preferuję prawidłową pozycję za kierownicą – jeżeli ktoś planuje podróż za kierowcą ustawiającym oparcie w pozycji półleżącej nie powinien spodziewać się wygód. Bagażnik jest całkiem spory (275 litrów) i ma regularne kształty. Jedyna jego wada, to dość wysoka krawędź załadunku. Po złożeniu asymetrycznie dzielonej tylnej kanapy, Punto przekształca się w małą ciężarówkę – bez problemu weszło do niego 8 kół od Alfa Romeo 156.
    Ergonomia stoi na wysokim poziomie. Co najważniejsze nie ma problemów z ustawieniem pozycji za kierownicą. Fotel kierowcy oprócz standardowej regulacji wzdłużnej i pochylenia oparcia, posiada również regulację wysokości, oraz podparcia kręgów lędźwiowych (elektryczną! Fajny bajer!). Fotele są bardzo wygodne, nawet wielogodzinna podróż bez zatrzymania nie powoduje bólu pleców. Dodatkowo tapicerka w dostarczonej do testów wersji Emotion, ma bardzo ładny, „oldschoolowy” wzór. Kierownica ma duży zakres regulacji w dwóch płaszczyznach, wieniec jest gruby, z wygodnymi wypustkami w pozycji „za dziesięć druga” i obszyty jest (podobnie jak gałka lewarka skrzyni biegów) przyjemną w dotyku skóra z grubym z grubym przeszyciem. Przełączniki znajdują się tam, gdzie można się ich spodziewać, chociaż można się czepiać szczegółów. Dźwigienka kierunkowskazów ma tendencję do odbijania w drugą stronę, a jej impulsowe działanie (krótkie pociągnięcie powoduje trzy mignięcia kierunkowskazu) wydaje się fajne, dopóki nie będziemy chcieli podziękować komuś np. za przepuszczenie na trasie (naprzemienne, pojedyncze mignięcia lewym i prawym kierunkowskazem) – skończy się to i tak trzema błyśnięciami w którąś ze stron, powodując zamieszanie. Są to jednak detale, do których można się przyzwyczaić i nie wpływają one na pozytywny odbiór logicznej i przejrzystej obsługi Fiata. A że coś czasem zirytuje? No cóż, to włoski samochód, jakieś emocje musi czasem wywołać. 🙂

    Testowane Grande Punto to egzemplarz z bardzo bogatym wyposażeniem. Tak więc poza oczywistościami w rodzaju elektrycznie sterowanych szyb i lusterek czy centralnym zamkiem, na pokładzie mieliśmy do dyspozycji dwustrefową, automatyczną klimatyzację, radioodtwarzacz mp3 wraz z systemem Hi-Fi z subwooferem w bagażniku i przyciskami sterującymi w kierownicy, czujniki parkowania, komputer pokładowy oraz system Blue & Me. To ostatnie jest całkiem praktycznym gadżetem, opracowanym we współpracy z firmą Microsoft (miłośnicy Linuksa będą niepocieszeni – a może opracują swoje własne rozwiązanie Open Source? :)), który pozwala przy użyciu technologii Bluetooth bezprzewodowo połączyć się z telefonem, dając funkcjonalność bardzo rozbudowanego zestawu głośnomówiącego z możliwością czytania wiadomości SMS. Najfajniejsza jest możliwość sterowania głosem – dzięki temu można telefonować nie tylko nie odrywając rąk od kierownicy, ale nawet nie ruszając kciukiem by nacisnąć przyciski sterujące w kierownicy. Naprawdę przydatna rzecz dla tych, którzy dużo rozmawiają w czasie jazdy samochodem.
    Stylistyka wnętrza nie porywa, ale uznać ją należy za całkiem estetyczną. Materiały wykończeniowe są niezłej jakości – choć po części jest to zasługa wysokiej wersji pojazdu – plastiki w podstawowych odmianach są nieco gorsze. Zastrzeżenia można mieć do niezbyt czytelnego prędkościomierza.

    W poszukiwaniu Cuore Sportivo.
    Poszukiwanie doznań sportowych i ducha Cuore Sportivo w miejskim aucie z silnikiem diesla, wydaje się być zadaniem z góry skazanym na porażkę. Czy rzeczywiście? Przekonajmy się jak jeździ Punto.
    Po przekręceniu kluczyka (typu „scyzoryk”) w stacyjce, do życia budzi się wysokoprężna, turbodoładowana jednostka napędowa z zaawansowanym systemem wtrysku typu Common Rail Multijet, o pojemności 1.6 litra i mocy 120 KM. Jakkolwiek by nie chwalić jej relatywnie (jak na diesla) wysokiej kultury pracy, charakterystyczny klekot nie pozwala zapomnieć z jakiego typu napędem mamy do czynienia. Ruszamy. Sprzęgło pracuje bardzo lekko i bierze bardzo nisko (jak to w nowym samochodzie). Układ kierowniczy jest bardzo silnie wspomagany i do manewrów na parkingu nie trzeba przykładać dużej siły. Dodatkowo istnieje funkcja City, po włączeniu której wspomaganie działa z jeszcze większą mocą i kierownica nie stawia wtedy praktycznie żadnego oporu. Jak dla mnie – trochę zbędny gadżet, bo nawet w ustawieniu domyślnym układ kierowniczy i tak chodzi wyjątkowo lekko. Przy manewrowaniu, ujawnia się pewna wada Punto – mianowicie słaba widoczność. O ile jeśli chodzi tył samochodu ten niedostatek jest częściowo niwelowany czujnikami parkowania, o tyle zbyt grube słupki przednie znacznie przeszkadzają. Doskonałe są za to lusterka – bardzo duże, z bardzo niewielką martwą strefą.
    Przedzierając się dziurawymi i błagającymi o remont ulicami centrum Warszawy, Punto ujawnia zaskakująco dobrą jakość wykonania. Nawet ulice Emilii Plater czy Chłodną, gdzie nawierzchnia składa się z nierównej, pamiętającej chyba czasy Marszałka Piłsudskiego kostki, oraz losowo rozmieszczonych dziur i łat asfaltu, Fiat pokonuje absolutnie bezgłośnie. Ani z pracującego zawieszenia, ani z plastików w kabinie nie dobiegają żadne stuki czy trzaski. A trzeba pamiętać, że testowany egzemplarz miał już nawinięte na koła niemal 40 tysięcy kilometrów w niewdzięcznej i niełatwej roli auta prasowego. Również komfort jazdy w takich warunkach jest wysoki – samochód pokonuje nierówności bez nadmiernego bujania i nie wywołuje u pasażerów objawów choroby morskiej jak wiele bardziej miękko zestrojonych samochodów.

    Wyjazd z miasta, na kręte, tak przez nas lubiane drogi wojewódzkie i powiatowe, ujawnia dwie twarze auta. Z jednej strony znów pochwalić trzeba zawieszenie (rozwiązane klasycznie – z przodu McPherson, z tyłu belka skrętna). Samochód prowadzi się niemal neutralnie, pozwala na pewne i szybkie pokonywanie zakrętów, przechyły nadwozia są relatywnie niewielkie i wręcz można by stwierdzić, że Punto to całkiem dobre auto do pokonywania serpentyn, gdyby… No właśnie. Gdyby całej przyjemności nie odbierał układ kierowniczy. Zdajemy sobie sprawę z realiów, jakie obecnie panują. Wiemy, że zastosowanie elektrycznego wspomagania znacząco redukuje koszty produkcji, zużycie paliwa, emisję CO2 i zbawia świat. Niestety – mamy to w nosie. Dopóki takie rozwiązanie odbierać będzie 3/4 informacji o tym co mamy pod kołami będziemy narzekać, napominać i marudzić. Jesteśmy oczywiście realistami i nie oczekujemy od zwyczajnego, miejskiego autka tak bezpośrednich układów kierowniczych jak w Alfa Romeo 147 czy GT, ale wrażenia z jazdy są niepokojąco podobne do kierownicy z konsoli PlayStation. Układ kierowniczy przy wyższych prędkościach się utwardza (siła wspomagania zależna jest od prędkości), ale niewiele ratuje to sytuację. Tęsknimy za porządnymi, hydraulicznymi układami wspomagania.
    Punto za to doskonale sprawdza na się na drogach krajowych. Jazda „siódemką” składającą się zarówno z dwujezdniowych odcinków ekspresowych, gdzie ważne jest utrzymywanie relatywnie wysokich stałych prędkości, jak i odcinków jednojezdniowych, gdzie w cenie jest duża elastyczność i sprawność w przyspieszaniu niezbędnym do wyprzedzania wolniej jadących pojazdów ujawnia zalety nowoczesnego, turbodoładowanego, szesnastozaworowego silnika diesla z systemem Common Rail nowej generacji, posiadającego możliwość wielokrotnego, precyzyjnie dozowanego wtrysku paliwa do komory spalania. Nie zagłębiając się w szczegóły techniczne, pochwalić musimy (a jako miłośnikom wysokooktanowej benzyny łatwo przez usta nam to nie przejdzie) efekty zastosowania tej technologii. Przede wszystkim wrażenie robi elastyczność silnika. Podczas jazdy z jednostajną prędkością, wciśnięcie pedału gazu „do deski”, po krótkim „zastanowieniu” – czyli jakiejś sekundzie niezbędnej do rozkręcenia turbiny, samochód wystrzela do przodu i w imponującym tempie nabiera prędkości. Oczywiście, jak to w silniku wysokoprężnym, „ciąg” nie trwa zbyt długo, bowiem zakres użytecznych obrotów kończy się w okolicach 4000 obr/min, gdzie należy zmienić bieg na wyższy. A kiedy używamy już najwyższego, szóstego biegu przyspieszenie od 130 do 170 km/h na godzinę robi niesamowite wrażenie. Dzięki temu wyprzedzanie Fiatem Punto jest błyskawiczne i bezbolesne. Kabina wyciszona jest dość przyzwoicie, przy utrzymywaniu prędkości autostradowych dozwolonych Prawem o Ruchu Drogowym można swobodnie rozmawiać i nie trzeba przesadnie pogłaśniać radia. Im szybciej jednak, tym szumy powietrza opływającego nadwozie są coraz bardziej dokuczliwe, a silnik coraz bardziej natarczywie przypomina o swoim dieslowskim rodowodzie (choć zaznaczyć należy, że jest to nieco mniej zauważalne niż w innych, znanych nam, współczesnych jednostkach tego typu). Cóż, pomimo nawiązań stylistycznych, nie jest to Maserati do przemierzania Europy wzdłuż i wszerz z prędkościami wywołującymi palpitacje serca u miłośników fotoradarów i „uspokajania” ruchu. Bądźmy jednak szczerzy – w realiach panujących w Polsce trudno uznać to za wadę. Przydadzą się za to na naszych drogach skuteczne hamulce. Punto hamuje niezwykle efektywnie, a układ ABS interweniuje, dzięki Bogu, stosunkowo późno. Kontrowersje wzbudza jedynie bardzo mocne wspomaganie układu – już lekkie naciśnięcie pedału powoduje, że auto „staje dęba”. Stąd też precyzyjne dozowanie siły hamowanie jest nieco utrudnione. Co do tego, że nie wybralibyśmy Grande Punto żeby ustawiać je „z lewej nogi” przed zakrętami na Salmopolu nie mamy wątpliwości.

    Skrzyni biegów trudno cokolwiek zarzucić, aczkolwiek trudno też się nią zachwycać. Ot, jest, ma sześć przełożeń, pracuje umiarkowanie precyzyjnie, drogi lewarka są raczej długie, choć niezbyt przesadnie. Ani nie kusi, ani nie zniechęca specjalnie do jej częstego używania. Właściwie jedyną wyróżniającą i zapadającą w pamięcu cechą jest ergonomiczna, obszyta mięciutką skórą gałka.

Podsumowanie.

    Po tygodniu nadszedł czas pożegnania z urodziwym, ciemnoczerwonym „traktorkiem”. Mimo iż nie pokochaliśmy tego autka, kiedy przyszło nam się z nim rozstać, zrobiło się nieco markotno. Bo faktem jest, że z jednej strony irytowały nas różne drobiazgi, wieszaliśmy psy na układzie kierowniczym, marudziliśmy na silnie wspomagane hamulce i nie do końca potrafiliśmy (jako ortodoksyjni miłośnicy benzynowych bokserów i V-6 tek) docenić zalety wysokoprężnego silnika, ale z drugiej strony Punto bardzo dzielnie zniosło trudy testu, wożąc nas po zatłoczonych miastach, oraz mniej i bardziej dalekich trasach komfortowo i oszczędnie (z kronikarskiego obowiązku wspomnimy – średnie zużycie paliwa w teście wyniosło 6,5 l oleju napędowego na 100 km).

    Jaki jest więc werdykt? Niełatwo go wydać. Punto na pewno nie jest specjalnie wyrafinowanym samochodem i tym, którzy nade wszystko cenią ducha Cuore Sportivo do gustu nie przypadnie. Jednocześnie jest też samochodem bardzo skutecznym i efektywnym, pozwalającym przy niewielkim zaangażowaniu i wysiłku szybko, wygodnie i sprawnie poruszać się nawet na dalekie dystanse. Gdyby spróbować porównania kulinarnego – Grande Punto jest odpowiednikiem serwującej mało wyszukane, ale smaczne, pożywne i niedrogie dania kantyny w miejscu pracy. Czy to dobrze? Tak, pod warunkiem, że w niedzielę możemy pozwolić sobie na wyrafinowane danie we włoskiej restauracji. A więc, czy polecamy Grande Punto 1.6 Multijet? Tak, pod warunkiem, że na weekendowe wyprawy i track day’e przez cały tydzień czeka na nas w garażu na przykład Alfa Romeo 75 3.0 V6. W takiej sytuacji Grande Punto doskonale sprawdzi się jako praktyczny, ekonomiczny i wygodny daily driver.

Tekst: Krzysztof Kubas
Zdjęcia: Piotr Szymański

Pozostałe zdjęcia dostępne są w naszej galerii.

Poprzedni wpis
Cuore Sportivo dla początkujących - część I
Następny wpis
Historia prototypów F40

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back
Udostępnij

Wielka Kropka – test Fiata Grande Punto 1.6 Multijet