fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Z życia Fiata 500L

Z życia Fiata 500L

Fiat 500L

Słyszę kroki i krzyki. Rozpoczyna się kolejny dzień, co dziś jest? Aaa… piątek. Do garażu wbiega moja właścicielka; decybelami, jakie z siebie wydobywa, zawstydza Ferrari bez tłumika – a to wszystko by ponaglić dzieciaki. Drzwi garażu unoszą się, poranne słońce opada na moją maskę, ukazując me piękne kształty. Nie będę skromny, co tu dużo mówić, wyglądam dobrze.

Gdy mijam na ulicy auta podobnej wielkości i klasy, wydają się nudne, szare. Może to wina koloru? Jestem pokryty na biało, prócz dachu, który jest czarny. I do tego szykowne, 17-calowe buciki także z ciemnymi akcentami. Od razu widać kraj pochodzenia. Kształty i linię mam rodzinne, po starszej i mniejszej siostrze 500. U mnie literka „L” ma wiele znaczeń. Na świat patrzę zalotnie dużymi reflektorami, pod nimi małe kości policzkowe przyozdobione światłami dziennymi. Do tego z przodu mała dokładka z rogami dodająca mi zadziorności. Boczne listwy, klamki i ramki tylnych, pękatych świateł zdobi chrom. Z tyłu na dużej klapie doklejono znaczek 500L. Czcionka też jest L i ciężko tego nie zauważyć.

Fiat 500L

Do garażu wbiegają dzieciaki, otwierają drzwi i wskakują do środka brudząc butami tapicerkę. Na szczęście osoby, które mnie projektowały, przewidziały to – jest łatwa w czyszczeniu. Zaraz po zajęciu miejsc bawią się przesuwaną kanapą, zmniejszają maksymalnie bagażnik tak, by mieć jak najwięcej miejsca na nogi. A mają go naprawdę dużo, mogą swobodnie machać tymi brudnymi bucikami w powietrzu. Wsiada ich mama, odpala silnik, automatycznie dołączam światła, wystarczą póki co tylko te dzienne. Na wyposażeniu mam też system multimedialny z 5-calowym ekranem dotykowym, ale zostaje uciszony. Zapewne po wysadzeniu dzieciaków będziemy razem śpiewać złote przeboje lat 80. Ruszamy. Jak zawsze, gdy prowadzi pani domu, tryb City zostaje włączony. Podpowiadając jej dyskretnie, kiedy zmieniać biegi, bym nie spalał za dużo paliwa, jedziemy przez poranne korki. Dwustrefową, automatyczną klimatyzacją chłodzę im kabinę, słońce przyjemnie grzeje przez duże szyby. Po odstawieniu dzieci do szkoły jedzie do pracy i zostawia mnie na parę godzin pod szklanym biurowcem. Czuję, że tu pasuję, ciasne miejsca parkingowe nie są dla mnie wyzwaniem, a łatwość, z jaką się mnie parkuje, zaskakuje niejednego, a przecież mały nie jestem. To zasługa po części dużych i bardzo dobrych lusterek. Do pełni szczęścia brakuje tylko czujników.

Fiat 500L

Po paru godzinach, trochę szybciej niż zawsze, moja pani wychodzi z pracy i dosłownie wskakuje do auta. Siedzi się u mnie wysoko, do tego fotel też ma wysoko ustawiony. Ruszamy znów w miasto, zapewniam jej świetną widoczność dzięki przeszklonym słupkom A – uratowało to życie zapewne niejednemu pieszemu. Po paru minutach jazdy parkuje mnie w podziemnym parkingu centrum handlowego. Wraca dość szybko, zazwyczaj zakupy zajmują jej więcej czasu. Otwiera bagażnik, pakuje parę siatek. Co to dla mnie. Ale to chyba nie wszystko – dwoma płynnymi ruchami składa dzieloną kanapę. Do skrytki pod podłogą bagażnika wrzuca luźne pakunki, a następnie pakuje duży i ciężki karton. Chyba znów szafka z Ikei, druga w tym miesiącu. Z tego, co zauważyłem, to ludzie nie jedzą mebli, więc nie wiem, co moja rodzina robi z tymi szafkami. W drodze powrotnej marudzi, że znów musimy jechać zatankować. No cóż kochana – nic na to nie poradzę – gdybyś lepiej słuchała moich podpowiedzi, to zeszlibyśmy poniżej 7 l/100 km, a tak jesteśmy bliżej 8. Tłumaczysz, że bylibyśmy zawalidrogą, bo mam nadwagę? Ty lepiej sama spójrz na swoje fałdki, po za tym mi pilates i ćwiczenia na siłowni nie pomogą.

Fiat 500L

Po powrocie do domu nawet nie zdążył mi ostygnąć silnik, a już zostałem porwany na kolejną przejażdżkę. Niestety – to już nie jest precyzyjna i gładka dłoń mojej pani. Po mojej obszytej skórą grubej kierownicy jeździ teraz ręka jej syna – zawsze jedna. Nie wiem, skąd u niego taka maniera. Dobrze, że mam na kierownicy przyciski od radia. Podczas jego szybkiej jazdy usztywniam też trochę siłę wspomagania. Podpina pendriva pod mój system multimedialny, ustawia głośność tak, że szyby mi drgają, i rusza na miasto. Próbuje się ścigać spod świateł – zawsze przegrywa, chyba, że trafi na kogoś z przodków kuzynki 500 – 126p. Zakręty atakuje ostro i szybko, nie raz ratowałem mu skórę i ostrzegałem mrugając kontrolką ESP. Narzeka, że w łukach bujam się jak jego pijani koledzy, którzy zalegli na tylnej kanapie. No przepraszam, twoja mama woli miękkie wybieranie studzienek (których nawet nie stara się omijać, ciekawe kto później wyprostuje mi felgi) niż szaleństwa w zakrętach. Do tego może młody powinien użyć Alfy swojego ojca, która zawsze stoi obok mnie w garażu. Czasem lubi mi się przechwalać, jak to jadąc gdzieś poza granice kraju, na krętej drodze gumy jej aż piszczą ze szczęścia w szybko pokonywanych łukach, szalona jest. Po wizycie w jednym z modnych klubów ruszamy dalej, tym razem spokojnie, w rytm piosenki wykrzykiwanej przez jakiegoś „jejzeta” czy jak on go tam ma zapisanego. Lubię po wizycie w klubie łączyć się z jego telefonem. Zawsze znajdę jakieś nowe żeńskie imię. Zresztą nie raz odwoziliśmy te panie do domu, z różnymi skutkami jego podrywów. Zobaczymy, kogo tym razem zapisał: Ania była, Ewa też jest nowa tylko… Jacek? To musi być pomyłka albo barman..

Fiat 500L

Nie minęło nawet parę godzin od nocnych wędrówek z najmłodszym kierowcą, a do mnie już pakuje się ojciec rodziny. Znaczy najpierw zapakował do bagażnika torbę i parę kijków. Ruszamy za miasto po drodze zabierając ze sobą starszego jegomościa. Ten starszy pan zawsze wsiada do mnie w kapeluszu i nigdy go nie zdejmuje. Dobrze, że mam tak wysoko dach, to przynajmniej nie pobrudzi mi podsufitki. Na pustej prostej drodze ustawia mi tempomat wrzucając 6. bieg. Udaje mu się to co prawda dopiero za 3. razem, ale nie każdy musi tak dobrze zmieniać biegi, jak moja pani. Winę zrzuca na mnie, że niby mam „długi patyk precyzyjny jak średniowieczna armata”. Nie wiem co to średniowieczna armata, ale na pewno on by nie mógł jej obsługiwać. Po godzinie jazdy zjeżdżamy z równego asfaltu na jakieś dziury. Dopiero teraz dostrzegam gdzieś na horyzoncie słońce. W zakrętach doświetlam drogę halogenami, byśmy znów nie rozjechali jakiegoś jeża, jak podczas wycieczki w góry. Podczas spokojnej jazdy mogę spokojnie odetchnąć chłodnym powietrzem, wziąć 5 l z baku i spokojnie przejechać w tym tempie 100 km. Co prawda wyprzedzała mnie nawet 2-cylindrowa kuzynka Lancia, ale to się nie liczy – ona ma turbo. Później zjeżdżamy z asfaltu i jest coraz gorzej, piach, korzenie i trawa. Mam prześwit większy niż w innych autach, ale nie jestem Jeepem. Przydaje mi się w mieście do krawężników i innych niespodzianek, których jest tam sporo. Po chwili ojciec rodziny i ten starszy pan zatrzymują się nad samym jeziorkiem, otwierają bagażnik rozkładają kije, rzucają nimi w wodę i siadają. I tak z otwartą klapą stoję parę godzin, a oni w ciszy siedzą. Nie wiem po co, ale kto by zrozumiał ludzi. Jestem po to, bym im służyć, wybrali mnie bo jestem, nieskromnie mówiąc, najładniejszy w klasie. A to, że mam mniej schowków niż konkurencja? Bujam na zakrętach, a plastiki w środku czasem okazują się twardsze niż powinny? Ł»e się cenię dość wysoko? To wszystko nieważne, każdy kto choć spróbuje życia ze mną, wykrzyknie po jakimś czasie to samo co rodzina, w której żyję – 500L – po prostu Amore!

Za użyczenie auta do testów dziękujemy firmie Auto-Mobil z Wejherowa.
Zdjęcia – Agata Wika, Marcin Kuchta
Tekst – Krzysztof Wika

{gallery}Fiat/500L/galeria/{/gallery}

Poprzedni wpis
Garaż marzeń w Luzzago
Następny wpis
Poznan Motor Show

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back
Udostępnij

Z życia Fiata 500L