Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Test Purosangue na hamowni pokazał potencjał silnika V12

Test Purosangue na hamowni pokazał potencjał silnika V12

W świecie superszybkich SUV-ów cena wyjściowa to dopiero początek rozmowy. W przypadku Ferrari Purosangue kwota startowa w USA wynosi około 430 tys. dolarów, ale po zaznaczeniu kilku opcji końcowy rachunek może – jak zauważają amerykańskie media – urosnąć nawet do poziomu dwukrotnie wyższego, niż w przypadku Lamborghini Urus. Przy takich pieniądzach oczekiwania są oczywiste: samochód ma nie tylko imponować, ale wręcz sprawiać wrażenie potężnego. W tym przypadku – przynajmniej według najnowszego testu – nie ma powodów do rozczarowania.

Purosangue jest obecny na rynku od kilku lat i – zgodnie z filozofią producenta z Maranello – nie podąża ścieżką większości rywali. Zamiast doładowanego V8 pod maską pracuje 6,5-litrowe, wolnossące V12 – konstrukcja coraz rzadsza we współczesnej motoryzacji. Oficjalnie Ferrari deklaruje 725 KM oraz 716 Nm momentu obrotowego mierzonych na wale korbowym. To wartości, które już na papierze lokują auto w ścisłej czołówce segmentu.

Po raz pierwszy jednak jeden z egzemplarzy trafił na hamownię. Test przeprowadzono w Biesse Racing Bergamo, gdzie samochód został wyposażony w układ wydechowy typu Turbo catback. Założenie było proste: poprawić „oddychanie” jednostki V12 i pozwolić jej swobodniej wkręcać się na obroty – tak jak przystało na Ferrari.

Wynik robi wrażenie. Auto wygenerowało 720 KM i 732 Nm na kołach. Dla porównania – producent podaje 725 KM i 716 Nm na wale. Przyjmując konserwatywnie około 10% straty w układzie napędowym można teoretycznie mówić o wartościach zbliżających się do 800 KM na wale. Jak na rodzinnego, czterodrzwiowego SUV-a z wolnossącym silnikiem – rezultat jest co najmniej intrygujący.

Zanim jednak zaczniemy przepisywać dane katalogowe, warto zachować ostrożność. Hamownie słyną z wrażliwości na kalibrację, warunki otoczenia czy sposób mocowania auta. Różnice w odczytach nie są niczym niezwykłym. Sam wykres nie dowodzi więc jednoznacznie, że Purosangue systemowo oferuje więcej mocy, niż deklaruje producent, ani że sam wydech typu catback „odblokowuje” ukryte pokłady osiągów na poziomie supersamochodu. To raczej ciekawy sygnał niż ostateczny werdykt.

Wykres pokazuje też coś innego: aby wycisnąć maksimum z tej jednostki, trzeba ją wysoko kręcić. Szczyt mocy pojawia się dopiero przy 7630 obr./min, a maksymalny moment obrotowy – przy 6068 obr./min. Przy 4000 obr./min silnik oferuje około 370 KM i mniej niż 300 Nm momentu. To charakterystyka bliższa klasycznemu, wysokoobrotowemu gran turismo niż typowemu, turbodoładowanemu SUV-owi z potężnym „dołem”.

W praktyce oznacza to, że Purosangue nie epatuje brutalnym kopnięciem przy niskich obrotach, lecz nagradza kierowcę, który pozwoli V12 rozwinąć skrzydła w górnym zakresie skali obrotomierza. I właśnie w tym – niezależnie od marketingowych haseł – tkwi jego największa odrębność na tle konkurencji.

Autor: Tomasz Nowak

Zdjęcia: Materiały prasowe

Previous post
Crugnola i Lancia rozpoczynają nowy etap. Ypsilon Rally2 HF Integrale debiutuje we Włoszech
Next post
Porsche sprzedało w 11 dni więcej aut niż Maserati przez cały rok

No Comment

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

*

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Back
SHARE

Test Purosangue na hamowni pokazał potencjał silnika V12