Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Malta zza szyby Fiata 500

Malta zza szyby Fiata 500

Malta od wielu lat pozostaje jedną z najchętniej wybieranych destynacji podróżniczych w Europie. To najmniejszy kraj należący do Unii Europejskiej, a jego położenie na archipelagu Morza Śródziemnego oraz stosunkowo krótki lot samolotem sprawiają, że zainteresowanie tym kierunkiem nie słabnie.

Styczeń bywa w Polsce mroźny i ponury, dlatego spontanicznie zdecydowaliśmy się na krótki „city break” na Malcie — po to, by złapać oddech i słońce. Prognozy zapowiadały około 17 stopni, brak deszczu i wiatru. Brzmiało idealnie.

Dla fana motoryzacji nie mogło to być jednak standardowe zwiedzanie. Tym bardziej, że społeczność forzaitalia.pl oczekuje od takich wyjazdów również motoryzacyjnego kontekstu. Już na etapie planowania przypomniałem sobie, że od kilku lat na Malcie mieszka Cyprian — osoba niezwykle zaangażowana w świat klasycznych Fiatów 500. Skontaktowaliśmy się, a on nie tylko pokazał nam wyspę ze swojej perspektywy, ale sprawił też ogromną niespodziankę, wręczając kluczyki do swojego Fiata 500 D z prostym hasłem:

„Zwiedzajcie to, na co macie ochotę.”

Pierwsze przekręcenie kluczyka i charakterystyczny zgrzyt skrzyni biegów zwiastowały same pierwotne i dobre emocje.

Malta zza małej szyby Fiata 500

Mimo początkowych obaw wynikających z wieku auta, jego klasycznej konstrukcji oraz… lewostronnego ruchu, dość szybko zintegrowaliśmy się z duszą „pięćsetki”. Dach otwarty do końca, cztery osoby na pokładzie i w drogę.

Ze Sliemy ruszyliśmy leniwym tempem w stronę obecnej stolicy — Valletty. Dawniej funkcję stolicy pełniła Mdina, dziś będąca jednym z obowiązkowych, historycznych punktów zwiedzania.

Plan był prosty: jedziemy tam, gdzie nas poniesie. Bez mapy, bez pośpiechu. Bardzo szybko wpasowaliśmy się w klimat miasta: wąskie drogi, urokliwa zabudowa i co chwilę impuls, by zatrzymać się na zdjęcia i kadry zapisywane w pamięci.

Tak dotarliśmy do Valletty, zaparkowaliśmy na parkingu z widokiem na przepiękne zabudowania i port. Kilka zdjęć, chwila radości i rozmowy z przechodniami, których ciekawi historia auta. Pojawiają się uśmiechy, pytania i spontaniczne fotografie.

Fiat 500 okazał się czymś znacznie więcej niż tylko środkiem transportu. Stał się sposobem na zbliżenie się do wyspy i wsiąknięcie w jej rytm. Przemierzanie Malty z otwartym dachem, gdy zapach lokalnego jedzenia miesza się z wonią benzyny, a dźwięk dwucylindrowego silnika towarzyszy każdemu kilometrowi, buduje podróż w zupełnie innym wymiarze.

Fiat 500 D z 1963 roku – nie tylko środek transportu

Samochód, którym przemierzaliśmy Maltę, to Fiat 500 D z 1963 roku — szczytowy moment tej wersji. Wariant ten charakteryzuje się w pełni otwieranym, zwijanym płóciennym dachem oraz drzwiami otwieranymi „pod wiatr”, tzw. kurołapkami. Dach, poza walorami estetycznymi i wrażeniem jazdy cabrio, daje dodatkowe poczucie przestrzeni.

Mimo niewielkich rozmiarów auta, ja i trójka pasażerów czuliśmy się na pokładzie zaskakująco swobodnie. Egzemplarz był w wyjątkowym stanie zachowania — mechanicznie: silnik, skrzynia biegów i układ kierowniczy działały wzorowo. Fiat bardzo dzielnie radził sobie na wąskich ulicach i licznych przewyższeniach, których na Malcie nie brakuje.

Paradoksalnie to właśnie wąskie drogi i krótkie odcinki sprawiają, że jazda Fiatem 500 nie powoduje żadnego dyskomfortu w porównaniu do nowoczesnych samochodów. Tam po prostu nie ma gdzie się rozpędzić. Prędkości rzędu 50–60 km/h wydają się idealne do zwiedzania wyspy i uważnej obserwacji otoczenia. Bo za każdym murem i zakrętem kryją się miejsca i detale, które budują charakter tego kraju.

Kilka faktów o wersji D

W fabryce w Turynie wyprodukowano łącznie 640 520 egzemplarzy Fiata 500 D. Co ciekawe, do dziś nie ma jednoznacznych informacji, czy otwierany dach był fabryczną opcją, czy rozwiązaniem oferowanym przez zewnętrzne firmy po zakupie auta.

Wersja D wyróżniała się również zmienionym oświetleniem — bardziej zaawansowanym niż u poprzedników i jednocześnie subtelniejszym stylistycznie niż w późniejszych wersjach F, L czy R. Zmieniono także zbiornik paliwa — jego nowy kształt i położenie zwiększyły pojemność do 21 litrów oraz poprawiły przestrzeń bagażową.

Choć Fiat 500 przez cały okres produkcji zachowywał bardzo podobną formę, każda kolejna wersja wprowadzała drobne, ale istotne zmiany wpływające na komfort kierowcy i pasażerów.

Cyprian – polsko-maltańska osobowość w świecie Fiatów 500

Fiat 500, który się uśmiecha. Moja maltańsko-sycylijska przygoda z „Fiacikami” — opowieść Cypriana Iwucia

Są samochody, które podziwia się za osiągi. Są takie, które imponują technologią. I są też auta, które robią coś o wiele trudniejszego: wywołują uśmiech niemal u każdego, kto je zobaczy. Dla mnie takim fenomenem od zawsze był Fiat 500 – mały, prosty, a jednak pełen charakteru. I choć brzmi to jak banał, moja historia z „pięćsetką” zaczęła się dokładnie od jednego spojrzenia.

Pierwszy raz zobaczyłem klasycznego Fiata 500, gdy miałem 18 lat i poleciałem do Rzymu. W jednej z wąskich uliczek stał gdzieś „fiacik” — niewielki, z tą swoją opływową linią i proporcjami, które od razu budzą ciepłe emocje. Pamiętam, że pomyślałem wtedy: na świecie jest niewiele aut, które działają tak uniwersalnie. Trudno znaleźć osobę, która na widok Fiata 500 nie uśmiechnie się choćby odruchowo. Gabaryt robi swoje, ale jest w nim też coś więcej — forma, która sprawia wrażenie, jakby to samochód uśmiechał się do człowieka, a my tylko ten uśmiech odwzajemnialiśmy.

Od tamtej chwili przez kilka lat miałem jedno proste marzenie: mieć własnego Fiata 500.

Od marzenia do garażu

Kiedy w końcu mogłem sobie na to pozwolić, kupiłem pierwszego Fiata w Polsce. I tak zaczęła się moja przygoda z „Fiacikami” — przygoda, która nie była jednorazowym zakupem ani kaprysem, tylko początkiem czegoś, co z czasem zaczęło rosnąć, dojrzewać i wciągać mnie coraz głębiej.

Zacząłem czytać, poznawać różnice między wersjami, wnikać w detale, które dla postronnego obserwatora są niewidoczne, a dla pasjonata potrafią być wszystkim. Nawet taki element jak okrągły zegar w najstarszych wersjach (z wyjątkami w określonych rocznikach) potrafi zmienić postrzeganie auta — i jego pożądanie wśród kolekcjonerów. To właśnie te szczegóły sprawiają, że Fiat 500 jest jak mały świat sam w sobie: z historią, mitologią, „świętymi graalami” i egzemplarzami, które budzą emocje jak dzieła sztuki.

W pewnym momencie mój pierwszy Fiat przestał być tylko klasykiem do jazdy „dla frajdy”. Podjąłem decyzję, że chcę go przerobić na Fiata elektrycznego. Projekt konwersji na napęd elektryczny (w moim przypadku z założeniem użycia baterii Tesli) okazał się jednak dużo bardziej czasochłonny, niż się spodziewałem. Do dziś nie jest ukończony — i uczciwie: to w dużej mierze moja wina, bo życie, inne projekty i priorytety potrafią skutecznie rozciągnąć nawet najbardziej ekscytujące plany. W międzyczasie kupiłem drugiego Fiata — 500L — i kolekcja zaczęła się rozrastać małymi krokami.

Malta: nie tylko słońce, ale też ludzie i mechanicy od „pięćsetek”

Jakiś czas później podjęliśmy rodzinną decyzję o przeprowadzce na Maltę. Malta to dla wielu ludzi klimat, morze, styl życia. Dla mnie — oprócz tych oczywistych plusów — była jeszcze jedna rzecz: społeczność i zaplecze wokół klasycznych Fiatów 500.

Zanim wybraliśmy Maltę, sprawdziłem, czy w ogóle istnieje tam środowisko „pięćsetek”. Zastanawiałem się: jeśli zabiorę ze sobą Fiata, to kto się będzie nim zajmował? Czy są mechanicy, którzy znają te auta? Czy da się normalnie funkcjonować z klasykiem na wyspie?

Okazało się, że tak — i to nawet lepiej, niż sądziłem. Na Malcie są ludzie mocno wyspecjalizowani w renowacji, naprawie i serwisowaniu Fiatów 500. To było dla mnie ważne, bo w klasycznej motoryzacji pasja kończy się tam, gdzie kończy się możliwość realnej opieki nad autem.

W czasie covidu kupiłem Fiata w Neapolu — model 500 D. To właśnie ten egzemplarz, który później udostępniłem chłopakom podczas ich wycieczki na Maltę. I to też auto, którym — mam wrażenie — przejechałem najwięcej kilometrów ze wszystkich Fiatów w mojej kolekcji.

Classic Fiat 500 Group Malta – społeczność, która żyje

Na Malcie działa bardzo aktywna grupa miłośników tych aut: Classic Fiat 500 Group Malta. To może nie formalny klub w sensie papierów i legitymacji, ale społeczność, która funkcjonuje jak klub z prawdziwego zdarzenia.

Spotkania odbywają się od kilku do kilkunastu razy w roku. Czasem są to wydarzenia dedykowane stricte Fiatom 500, czasem udział w większych zlotach klasyków. Raz do roku odbywa się międzynarodowy zlot Fiatów 500 na Malcie — już w tym roku będzie to szósta edycja. To duże wydarzenie: zwykle bierze w nim udział około 100–150 „Fiacików”, przy czym sporą część stanowią auta, które przypływają do nas z Włoch, głównie z Sycylii. Zdarzają się też wyprawy z dalszych rejonów — w zeszłym roku przyjechała na przykład ekipa z Rzymu, co jak na takie auta jest już naprawdę solidną ekspedycją.

Sycylia: kolebka, tuning i „religia Abartha”

Dwa razy w roku nasza maltańska grupa bierze udział w tzw. raduno na Sycylii — zlotach (wł. raduno, czyli zjazd, zlot) dedykowanych w całości Fiatom 500. Sycylia ma w tej historii miejsce wyjątkowe. Można powiedzieć, że — obok fabrycznych rejonów północy Włoch — to jedno z tych miejsc, gdzie Fiat 500 naprawdę „zmotoryzował” ludzi. Tam tych aut było zawsze mnóstwo — i do dziś widać, jak mocno są zakorzenione w lokalnej kulturze.

Na takie wyjazdy płyniemy katamaranem. Najczęściej jedzie nas grupa 10–15 Fiatów. Pamiętam zlot w zeszłym roku w Noto — przepięknej, urokliwej miejscowości — i to charakterystyczne wrażenie, które wraca za każdym razem: maltańskie auta bardzo różnią się od sycylijskich.

Na Sycylii króluje tuning. Ludzie uwielbiają przeróbki: silniki, skrzynie, wnętrza, poszerzenia, nowe felgi, tłumiki, aerografie. Każdy egzemplarz potrafi wyglądać zupełnie inaczej, bo wszystko zależy od pomysłu i budżetu właściciela. Do tego dochodzi jeszcze jedna „religia”: Abarth. Oryginalnego Abartha spotkać tam jest bardzo trudno (na tych zlotach jeszcze mi się to nie zdarzyło), ale replik i aut „obklejonych” skorpionem jest mnóstwo. Logo Abartha potrafi być dosłownie wszędzie.

Na Malcie jest inaczej. U nas częściej wygrywa autentyczność: zachowanie klasycznej formy, spójność, renowacje w duchu oryginału. Jest mniej tuningu, a więcej dbałości o to, by „Fiacik” pozostał sobą. Gdy przyjeżdżamy na Sycylię, w pewnym sensie wyróżniamy się — jednolite kolory, klasyczny charakter, często „czysta” stylistyka. I właśnie to zderzenie dwóch podejść jest fascynujące, bo pokazuje, jak jedno auto może żyć w zupełnie innych kulturach motoryzacyjnych.

Abarth: marzenie, rozczarowanie i decyzja o stworzeniu czegoś jedynego

Nie będę udawał, że tuning nigdy mnie nie kusił. W pewnym momencie sam zapragnąłem mieć Abartha. I udało mi się kupić oryginalnego Abartha 695 SS Assetto Corsa — specyfikację wyścigową. Nabyłem go w Holandii i włączyłem do kolekcji.

Tyle że rzeczywistość bywa brutalna: to auto było po prostu zmęczone. Wyścigowe, zużyte i bardzo zawodne. Zamiast czystej radości było więcej frustracji, niż chciałem przyjąć.

Wtedy podjąłem decyzję, która nie każdemu fanowi klasyków przypadnie do gustu: przebudować ten samochód w miejscu, które kojarzy mi się z „kolebką tuningu” — na Sycylii. Chcę go uwspółcześnić i zbudować absolutnie unikalnego Abartha, jedynego w swoim rodzaju. Wiem, że w świecie klasycznej motoryzacji są różne szkoły — jedni bronią oryginału jak relikwii, inni widzą w klasyku bazę do stworzenia czegoś osobistego. Ja wybrałem tę drugą drogę, bo zależy mi, żeby ten Abarth dawał emocje, a nie tylko stał i „ładnie wyglądał”.

Vetri Fissi: Fiat 500 jako biały kruk

W mojej kolekcji jest też auto, które ma wymiar niemal symboliczny: Fiat 500 N z 1957 roku w wersji Vetri Fissi (Fixed Windows), czyli z tzw. stałymi oknami — bez korbek w bocznych szybach. To pierwsza wersja Fiata 500, bardzo limitowana, produkowana właściwie tylko przez pierwsze 2–3 miesiące. „Golas”, siermiężny, toporny, z mniejszą pojemnością i mocą, a dziś — jeden z najbardziej pożądanych egzemplarzy na świecie.

Szacuje się, że zachowało się ich naprawdę niewiele — być może kilkadziesiąt, a może 20–30 sztuk. Ten egzemplarz kupiłem od prezesa klubu Fiata (i w ogóle włoskiej motoryzacji klasycznej) w Szwecji. Przeszedł gruntowną renowację i na tę chwilę znajduje się w Polsce.

To auto przypomina mi, że Fiat 500 jest jednocześnie masowy i elitarny. Masowy — bo zmotoryzował Włochy. Elitarny — bo w swoich najwcześniejszych i najrzadszych odmianach potrafi być białym krukiem jak klasyczne Ferrari, tylko w zupełnie innej skali.

Fiat 500 jako wejście do świata klasyków

Uważam, że Fiat 500 jest jednym z najbardziej unikalnych zabytkowych samochodów pod jednym praktycznym względem: to idealny punkt wejścia do świata klasycznej motoryzacji. Ogromny wybór części, sklepy specjalistyczne, książki, materiały, wiedza, społeczność. Do tego relatywnie przystępne koszty zakupu i utrzymania w przypadku bazowych wersji.

Oczywiście — nie mówię tu o rzadkich odmianach typu Vetri Fissi czy o oryginalnych Abarthach. Ale zwykłego, klasycznego Fiata 500 da się mieć bez poczucia, że to „drogie hobby dla wybranych”. Właśnie dlatego wiele osób, które wcale nie miały wcześniej wielkiej pasji do klasyków, decyduje się na „Fiacika” — bo to auto, które po prostu daje radość i jest do ogarnięcia.

A przy tym pozostaje samochodem prostym. Prostym w budowie, prostym w naprawach, zaskakująco dzielnym.

300–500 km dziennie i kondensator w kieszeni

Wyjazdy na Sycylię to nie są „przejażdżki wokół komina”. Podczas raduno robimy często 300–500 kilometrów. I tak — zwykle jakiś samochód się zepsuje. Ale nigdy nie zdarzyło się, żeby była to awaria na tyle poważna, by nie dało się jej ogarnąć po drodze.

Najczęściej psuje się kondensator — mały element, który nie lubi wysokich temperatur, a na Sycylii temperatury potrafią dać w kość. Jesteśmy już w klubie „nauczeni” i właściwie każdy wozi po kilka kondensatorów na zapas. Poza tym zawsze jest wśród nas co najmniej dwóch mechaników-pasjonatów. A na samej Sycylii mechaników z sercem do tych aut jest mnóstwo.

Pamiętam sytuację, gdy zepsuł mi się kondensator. Podszedł do mnie Włoch, powiedział, żebym się niczym nie przejmował, że jest mechanikiem, że buduje takie silniki na co dzień, a ja mam iść spokojnie zjeść obiad — on w tym czasie zajrzy do auta i ogarnie temat. To jest właśnie piękno tych zlotów: obok samochodów najważniejsi są ludzie.

Co mi dają „Fiaciki”?

Nie jeżdżę Fiatem 500 na co dzień, ale na Malcie robię nim co roku przynajmniej kilkaset kilometrów. Dla mnie to nie jest tylko hobby „do garażu”. To sposób patrzenia na motoryzację — szczególnie klasyczną — w której liczy się emocja, prostota, kontakt z maszyną i z ludźmi.

Fiat 500 ma w moim życiu rolę, której trudno nadać jedną etykietę. To spełnione marzenie osiemnastolatka. To pretekst do przyjaźni i podróży. To społeczność na Malcie, która żyje i działa. To Sycylia, gdzie każdy „Fiacik” jest inny, a Abarth jest niemal mitycznym symbolem. To wreszcie kolekcja, w której obok klasycznych wersji jest też Vetri Fissi — mały kawałek historii motoryzacji.

I chyba najważniejsze: to auto, które naprawdę potrafi poprawić człowiekowi humor. Nawet jeśli stoi tylko na ulicy. A czasem właśnie o to w motoryzacji chodzi najbardziej.

Zakończenie

Po intensywnym weekendzie na Malcie, z Fiatem 500 w tle, łatwo zauważyć, że pasje — niezależnie od tego, jakie są — potrafią budować piękne, bezinteresowne społeczności. Dla jednych Fiat 500 jest zabawką, dla innych przyjemnością, inwestycją albo sposobem na oderwanie się od codzienności. Dla wszystkich jednak jest pretekstem do zwolnienia.

Bo nie zawsze chodzi o to, skąd się jedzie ani dokąd, ale o to, w jakim stylu. Malta i Fiat 500 to połączenie idealne. Podróż w takich okolicznościach ma zupełnie inny wymiar — refleksyjny charakter wyspy i prostota „pięćsetki” uczą uważności, obserwacji i bycia częścią miejsca, a nie tylko jego gościem.

Autor: Jakub Gołębiewski, Cyprian Iwuć Zdjęcia: Jakub Gołębiewski

Previous post
Ducati Factory Made: personalizacja Multistrady V4 prosto z linii produkcyjnej
Next post
Fiat Grande Panda najlepszą hybrydą w plebiscycie Auto Lider 2026

No Comment

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

*

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Back
SHARE

Malta zza szyby Fiata 500