Wraz z niedawnym odejściem Brigitte Bardot świat stracił coś więcej niż wybitną aktorkę – pożegnał ostatnią wielką ikonę, która definiowała blask Lazurowego Wybrzeża. B. B., czołowa twarz francuskiej nowej fali i symbol wyzwolenia lat 60-tych, przez lata kojarzona była z luksusem życia tamtych czasów. Choć sama była ambasadorką francuskiego stylu, w jej filmach i życiu prywatnym to właśnie włoskie maszyny często kradły show, tworząc duet idealny z jej magnetyczną urodą.
Alfa z wyższej półki
Jednym z najsłynniejszych filmów, w którym artystka występowała u boku włoskiej maszyny był film Jeana-Luca Godarda pt. „Pogarda” z 1963 roku. Czerwona Alfa jest praktycznie trzecim bohaterem filmu. Sceny, w których Bardot podróżuje tym kabrioletem po krętych drogach Capri, przeszły do historii kina jako kwintesencja stylu dolce vita. Roczny wówczas kabriolet śmiało można było nazwać „większą Giuliettą”, której prywatnie używał przez jakiś czas Jacques Charrier – mąż aktorki oraz ojciec jej jedynego dziecka.

Samochód wyróżniał się przede wszystkim rzędowym, sześciocylindrowym silnik i nadwozie stworzone przez studio Carrozzeria Touring. 2,6-litrowa jednostka z podwójnym wałkiem rozrządu rozwijała moc 145 KM. Choć maksymalnie wóz mógł rozwijać prędkość rzędu 185 km/h, znacznie przyjemniej podróżowało się nim nieco wolniej, sunąc z otwartym dachem tuż koło tonącej w słońcu nadmorskiej promenady.

Godard, jako wizjoner, użył czerwieni Alfy, by kontrastowała z błękitem morza i nieba oraz żółtymi akcentami, które często pojawiają się w kadrach. Samochód ten reprezentuje świat producenta filmowego, Prokoscha – świat pieniędzy i pozornego prestiżu, w którym Camille czuje się coraz bardziej zagubiona. Trudną do obejrzenia dla fanów Bardot, jak i prawdziwych alfisti fragmentem filmu jest jego ostatnia scena, gdy rozpędzona Alfa Romeo wjeżdża prosto w naczepę ciężarówki.
Najpiękniejsza Lancia lat 50-tych?
Lecz nie tylko Alfy Romeo były wówczas ulubionymi samochodami Bardot. Kamieniem milowym w historii jej kariery był film „I Bóg stworzył kobietę” (1956), którego reżyserem był pierwszy mąż artystki, Roger Vadim. Niewątpliwie jednym z ciekawszych pojazdów przewijających się w ponadczasowym dziele kinematografii była biała Lancia Aurelia Spider B24S.

Można rzecz, że w połowie lat pięćdziesiątych wóz był luksusem dla wybrańców, gdyż powstało ich zaledwie 761 sztuk tej wersji. Pojawiająca się w filmie Lancia prywatnie należała do samego Vadima, który uwielbiał sportowe samochody. Urokliwe dzieło Pininfariny przypadło też do gustu młodej Brigitte, która była często fotografowana w towarzystwie modnego kabrioletu. Co ciekawe, w tamtym okresie artystka poruszała się równie niebanalną Simcą 8 Sport Cabriolet, która według niektórych źródeł miała być jej pierwszym samochodem.

Włoska sztuka kabrioletów
Choć najsłynniejszym kabrioletem, w którym fotografowano uroczą Brigitte było jej Renault Floride (które pieszczotliwie nazywała „kurczaczkiem”), światowej sławy gwiazda zapamiętana została z uczestnictwa w kampanii reklamowej równie ciekawej maszyny. Była nią otwarta wersja Lancii Flavii, za której kobiece wręcz linie karoserii odpowiadało studio Vignale. Samochód idealnie wpisywał się w ówczesny kanon mody, a do tego miał cztery miejsca. Przemyślanym rozwiązaniem było zastosowanie tylnych świateł z modelu Berlina, które wyjątkowo dobrze współgrały ze stylem karoserii. Prócz tego pozwoliło to zaoszczędzić nieco kosztów produkcji.

Filigranowy samochód napędzał czterocylindrowy, półtoralitrowy bokser o mocy 90 KM. Jak na niską masę Lancii był to naprawdę dobry wynik. Ponadto, auto posiadało przedni napęd, który w tamtym okresie uznawano za niezwykle innowacyjne rozwiązanie. Według niektórych pogłosek, jeden z egzemplarzy takiej Lancii miał zostać podarowany samej Bardot, która widziana była za jego kierownicą w Paryżu. Może być w tym sporo prawdy, ponieważ artystka przez lata nie kryła sympatii do marki założonej przez Vincenzo Lancię. Parę lat wcześniej sfotografowano ją w towarzystwie równie ekskluzywnej Flaminii podczas górskiego wypadu w okolice Cortiny d’Ampezzo.
Mityczne Ferrari
Zgoła innym, choć równie niebanalnym samochodem Rogera Vadima było Ferrari 250 GT California Spider. Wyprodukowany w 1959 roku wóz obowiązkowo posiadał otwierany dach, który w klimacie Saint-Tropez był zazwyczaj rozłożony. To właśnie tam, na początku lat sześćdziesiątych, srebrne Ferrari przyciągało uwagę wszystkich paparazzi fotografujących znane w świecie celebrytów małżeństwo. Swego czasu krążyła nawet plotka, że Brigitte Bardot była pierwszą blondynką, którą widziano za kierownicą tego właśnie modelu Ferrari!
Wśród pasjonatów motoryzacji z Maranello nie ma chyba osoby, która dałaby się oprzeć symfonii 250-konnego silnika V12, który starannie „opakowano” w stylowe nadwozie. Jakież wrażenie musiał on wywoływać, stojąc zaparkowany tuż przed urokliwie położoną willą artystki – słynną „La Madrague”… Kilkanaście lat temu, zachowany w zniewalającym stanie pojazd został sprzedany za rekordową sumę ponad 4 milionów euro.
Vespa na cztery kółka
Jak wiadomo nie od dziś – miejskie samochody od wielu lat zajmują specjalne miejsce w sercach Europejczyków. Gdy włoskie ulice podbijał kultowy Fiat 500, a niemiecki Volkswagen Garbus świętował kolejne sukcesy sprzedażowe, na rynek małych i tanich samochodów wkroczyła Vespa model 400. Niespełna trzymetrowy pojazd był owocem francusko-włoskiego romansu technicznego firm ACMA oraz Piaggio. Opływowe nadwozie (dostępne w pastelowych kolorach) zdobił przede wszystkim rozsuwany dach, który był świetnym gadżetem na letnie miesiące. Nikogo nie odstraszał nawet 14-konny dwusuw, którego klekot dobiegał zza tylnej klapy. Liczył się głównie styl i brak stresu związanego z poszukiwaniem miejsc parkingowych!
Modnym wtenczas mikrosamochodem zainteresowała się również Brigitte Bardot, która chętnie uczestniczyła w jego promocji. Ba! Pewnego razu artystka została przyłapana przez fotoreporterów w towarzystwie lekko zmęczonej uszkodzonej Vespy, którą podróżowała z Bobem Zagurim, swoim ówczesnym partnerem. To właśnie ten kontrast – posągowej urody Bardot i poturbowanego, miniaturowego autka najlepiej oddawał ducha tamtej epoki. Vespa nie musiała lśnić na salonach, by stać się ikoną. Wystarczyło, że oferowała wolność, której nie potrafiły dać nawet najdroższe limuzyny, i to w samym sercu tętniącego życiem Saint-Tropez.
Nieprzemijająca ikona
Brigitte Bardot i włoska motoryzacja stanowiły związek idealny – pełen temperamentu, nieoczywisty i bezapelacyjnie stylowy. Niezależnie od tego, czy była to sportowa Alfa Romeo, czy poobijana Vespa, każde z tych aut zyskiwało przy niej drugą, niemal mityczną tożsamość. Dziś samochody te są kapsułami czasu. Przypominają nam, że prawdziwa klasa nie polega na posiadaniu najdroższego modelu, ale na umiejętności czerpania radości z każdej mili przejechanej z otwartym dachem pod błękitnym niebem Capri czy tonącego w dźwięku cykad Saint-Tropez.
Tekst: Marcin Zachariasz
Zdjęcia: www.media.stellantis.com
No Comment