fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Turyn 2010!

Turyn 2010!

torino2010

Włoskie drogi podbite przez grupę miłośników Fiata Barchetty z Polski. Sprawdź jak relacjonują swoją wyprawę!

 

Dzień 1: Wrocław – Innsbruck, 880 km
Start wyjazdu nastąpił 29 czerwca z Wrocławia, zebrani przy Aquaparku, po krótkiej sesji zdjęciowej ruszyliśmy w stronę granicy z Niemcami. Dzień ten był typowo transferowy. Zadaniem było przejechanie jak najszybciej tego nudnego i płaskiego odcinka. Pozytywne było to, że przez całą drogę mieliśmy słońce no i oczywiście podróżowaliśmy top down :). Około godziny 20:00 dojechaliśmy do malowniczego Innsbrucka, gdzie po szybkim odświeżeniu rozpoczęliśmy zwiedzanie stolicy Tyrolu. Po krótkim spacerze dotarliśmy na Stare Miasto gdzie zjedliśmy …. włoską pizzę :). Dzień był „samochodowy” i kładąc się spać już nie mogliśmy się doczekać tego co na nas niedługo czekało!!

Dzień 2: Innsbruck – Arco – Riva del Garda – Peschiera del Garda , 310 km
 Drugi dzień zaczęliśmy wcześnie rano.. Spakowani wystartowaliśmy w strugach deszczu w stronę słonecznej Italii. I faktycznie. Po przekroczeniu Alp, jak ręką odjął. Deszcz się zakończył. Szybka zmiana na top down tuż za bramkami autostrady i kolumną 14 aut wjechaliśmy na lokalne drogi Włoch…. Nic jednak nie zapowiadało problemów haha. Pogubiliśmy się na pierwszym rondzie. Wspaniałe widoki Gardy, piękne słońce, brak dachu i cabrio spowodowały że gdzieś na bok zarzuciliśmy dyscyplinę kolumny czy organizację. Podzielni na kilka małych grupek, wspierani w nawigacje MIO, zaczęliśmy objeżdżać jezioro Garda. To był początek wyjazdu a większość i tak już osiągnęła cel. Jazda bez dachu we Włoszech. Po drodze mijało nas dużo zorganizowanych grup, takich jak Klub Ferrari czy Vespy. Ł»yczliwe powitania, urocze „klaksoniki” Vesp i jedziemy dalej. Dotarliśmy w końcu do naszego kampingu w Peschiera del Garda. Szybkie odświeżenie, zakupy i wieczorna integracja… Integracja towarzyszyła nam do końca wyjazdu i była niesamowita.

 
Dzień 3: Peschiera del Garda – Sirmione – Werona – Peschiera del Garda, 90 km
Dzień 3, po nocnej integracji rozpoczął się dosyć późno, ale też nie był potrzeby zrywać się rano. Śniadanie z lokalnych smakołyków – szynka parmeńska, mortadela, speck i plażowanie nad jeziorem Garda. To była potrzebna chwila odpoczynku przed wieczornym zwiedzaniem Werony. Część grupy wybrała się do malowniczego Sirmione. Wspaniały zamek, piękne miejsce i niesamowity tłum ludzi. Jeszcze inni w tym samym czasie spędzali dzień na podnoszeniu sobie dawki adrenaliny w Garda Landzie – parku rozrywki z roller-costerami, tajemniczymi wyspami czy zapierającymi dech w piersiach wodnymi zjeżdżalniami. Wieczorem wspólne zwiedzanie Werony, jazda kolumną (po raz pierwszy blokady rond, zastawki, zatrzymywanie ręką zdumionych kierowców), lasagna w restauracyjkach wtulonych w wąskie uliczki starego miasta. Jednym słowem kwintesencja Włoch. A wieczorem…. No cóż. Można jedynie dodać że już świtało….
 
 
Dzień 4: Peschiera del Garda – Iseo – Peschiera del Garda, 215 km
 To chyba jeden z najpiękniejszych dni jeśli chodzi o widoki. Iseo to wyjątkowo bajkowe jezioro i brawa dla Salema- organizatora trasy – za wybranie tego miejsca. Po przebiciu się przez zatłoczone autostrady dotarliśmy do promu pasażerskiego w miejscowości Sulzano, który zawiózł nas na wyspę Monte Isola. Nie wiem czy kiedykolwiek kąpałem się w tak zimnej wodzie, ale widok na wyspę z zamkiem gotyckim rekompensował wszystko. Po powrocie z tej bajkowej krainy zjedliśmy kolację w stylu włoskim czyli pasty, pizze i wino. Dzień był bardzo „intensywny” i bogaty we wrażenia. Jednocześnie był to ostatni dzień nad jeziorem Garda. Rano mieliśmy już wyjeżdżać do Mediolanu a następnie szybko zmienić klimat na bardziej morski. 
 
Dzień 5: Peschiera del Garda – Monza – Mediolan – Albenga, 380 km
 Kolejny, drugi dzień transferowy, jednak z nutką wysokiej kultury i wspaniałych widoków. Po śniadaniu, szybkim łyku Burna oraz rozliczeniu kampingu wyruszyliśmy w stronę Mediolanu. Nudna podróż i szybkie zwiedzanie. Katedra, pasaż handlowy, La Scala. Mediolan przywitał nas tłokiem na ulicach i skwarem, ale też niezapomnianymi wrażeniami. Jak zwykle część grupy postanowiło rozszerzyć program kulturalny i podjechali na tor Monza. Odbywające się akurat wyścigi pomogły lepiej poznać ten kultowy tor wyścigowy. Po opuszczeniu Mediolanu skierowaliśmy się w stronę Genui a następnie Albengi. Zmiana miejsca i regionu była zauważalna od razu, skaliste wybrzeża, najwspanialsza autostrada Włoch, niesamowite zakręty i ciągła jazda bez dachu. Szybkie zakwaterowanie na kampingu i zwiedzanie Albengi, zakupy. Wieczorem jak zwykle omawianie wrażeń, dyskusje, śmiech i włoskie wino. 
 
 
Dzień 6: Albenga – Monaco- Albenga, 250 km
 Wstając rano aż nie chciało się wierzyć ze to już 6 dzień naszego wyjazdu. Jednak ten dzień to była prawdziwa gratka dla fanów formuły 1 jak też facetów (niesamowite samochody) i kobiet (niesamowite sklepy). Monaco – przybywamy!. Jak zwykle grupowa jazda na autostradzie i jak zwykle pogubiliśmy się w centrum. O dziwo wszyscy dotarli na jeden i ten sam parking co w Monaco nie jest zadaniem łatwym. Każdy kto był w Monaco wie że zwiedzanie tego miasta to czysta przyjemność. Wszystko jest blisko i w zasięgu kilku kroków. Obowiązkowe zakręty F1, obowiązkowa marina i małe espresso przy jachtach a także sklepy Ferrari czy serwis Ferrari :). Piękny dzień. Po powrocie smaczne muszle w Albendze oraz … ogłoszenie zaręczyn Lobo i Doti!! Jeszcze raz serdeczne gratulacje!!
 
Dzień 7: Albenga – Portofino – Genua – Albenga, 260 km
 Po wrażeniach z Monaco część za nas postanowiła poświęcić ten dzień na plażowanie. Wybranie na tą formę wypoczynku jednej z piękniejszych plaż Wybrzeża Liguryjskiego w miejscowości Alassio było dobrym pomysłem. A jeszcze lepszym towarzystwo Świętego i Nerona. Chłopcy tak się rozkręcali wraz z opróżnianymi karafkami białego schłodzonego wina, że wkrótce otaczał ich kordon ludzi trzymających się ze śmiechu za brzuchy. Ale to nie jedyne co działo się tego dnia. Część postanowiła jednak zajrzeć do ślicznego Portofino i portowej Genui. Wymiana wspólnych wrażeń jak zwykle przy baniaczkach czerwonego stołowego wina oraz smażonych przez Beatę krewetkach wieczorem. 
 
 
Dzień 8: Albenga – Como – Livigno, 436 km
 Rozliczenie z kampingiem, oraz szybkie pakowanie pozwoliło nam dosyć szybko wyruszyć w trasę do jednego z najdziwniejszych miast świata – Livigno. Miasteczko położone we włoskiej części Alp jest tak niesamowicie urokliwe a położenie pomiędzy pasmami gór i dostęp poprzez przełęcze lub jeden jedyny tunel (a także strefa wolnocłowa) sprawiają że człowiek czuje się jak w raju. Paliwo poniżej 1 euro za litr, pyszna pizza, drewniane domki i wysokie Alpy zatykają dech w piersiach. Szkoda jedynie że na poznanie tego miejsca mieliśmy tak mało czasu. No ale jezioro Como z promem, przełęcz Bernina, śnieg w czerwcu zdecydowanie rekompensują tą niedogodność. Na pewno jednak tam wrócimy. Dzień ten był z jeszcze jednego powodu wyjątkowy. W miejscowości Como spotkaliśmy się z projektantem Fiata Barchetta – Panem Andreasem Zapatinasem. Pan Zapatinas najpierw spędził godzinę czasu na rozdawaniu autografów gdzie się tylko dało (niektóre barchetty podniosły wartość o kilka tysięcy złotych dzięki podpisom), potem godzinę na fotografowaniu się z nami a na sam koniec zjedliśmy wspólnie lody, popiliśmy kawą i colą i … do Szwajcarii…
 
 
 
Dzień 9: Livigno – Stelvio Pass – Wrocław, 1045 km
 Obudziliśmy się wiedząc, że ta wspaniała przygoda się kończy. To ostatni dzień naszego wyjazdu. Jednak Salem nie byłby sobą, gdyby nie zaplanował na ten dzień czegoś ekstra. Swoistej wisienki na torcie. Stelvio Pass. Nie trzeba nikomu chyba tłumaczyć co to jest! To trzeba zobaczyć! A kto nie widział… niech żałuje!!! Na zachętę tylko dodam że strefa bezcłowa i celnicy na granicy ze Szwajcarią „pomogły” Neronowi i Gosi dłużej „cieszyć się” Włochami a na samym szczycie przełęczy Stelvio okazało się że nie ma…. przejazdu :). Niestety w czerwcu przejazd uniemożliwił nam zalegający na drogach… śnieg… Było bosko!!
 
 
 
 
 
Nadesłał: Łukasz Boguszewski, http://barchetta-club.pl
 
Od redakcji: gratulujemy wspaniałej przygody! Klub już szykuje się do przyszłorocznej wyprawy do Toskanii a my przypomnimy poprzednie materiały o akcji Turyn 2010: 
 
 
Poprzedni wpis
Edizione Limitata!
Następny wpis
Projektant Giulietty w Polsce!

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back
Udostępnij

Turyn 2010!