fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Gigi Villoresi

Gigi Villoresi

Gigi Villoresi

Wśród włoskich kierowców wyścigowych od lat 30-tych do 50-tych trudno znaleźć takich, którzy na tym, czy innym etapie swojej kariery nie startowali na Alfa Romeo. Może Alberto Ascari, poruszający się po trójkącie Maserati – Ferrari – Lancia (choć jeden jedyny wyścig za kierownicą Alfy by się znalazł), może Giovanni Bracco, bracia Marzotto? Wśród sław pierwszej wielkości tylko Luigi Villoresi. I to nie przez przypadek. Luigi znienawidził Alfa Romeo – nie tyle samochody, co firmę. Przysiągł sobie, że nigdy nie będzie startował autami tej marki. Słowa dotrzymał

Aby zrozumieć, jak do tego doszło, trzeba przypomnieć tragiczny dzień 19 czerwca 1939 r. Emilio, młodszy brat Luigiego, w tym okresie już zawodnik zespołu Alfa Corse, brał udział w dniu testów Alfy 158 na torze w Monza. Wyścigówki wypróbowywano po modyfikacjach wprowadzonych w odpowiedzi na porażkę poniesioną miesiąc wcześniej w Grand Prix Trypolisu (dublet Langa i Caraccioli na Mercedesach W165).

Za kierownicą testowanego bolidu zmieniali się Nino Farina, Mimi Villoresi i młody Giordano Aldrighetti, początkujący jako kierowca wyścigowy po świetnej karierze wyczynowego motocyklisty. Wczesnym popołudniem, po krótkim, piknikowym posiłku, Villoresi jako pierwszy wrócił na tor. W czasie jazdy nagle zasłabł – być może wskutek upału, ostrego słońca i pośpiesznie przełkniętego jedzenia. Alfa wypadła daleko poza tor, a kierowca zginął na miejscu.

Villoresi

Villoresi

„Taka była wersja oficjalna, podana przez zespół” – komentował wiele lat później Luigi.- „Nie uwierzyłem w nią i uparcie starałem się dotrzeć do prawdy. Po wypadku samochód natychmiast zabrano z Monzy. Zniknął bez śladu, jak gdyby było coś do ukrycia. Z różnych napomknień, aluzji i przemilczeń wywnioskowałem, że gdyby Emilia natychmiast przewieziono do szpitala, zamiast tracić czas na maskowanie tego, co się zdarzyło, miałby szansę przeżyć. Silne uderzenie w klatkę piersiową spowodowało prawdopodobnie wewnętrzny krwotok tętniczy, z czego nikt nie zdawał sobie sprawy”.

„Dopiero po 40 latach Consalvo Sanesi przyznał mi się, że wie, co się wtedy stało. Mój brat Emilio wyleciał z trasy na szybkim prawym zakręcie kończącym prostą przed trybunami, po tym, jak w samochodzie pękła kolumna kierownicy.”

***

Gigi Villoresi, mający za sobą starty na Lanciach, Ansaldo, Fiatach (najczęściej 508 CS Balilla), Maserati, a nawet na unikatowym Fiacie-Stanguellini, po przeżyciu tej rodzinnej tragedii nigdy nie usiadł za kierownicą Alfa Romeo. Po wojnie, jako członek Scuderia Ambrosiana, startował samochodami spod znaku trójzęba Neptuna, do maja 1949 r., gdy przejściowy kryzys modeńskiej fabryki (zamkniętej na prawie pół roku) skłonił go, by wraz z Ascarim przejść do konkurencji, do Maranello. W 1954 r. kolejna wolta – obaj przyjaciele poczuli się źle potraktowani przez Ferrariego przy odnawianiu kontraktu i przeszli do Lancii. Czasami, gdy Gianni Lancia nie miał dla nich odpowiedniego sprzętu, godził się wypożyczać ich do Maserati. Wreszcie, Gigi kilka razy wystartował samochodami Osca. Jeździł wszystkim, tylko nie Alfą.

Do czasu. Nie byłoby przecież powodu, by pisać o Villoresim na tych stronach, gdyby w dalekiej przyszłości nie kryła się efektowna pointa. Na pytanie, jaki z licznych samochodów wyścigowych, którymi startował, uważa za najlepszy, odpowiedział tak: „Bez wątpienia sześciocylindrowe Maserati [miał na myśli 6CM monoposto] z lat 1937-38. Ale wyścigiem, który wspominam jako swoje największe osiągnięcie, było Giro di Sicilia w 1953 r. Wygrałem je na Ferrari 340 MM pomimo awarii hamulców. Jakiż to był bajeczny silnik!”

Villoresi

W 1985 r., w prawie pół wieku po stracie brata, 76-letni Gigi obecny był w Nicei na jednej z licznych w Europie Zachodniej imprez – rzec można – historyczno-nostalgicznych, przywołujących ducha dawnych wyścigów Grand Prix. Oddajmy mu głos: „Przechadzałem się i z prawdziwym wzruszeniem oglądałem samochody ze swojej zawodniczej przeszłości. Nagle podszedł do mnie przedstawiciel Alfa Romeo z zaproszeniem, abym zechciał przejechać kilka okrążeń Alfettą 158. Na te słowa aż zadrżałem. Odpowiedziałem bardzo szczerze: „A czy pan wie, że ja nienawidzę Alfa Romeo?” On jednak nalegał, był bardzo miły, w dodatku wsparł go mój serdeczny druh Toulo de Graffenried. Uległem. Wsiadłem i… bawiłem się po prostu nie do opowiedzenia!
Zacząłem ot tak, dla zabawy, a że szło mi dobrze, stopniowo zacząłem przykładać się i jechać coraz poważniej. Spacerujące wokół towarzystwo przerywało rozmowy, by przylepić się do barierek. Inne samochody krążące po torze jeden po drugim zjeżdżały do boksów, by dać mi wolne pole, aż wreszcie, jak tancerz na parkiecie, zostałem na torze sam. Przejechałem jeszcze kilka kółek, dobywając gdzieś z głębi swoich nawyków i odruchów wszystko, co pozostało mi z dawnych umiejętności. Już nigdy później nie miałem tak wspaniałego przeżycia za kierownicą. A co najważniejsze, tego dnia z wielkim opóźnieniem uświadomiłem sobie, jak cudownym samochodem była Alfa 158, jak niewiarygodnie łatwym w prowadzeniu w porównaniu z moimi ulubionymi, starymi Maserati.”

Poprzedni wpis
Giulio Ramponi
Następny wpis
Elio Zagato

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back
Udostępnij

Gigi Villoresi