fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Zamki, tama i stodoły – Testujemy Alfę Romeo Stelvio

Zamki, tama i stodoły – Testujemy Alfę Romeo Stelvio

Stelvio nie ma lekkiego życia w naszej redakcji, jest przecież bliskim krewnym lubianej przez nas Giulii. Powoduje to, że oczekiwania wobec tego SUVa są bardzo wygórowane. Sedana cenimy nie tylko za urodę, ale też za wyjątkowe właściwości jezdne. Najbardziej nas zastanawiało, czy ta druga cecha jest również aktualna w wyższym i cięższym Stelvio. W tym celu poddaliśmy ten samochód dość wnikliwemu testowi. Przejechaliśmy ponad 1000 kilometrów po autostradach i szosach. Poruszaliśmy się po mieście w godzinach szczytu i wybraliśmy się na weekendową przejażdżkę. Do jakich wniosków doszliśmy? Zapraszamy do lektury.

Pod maską opisywanego samochodu pracuje silnik Diesla o pojemności 2,2 l i mocy 210 km. Sprzęgnięto go ze skrzynią automatyczną oraz napędem na cztery koła Q4. Na pokładzie nie zabrakło łopatek do zmiany biegów czy opcjonalnych reflektorów. Pojazd pokryto lakierem Misano Blue, który dodaje temu nadwoziu bardzo dużo uroku. Do najczęściej wybieranych kolorów w tym modelu należą: czarny, szary i czerwony, ale szczerze polecamy Misano Blue – nie da się obojętnie przejść obok egzemplarza w tym kolorze.

Nasza przygoda ze Stelvio zaczęła się od podróży autostradą A2. Pokonanie odcinka pomiędzy Warszawą a Łodzią, szczególnie w poniedziałek o 8 rano, nigdy nie należy do przyjemności. Czy urok Alfy uczynił tę drogę choć odrobinę lżejszą? Trochę. Na pewno nie można narzekać na osiągi – samochód bez uwag rozpędzał się do każdej prędkości, z jaką chcieliśmy jechać. Jedna uwaga może dotyczyć reakcji na gaz – opóźnienie na gwałtowne wciśnięcie prawego pedału bywa trochę zbyt długie. Niestety podczas jazdy autostradowej przeszkadza jedna rzecz – hałas wiatru. Na szczęście do uszu pasażerów prawie w ogóle nie docierają odgłosy pracy silnika, ale szum wiatru jest wyraźny już przy prędkości 130 km/h.

Pozytywne wrażenie robi działanie adaptacyjnego tempomatu. Nawet w agresywnym ruchu adwójki radził sobie całkiem dobrze. Nie mamy możliwości bezpośrednio porównać jego działania z wcześniejszymi rocznikami Giulii/Stelvio, ale można odnieść wrażenie, że w międzyczasie poprawiono jego działanie. Uzyskane na tym odcinku spalanie wynosiło 9,2 l/100 km.

Po wjechaniu do miasta od razu da się odczuć spore wymiary samochodu, ale tym nikt raczej nie powinien być zaskoczony kupując SUVa. Standardowe miejsca parkingowe wydają się bardzo małe. Na szczęście wymiary pojazdu są bardzo łatwe do wyczucia, co ułatwia poruszanie się w miejskiej dżungli. Przyczynia się do tego pozioma i dobrze widoczna z miejsca kierowcy maska. Podczas typowego dnia z dojazdem do pracy na 8 rano i powrotem po 16, spalanie wyniosło 9,9 l/100 km.

Jak w każdej współczesnej Alfie, tak i w Stelvio, znajdziemy przełącznik trybów DNA. W mieście najprzyjemniej jeździ się oczywiście w trybie Dynamic. Podobnie jak w Giulii warto zawieszenie przestawić w tryb soft. W domyślnym ustawieniu samochód jest zbyt twardy. Komfort podróżowania jest obniżony, a pojazd potrafi zbyt nerwowo reagować na nierówności na drodze i zachowywać się niestabilnie.

W przypadku Giulii jazdę w trybie soft polecaliśmy jedynie w mieście. W Stelvio tryb ten sprawdza się na większości dróg. Nawet typowe szosy i drogi krajowe są najczęściej zbyt nierówne dla tak twardego samochodu. I nie chodzi tu nawet o komfort, który jesteśmy w stanie poświęcić dla lepszego prowadzenia, ale o to, że Alfa w tym trybie zachowuje się niestabilnie i nie budzi zaufania.

Przejdźmy w końcu do najważniejszego – czy z jazdy Stelvio można czerpać przyjemność, jakiej spodziewalibyśmy się po Alfie? Aby odpowiedzieć na to pytanie udaliśmy się na dobrze nam znany odcinek równej, krętej i bezpiecznej szosy. Podczas jazdy w mieście można odnieść wrażenie, że tylne koła bardzo łatwo tracą przyczepność na nierównościach, a samochód może zaskoczyć kierowcę uślizgiem tyłu nadwozia. Przy szybkiej jeździe po zakrętach na szczęście te obawy się nie potwierdziły.

Twarde zawieszenie, wysoki środek ciężkości i tak też zamontowany fotel powodują, że wszelkie nierówności nawierzchni są bardzo wyczuwalne i powodują silne bujanie nadwozia. Pomimo tego Alfa bardzo dobrze trzyma się drogi. Układ kierowniczy pracuje w takich warunkach wyśmienicie. Minimalne ruchy kierownicy przekładają się na dynamiczne reakcje samochodu. Wymaga to trochę przyzwyczajania, ale bardzo szybko można docenić zalety tego układu.

Bardzo dobre wrażenie robią też hamulce. Są mocne i pozwalają bardzo dokładnie dawkować siłę hamowania. Przy dynamicznej jeździe przydają się też oczywiście łopatki przy kierownicy. Fajnie, że są, ale ich używanie w samochodzie w silnikiem Diesla nie jest tak przyjemne, jak w benzynie. Zmiana obrotów po pociągnięciu łopatki bywa na tyle mała, że czasem aż słabo zauważalna.
Nie da się jednak ukryć, że prowadzenie Stelvio nie jest tak przyjemnym wydarzeniem, jak Giulii. Cudów nie ma – wyższy środek ciężkości musi się gdzieś zemścić. Zawieszenie robi co może, żeby utrzymać samochód w zakręcie, układ kierowniczy działa znakomicie, a hamulce zasługują na najwyższą ocenę, ale to nie to samo. Jest dobrze, ale nie ma takiej magii.

Inaczej niż w Giulii działa też napęd na cztery koła. W sedanie mocne wciśnięcie gazu w zakręcie często kończy się zerwaniem przyczepności tylnej osi, które dopiero po chwili jest korygowane przez kontrolę trakcji (nie dotyczy wersji Q). Czy Stelvio „pójdzie bokiem”? Zdecydowanie nie. Konfiguracja napędu i kontroli trakcji dba o to, żeby nie dopuścić do jakiegokolwiek uślizgu. Liczyliście na driftowanie SUVem? Bardzo słaby pomysł.

Za wyborem silnika diesla zazwyczaj stoi troska o niskie zużycie paliwa. Choć nie jest to do końca w naszej naturze, to jeżdżąc Stevio z napędem tego typu zwracaliśmy uwagę na to, ile paliwa zużywa. Spróbowaliśmy nawet ecodrivingu. Włączenie trybu A symbolizowane jest zmianą koloru podświetlania zegarów na zielony oraz pokazaniem widoku naszej planety, która zapewne cieszy się z naszego wyważonego podejścia do spalania paliw kopalnych. Kilkadziesiąt kilometrów pustych, podmiejskich szos zostało pokonanych wyjątkowo spokojnie. Wynik? 5,8 litra. Średnie spalanie podczas całego testu wyniosło 8,4 litra. Chyba całkiem nieźle, jak na dynamicznego SUVa.

Do zalet opisywanego samochodu należy oczywiście też jego wnętrze. Estetyczny design, dobra ergonomia i wysoka jakość wykonania to jego niewątpliwe zalety. Nie będziemy się tu nad nim rozpisywać, bo element ten jest wspólny z Giulią, którą opisywaliśmy już nie raz. Tym razem zwróciliśmy szczególną uwagę na wyjątkowo dobrze działającą elektryczną regulację podparcia bocznego. Sterujące nią przyciski ukryto w dziwnym miejscu, ale gdy już się je znajdzie, to w szybki sposób można zmienić komfortowy fotel w prawie wyczynowy kubełek.

Dla kogo jest więc Stelvio? Dla osób, które na pierwszym miejscu stawiają czerpanie przyjemności z jazdy po zakrętach, Giulia będzie znacznie lepszym wyborem. Cudów nie ma i wyższe nadwozie SUVa musiało odbić się na pogorszeniu prowadzenia. Choć nie jest tak super, jak w sedanie, to cały czas jest jednak bardzo dobrze. Stelvio zachowało też fantastyczny układ kierowniczy o bardzo bezpośrednim przełożeniu. Nadaje on mnóstwo wiele charakteru temu modelowi. Naprawdę można czerpać przyjemność z kierowania tym samochodem. Nie bez znaczenia jest też podwyższone zawieszenie. Oczywiście nie będziemy zachęcać do wjeżdżania w poważny teren, ale przynajmniej nie trzeba bać się krawężników czy korzeni na leśnych ścieżkach. Dla osób mieszkających za miastem przy rzadko odśnieżanych drogach, ale potrafiących docenić dobre prowadzenie oraz wyjątkowe wnętrze, ten samochód będzie z pewnością świetnym wyborem.

Tekst i zdjęcia: Piotr Krasiński (Fotopatologia.pl)

Poprzedni wpis
Fiat 600 Multipla gwiazdą na wystawie w V&A Museum
Następny wpis
Charles w GP USA dojechał czwarty

1 komentarz

  1. Bogdan J
    5 listopada 2019 at 18:05 — Odpowiedz

    Panowie i Panie. Co prawda nie mam z traktorkiem pod maską, a słuszne 510 kucy pod maską, to zauważam jedno. Przy 130 tak, jest hałas, ale po dokładnym przyjrzeniu się stwierdziłem, że na pewno nie są to szumy powietrza. Jak wjedziemy na idealnie gładką nawierzchnię, taki stare smołowe, to robi się automatycznie wspaniała cisza. A przejechałem nie 1000 km a 20to krotność tego dystansu. I potwierdzam, że jest to skutek toczenia się kół po chropowatej nawierzchni dróg jakie aktualnie wykonuje się. Ale nie ma aż tak źle, porównując z Mietkiem GLC czy C Coupe AMG nie widzę różnicy. Hałas jest identyczny.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back
Udostępnij

Zamki, tama i stodoły – Testujemy Alfę Romeo Stelvio