fbpx
Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Fiatem Freemontem w siną dal!

Fiatem Freemontem w siną dal!

Opisywaliśmy już cel naszego lutowego wyjazdu do Mediolanu w relacjach z Milano Auto Classica oraz salonu Luzzago. Jednak to nie wszystko, co się wtedy wydarzyło, ponieważ jeździliśmy też po torze wyścigowym!

W poszukiwaniu słońca i dobrej kawy w lutym ruszyliśmy na wyjazd Fiatem Freemont. Od samego początku nieco sceptyczni co do włoskiego „amerykańca”, przez kilka dni przekonaliśmy się, jakie naprawdę jest to auto i do czego nadaje się najlepiej. Freemont w wersji 2.0 Multijet 170 KM z napędem 4×4 i automatyczną skrzynią przy pierwszym kontakcie miło nas zaskoczył. Przed nocną przeprawą non stop przez długie autostrady oraz alpejskie przełęcze oczekiwaliśmy przede wszystkim wygody. Cztery osoby rozsiadły się komfortowo, jak zwykle odbyła się walka o miejsca z tyłu. Bagażnik został zapakowany do oporu torbami, plecakami ze sprzętem fotograficznym, nie zabrakło statywów ani prowiantu – wszystko pomieściło się bez problemu. No to w drogę!

Fiat Freemont

Z Warszawy ruszyliśmy autostradą A2 w stronę Berlina. Pierwszy postój zrobiliśmy dopiero przed granicą, czyli po ponad 3 godzinach jazdy. Ostatnie tankowanie za złotówki, szybki posiłek i dalej w drogę. Zmieniłem Bartka za kierownicą i ruszyliśmy w stronę Niemiec. Jedyna rzecz, która mi przeszkadzała właściwie przez cały czas, kiedy prowadziłem auto, to trochę zbyt mocno wspomagany układ kierowniczy. Jadąc solidnie załadowanym, prawie dwutonowym pojazdem, nie czuć było kompletnie tej masy na kierownicy, co w ekstremalnych sytuacjach może okazać się zgubne. Skoro już nie ma odwrotu od elektronicznych układów, to Fiat w swoich stricte włoskich konstrukcjach nauczył się już robić je lepiej – we Freemoncie najwyraźniej czegoś jeszcze brakuje.

Wracając do drogi – trasa przez Niemcy i Austrię przebiegła właściwie bez żadnych emocji. Tempomat sterowany z kierownicy, automatyczna skrzynia, spokojnie klekoczący silnik, dobra muzyka grająca z bardzo przyzwoitego nagłośnienia Freemonta – mówiąc krótko – komfortowa podróż. Nad ranem zmieniłem się z Kacprem, który przewiózł nas przez większość nocnego odcinka – ma chłopak zdrowie! Na Fiacie nie zrobiły wrażenia górskie odcinki, dalej dziarsko jechał nie męcząc się ani trochę. Około 7 rano zameldowaliśmy się na Autogrillu przy obwodnicy Mediolanu.

Fiat Freemont

Szybkie odświeżenie, espresso, rogalik i w drogę pod bramy Arese. Wrażenia z tego miejsca opisywałem już w relacji z Milano Auto Classica , więc nie ma się co powtarzać. Co ciekawe, na bocznych uliczkach Mediolanu widać Freemonty coraz częściej: tu jeden zaparkowany, tutaj kolejny nas wyprzedza. Wygląda na to, że przyjął się nieźle na włoskim rynku. Przemieszczanie się po mniejszych ulicach idzie bezproblemowo, autem dobrze się manewruje i wbrew pozorom nie ma jakichś dużych rozmiarów, które powodowałyby problematyczne sytuacje.

Fiat Freemont

Dzień na targach minął szybko, przetransportowaliśmy się do miejsca noclegowego i oddaliśmy typowemu rytuałowi – znaleźć jak najbardziej obskurnie wyglądającą pizzerię, zamówić wino i podelektować się wrażeniami z całego dnia. W miarę opróżniania kolejnych butelek Janek szybko wypalił z szalonym pomysłem: „to co, jutro do Monaco?”. Kacper może nie do końca uwierzył za pierwszym razem, ale z Bartkiem przytaknęliśmy od razu. W końcu to odpowiedni wektor działań: skoro już jesteśmy w Mediolanie, a pogoda jakaś taka słaba – trzeba działać!

Kolejnego ranka zapakowaliśmy się do Fiata i w drogę. Pogoda nadal nie rozpieszczała, ale w pewnym momencie stało się coś magicznego – po przekroczeniu pasma gór w okolicach La Maddalena, odkąd zjeżdżaliśmy już w stronę Riwiery Liguryjskiej – odmieniła się. Po tej stronie świeciło słońce! Euforia, jaka nastąpiła na pokładzie Fiata, jest trudna do opisania. Zachwycaliśmy się widokami wybrzeża skąpanego w zimowym jeszcze słońcu. Dalszą część podróży należało odbyć po lokalnych drogach, poczuć trochę nadmorskiego klimatu.

Fiat Freemont

Z autostrady zjechaliśmy do San Bartolomeo Al Mare, skąd już do samego Monte Carlo jechaliśmy wybrzeżem. Tutaj Fiat pokazał swoje kolejne udane oblicze – wygodnego cruisera do spokojnego pokonywania wąskich ulic i krętych podjazdów wzdłuż riwiery. Szyby poszły w dół, „zimne łokcie” zostały zainstalowane i w bardzo radosnej atmosferze toczyliśmy się dalej. Co jakiś czas po miasteczkach pilotowała nas urocza 500-tka, dookoła rosły drzewka z pomarańczami, klimat był bajeczny. Zatrzymaliśmy się na chwilę w San Remo. Obyło się bez śpiewania, ale kilka zdjęć na tle palm trzeba było zrobić!

Fiat Freemont

Kolejne kilometry pokonywaliśmy leniwie, niestety z powodu zablokowanej autostrady utknęliśmy w sporym korku, w którym Fiat nadal dzielnie się toczył, a automat w takim momencie naprawdę się przydał.

Kiedy dojechaliśmy do Monte Carlo pogoda była już kiepska, ale musieliśmy zrobić przynajmniej dwie rzeczy – pamiątkowe zdjęcie pod kasynem oraz pobić rekord na torze GP Monaco! Zdjęcie wykonał dzielny Kacper, który wyskoczył na chwilę w deszcz, podczas gdy ja odpierałem dziwne pytanie lokalnego policjanta: „Czy mogę w czymś pomóc?”. Podziękowałem za chęci i ruszyliśmy na objazd toru. Obawiam się, że w tym momencie złamaliśmy zakaz używania pojazdu prasowego na torze wyścigowym zapisany w umowie użyczenia samochodu, ale co tam – raz się żyje! Będę się tłumaczyć po powrocie! 🙂

Fiat Freemont

Kompletnie inaczej ogląda się wyścig GP, kiedy zasmakuje się tych zakrętów na żywo, zwłaszcza na zwykłych ulicach, które nie są obudowane bandami i barierami ochronnymi. Zrobiliśmy kilka kółek z czasami, których nie powstydziliby się Alonso czy Massa 😉 Miejscami były jednak korki, a w tunelu fotoradar, więc nie do końca możemy porównać wynik z ostatnim weekendem wyścigowym. Wyjeżdżając z Monaco trafiliśmy jeszcze na Rambo Lambo czyli Lamborghini LM002, które jak gdyby nigdy nic krążyło po wzgórzach otaczających miasto. Szybki przejazd obok spokojnie pracującej V12 dodał trochę magii do całej wyprawy. Droga powrotna upłynęła bez przygód i nadal w komfortowych warunkach przemieszczaliśmy się do Mediolanu. Kolejnego dnia ruszyliśmy do Luzzago w Brescii, a potem już do Polski. Powrót przez Czechy nie był zbyt dobrym pomysłem ze względu na drogi i nasze nawigacyjne pomyłki.

A jak sam Fiat?
Wnętrze jest dobrej jakości: przyjemna jasna skóra, dobrze spasowane elementy są miłe w dotyku; regulowana tylna kanapa (włącznie z oparciem, które można było odchylić na czas drzemki), oddzielne nawiewy i regulacja temperatury uprzyjemniają podróż pasażerom z tyłu. Jednocześnie po wejściu do środka od razu staje się oczywiste, że ten Fiat nie ma włoskich korzeni. Przesiadając się pomiędzy modelami z grupy Fiata naturalnie się w nich odnajdujemy. Tutaj włączenie wycieraczki okazało się większą zagadką i chwilę trzeba poświęcić na nauczenie się obsługi.

Fiat 500

Właściwie większością ustawień, jak nawigacja, klimatyzacja, podgrzewanie siedzeń, radio, telefon, komputer pokładowy steruje się poprzez jeden wielki ekran dotykowy. Oddzielnie są tylko pokrętła do temperatury i włączniki ogrzewania szyb. Sterowanie tym w trakcie jazdy trochę odciąga wzrok od drogi, ale ekran jest spory i nie jest trudno trafić w przyciski.
Podróż na długim dystansie Fiatem była wygodna i relaksująca. Duży wpływ na to miała automatyczna skrzynia biegów połączona z dwulitrowym dieslem. Nie jest to samochód do sprintu spod świateł, automat dziwnie redukuje biegi przy mocniejszym przyspieszaniu (od razu dwa przełożenia niezależnie od prędkości), ale kolejne kilometry dalekiej trasy Freemont połykał bez najmniejszego wysiłku. Prędkość przelotowa w okolicach 140-160 km/h nie robiła na nim wrażenia. Pomimo sporego załadunku oraz masy samego Fiata był też wyjątkowo ekonomiczny – spalił średnio niewiele ponad 8 litrów na dystansie ponad 4000 km.

Czy nas – miłośników prawdziwej włoskiej motoryzacji – nowy Fiat przekonał? Na pewno nie do tego, że jest prawdziwym Fiatem i ma jakiś „włoski” element. Ani stylistycznie, ani ergonomicznie nie przypomina on innych Fiatów. Niemniej jest to bardzo solidny, wygodny, praktyczny i zaskakująco oszczędny wóz, który jest świetnym wyborem, jeśli potrzebujemy przestronnego samochodu na dalekie trasy.

Zdjęcia: Bartek Lichocki, Kacper Szczepański

Poprzedni wpis
Poznan Motor Show
Następny wpis
Forza due cilindri!

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back
Udostępnij

Fiatem Freemontem w siną dal!