Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Rajd Polski Historyczny – nasz debiut

Rajd Polski Historyczny – nasz debiut

Od początku projektu renowacji Giulii planowałem aktywne użytkowanie auta. Zloty, spotkania miłośników klasyków to na pewno ciekawe wydarzenia, ale ciągle brakowało czegoś aktywniejszego. Nie chciałem budować auta typowo pod sport, ale jedna dyscyplina wydała się idealna – rajdy na regularność. Na debiut wspólnie z Krzyśkiem wybrałem Rajd Polski Historyczny – najtrudniejszą imprezę tego rodzaju w Polsce. Nie ma to jak skok na głęboką wodę

Nasi stali czytelnicy kojarzą na pewno załogę Izy i Macieja Trzebiatowskich jeżdżących w takich rajdach Lancią Fulvią Monte Carlo. Kibicujemy im od lat i nie ma co ukrywać, że zarazili mnie i mojego pilota tym tematem.

Czym są rajdy na regularność? To dyscyplina sportów samochodowych, która polega na przejechaniu wyznaczonej trasy rajdu według książki drogowej (tzw. roadbook) i zadanej średniej prędkości. Trasa składa się z odcinków dojazdowych oraz odcinków pomiarowych, czyli prób na regularność tzw. RT. Każda próba ma zadaną średnią prędkość, z jaką należy pokonać dany odcinek. To, co znamy, to trasę oraz średnią prędkość, dalej trzeba sobie radzić. Rajd odbywa się po drogach publicznych, które na czas rajdu nie są zamykane – obowiązują więc normalne przepisy ruchu drogowego. Średnie prędkości na odcinkach nie przekraczają z reguły 45 km/h. W trakcie każdego z nich wykonywane są pomiary (startującym nie są znane punkty pomiarowe), które określają dokładność, z jaką jedzie załoga. Znając czas i średnią prędkość można wyliczyć dokładnie gdzie w każdej sekundzie powinien znajdować się samochód. Odchylenia od idealnego czasu są punktowane. Wygrywa załoga, która zdobędzie najmniej punktów (karnych 🙂 ).  Uczestnicy mogą korzystać z dowolnej liczby urządzeń pomiarowych – drogomierzy, prędkościomierzy itp. Jedynym, czego nie można posiadać, to urządzenia pokazujące średnią prędkość. Również korzystanie z telefonów komórkowych na trasie jest zabronione i grozi wykluczeniem z rajdu.

Rajd na regularność zachowuje elementy typowe dla dyscyplin rajdowych, jak BK (badanie kontrolne), PKC (punkty kontroli czasu), na których trzeba się stawić dokładnie o czasie; parc fermé (park zamknięty), gdzie nie można dokonywać prac przy aucie (zmiany kół, dolewanie paliwa itd.), oficjalny start wg listy startowej oraz uroczysta meta rajdu. Przestudiowanie regulaminu jest koniecznie przed rozpoczęciem zmagań. W celach pomiarowych każde auto jest wyposażane w nadajnik GPS w trakcie BK. Sędziowie mają zatem dostęp do każdej zarejestrowanej przez urządzenie pozycji i prędkości auta. Mogą w ten sposób np. nakładać kary za przekroczenie dozwolonej prędkości na publicznych drogach.

Rajd Polski to najstarszy obok Rajdu Monte Carlo rajd samochodowy na świecie. Jego pierwsza odsłona miała miejsce w 1921 roku. Kilka edycji tego rajdu zostało rozegranych jako część Samochodowych Rajdowych Mistrzostw Świata. Rajd Polski Historyczny nawiązuje do tradycji Rajdu Polski, a swoją formułą do dawnych rajdów, czyli jazdy na regularność. Uczestnicy poruszają się autami zabytkowymi, najnowsze dopuszczone musi być wyprodukowane do 31.12.1990. Nie ma tutaj znaczenia zaawansowanie techniczne pojazdu, ponieważ nie walczy się tutaj prędkością, a nawigacją oraz precyzją, co uniezależnia rywalizację od tego, czym się jedzie. Najważniejsze to doświadczenie, sprawne poruszanie się po roadbooku oraz dobre urządzenia pomiarowe. Jest to idealna dyscyplina dla seryjnych aut klasycznych. Od 2014 RPH jest eliminacją w ramach europejskiego pucharu FIA, więc startuje tutaj też sporo zagranicznych załóg. Lista startowa w tej edycji miała 40 pozycji.

Wspólnie z Krzyśkiem stwierdziliśmy, że jest trzeba jechać nie zastanawiając się specjalnie, czego to będzie od nas wymagać…

5 Rajd Polski Historyczny odbył się w dniach 01-04 września 2016 r. Miał długość 900 km z 17 odcinkami na regularność o łącznej długości 538 km. Bazą rajdu była Wieliczka.

Przygotowania nie trwały specjalnie długo. O część teoretyczną zadbali Iza i Maciej, z którymi spotkaliśmy się przy kawie. Opowiedzieli nam, jak się za to wszystko zabrać. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem roadbook dopiero poczułem powagę tego, na co się porwaliśmy.

Przygotowania samochodu objęły wyłącznie jego dokładniejsze przejrzenie: upewnienie się, czy wszystko jest dobrze poskręcane ;), gaźniki prawidłowo wyregulowane, a komplet narzędzi znajduje się w bagażniku. Jedyną modyfikacją było dołożenie tzw. haldy, czyli precyzyjnego drogomierza. Halda jest narzędziem dla pilota, który kontroluje odległości na odcinku i może skutecznie nawigować. Bez tego musiałby ciągle pytać kierowcy o dystans, jaki przejechaliśmy, aby móc określić, kiedy i gdzie mamy skręcić. Ponadto możliwość kalibracji haldy powoduje, że dokładność pomiaru przejechanego dystansu znacznie przewyższa seryjny licznik (który zresztą w prawie 50. letniej maszynie daleki jest od bycia precyzyjnym).

Tak przygotowanym autem ruszyłem w poniedziałek do Krakowa. Rajd startował w czwartek po południu. Roadbook można było odebrać w sobotę przed imprezą i przeznaczyć trochę czasu na zapoznanie z trasą. We wtorek po południu rozpoczęliśmy zapoznanie, na którym przez kolejne dni spędziliśmy sporo godzin. 900 km do przejechania w trzy dni to sporo. Trasa wielokrotnie prowadziła wąskimi drogami, gdzie należy dokładnie nawigować, aby potem w trakcie rajdu się tam nie zgubić. Pomylenie trasy na próbie na regularność w dużej mierze niweluje szanse na jakikolwiek dobry wynik. Opisywaliśmy trasę dodatkowymi znakami szczególnymi, jak szyldy reklamowe, kolory budynków itd. Wszystko, co potem w trakcie rajdu szybko rozpoznamy. Odległości pomiędzy punktami nawigacyjnymi często są bardzo nieduże i jeśli nie zrobi się tego precyzyjnie, można źle skręcić lub wręcz wjechać komuś na podwórko 🙂

Poniżej klip z zapoznania przed rajdem z jednego z odcinków. Widać m.in., jak może wyglądać trasa i co się dzieje, kiedy na drodze pojawi się samochód jadący wolniej niż zadana średnia prędkość.

Czas spędzony na zapoznaniu to przejazd bardzo malowniczymi trasami rajdu, możliwość odkrycia miejsc, które później Krzysiek wielokrotnie wykorzysta na swoje weekendowe wypady i ogólny zachwyt nad okolicą, po której się poruszaliśmy. Zapoznanie zakończyliśmy w czwartek wczesnym popołudniem. Chwila oddechu, prysznic, świeże ubrania, spakowanie notatek, stoperów, naładowanych telefonów i ruszamy!

No to zaczynamy niedługo 🙂 #rajdpolskihistoryczny

A post shared by ForzaItalia.pl (@forzaitaliapl) on

Start z Rynku w Krakowie to na pewno emocjonujące wydarzenie. Tłumy turystów oraz kibiców, oficjalna zapowiedź, brama startowa, emocje rosły od razu. Krótka prezentacja speakera przy bramie startowej i jedziemy! Teraz już żarty się skończyły i rajd rozpoczął się na poważnie. Pierwszy etap był etapem nocnym, podczas którego przejeżdżaliśmy jedną próbę RT dwukrotnie. Obydwa przejazdy mieliśmy równie złe :), ale też nastawiliśmy się na naukę oraz próbowaliśmy wykorzystać różne techniki opisu trasy i odległości. To był też czas nauki urządzenia pomiarowego i problemów w braku wprawy jego obsługi 🙂 Przypadkowe skasowanie odległości na liczniku może nieźle pokrzyżować plany. Przed dotarciem do bazy po pierwszym etapie zjechaliśmy na stację benzynową, którą całkowicie opanowały klasyczne rajdówki. To był piękny widok.

Pomimo późnej pory niewiele załóg zdecydowało się na sen. Czekaliśmy na wyniki pierwszych odcinków, a dyskusje i wymiana wrażeń trwały długo. Kolejnego dnia startowaliśmy o godzinie 9.

Etap drugi rozpoczynał się w bazie w Wieliczce i przez Żegocinę wiódł do Bukowiny Tatrzańskiej. Ten dzień to ponad 8 godzin samej jazdy plus przerwy. Z odcinka na odcinek czuliśmy się coraz swobodniej, co – jak się okazało później – odzwierciedlały osiągnięte wyniki. Udało się nam uniknąć błędów nawigacyjnych, a wyczuwanie średniej prędkości było coraz dokładniejsze.

Rajd Polski Historyczny etap 2; czas start 🙂 #rajdpolskihistoryczny

A post shared by ForzaItalia.pl (@forzaitaliapl) on

Pogoda na początku września dopisała idealnie, co pozwoliło podziwiać piękne widoki, ale i nieznośnie podnosiło temperaturę wewnątrz auta. W klasycznej Giulii jednak brakuje klimatyzacji, więc po dłuższych odcinkach wychodziliśmy z niej lekko wilgotni 😉 Bardzo miłym akcentem była gościnność gmin, które odwiedzaliśmy w trakcie rajdu. Na dłuższych przerwach czekały najczęściej lokalnie wypiekane drożdżówki, kawa oraz niemała grupa kibiców.

Rajdowy bufet 🙂

Etap trzeci rozegrany został w sobotę. Tym razem start już o 7.30 i ogień – w drogę! Na pierwszym odcinku od razu zaliczyliśmy przygodę, kiedy to na trasę wyjechała nam ciężarówka poruszająca się oczywiście znacznie wolniej niż nasza docelowa średnia prędkość. Droga na szerokość jednego auta, nie wiadomo kiedy ciężarówka zjedzie, więc nasz dialog wyglądał mniej więcej tak:

Kuba: K…. jak wygląda pobocze?

Krzysztof: Nie polecam!

Kuba: Dobra idę!

…i w ten sposób wyprzedzanie przeszkody odbyło się po kawałku trawy/pola, która w sumie mogła zawierać różne niespodzianki mogące nas tam zatrzymać na dobre. Tak zwane „zwiedzanie botaniki” na tym rajdzie czasem się zdarza. Załoga jadąca na zadaną średnią prędkość potrafi napotkać przeszkody w postaci traktorów, autobusów z weselnymi gośćmi itp. Jak już wspomniałem, rajd odbywa się po otwartych drogach, więc pewien czynnik losowy również odgrywa tutaj rolę. Zdarzało się nam doganiać załogi, których teoretycznie nie mieliśmy prawa „dojść”, ale oni po prostu byli długo zablokowani przez przeszkodę na drodze.

(c) Jarek Nakielny, www.smokeon.pl

Kolejny odcinek tego dnia trochę ostudził nasz entuzjazm. Popełniliśmy błąd w nawigacji i nagle wszystko przestało się zgadzać. To był w sumie świetny test załogi, bo była to sytuacja mocno stresowa, która wymagała szybkiego i trzeźwego myślenia. Musieliśmy znaleźć miejsce, gdzie popełniliśmy błąd i powtarzać ten kawałek. Ominięcie punktu pomiarowego groziło dużą karą. Jak już doszliśmy do tego, gdzie nam się pomyliły kratki w roadbooku, nastąpił kolejny pamiętny dialog :

Kuba: K….. Ile mamy spóźnienia?????

Krzysztof: Nie mam pojęcia, idziesz wszystko!!!!

No to poszliśmy… Kiedy już udało nam się po kilku chwilach zrozumieć, mieliśmy kilka minut spóźnienia względem oczekiwanego czasu. Jedynym możliwym sposobem było nadgonienie tego czasu jadąc ze znacznie wyższą niż średnia prędkością. Udało się nam na koniec próby zniwelować tę stratę, ale nadal nie byliśmy pewni, jak to odbije się na finalnym wyniku. Wiedzieliśmy jednak, że dla nas szansa na dobrą lokatę w całym rajdzie znacznie się oddaliła.

Ostatnia sekcja RPH się rozpoczyna, kierunek meta w Krakowie – Muzeum Inżynierii Miejskiej #rajdpolskihistoryczny

A post shared by ForzaItalia.pl (@forzaitaliapl) on

Na przerwę w Nowym Sączu wjeżdżaliśmy już mocno zmęczeni. Dostałem wręcz reprymendę od sędziego, bo przed wjazdem na PKC odpiąłem pas bezpieczeństwa. Obiad w lokalnej restauracji pomógł zregenerować energię i na ostatnie 3 RT ruszyliśmy już w lepszej formie. W trakcie tego etapu spędziliśmy ponad 12 godzin w aucie, z czego prawie 10 to sama jazda. Na szczęście meta była coraz bliżej.

Ostatnie trzy odcinki przebiegły bez przygód i po zaliczeniu ostatniego RT z dużym entuzjazmem przybiliśmy sobie piątkę. Wynik nie był dla nas celem tego wyjazdu – wiedzieliśmy, że właśnie przeżyliśmy wielką przygodę. Pozostało zameldować się na mecie i to był koniec rajdu. Zatankowaliśmy jeszcze po drodze, bo zostało trochę kilometrów dojazdówki.

Meta rajdu była zorganizowana w Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie, podczas trwającej właśnie wystawy Classic Moto Show. Powitanie przez spory tłum kibiców było przyjemnym zakończeniem przygody. Na mecie spotkaliśmy nawet znajome twarze, co spowodowało dodatkowe uśmiechy na naszych twarzach.

Alfa Romeo Giulia Super 5 Rajd Polski Historyczny
(c) Agata Pietruszka

Po dojechaniu do bazy w Wieliczce pozostało zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie i ruszyć do baru na chłodny, relaksujący napój, na który tak bardzo zasłużyliśmy 🙂

Sobotni wieczór zakończył się balem komandorskim, na którym ogłoszone zostały oficjalne wyniki oraz wręczone nagrody i puchary. Specjalne wyróżnienie zostało przyznane załogom, które przejechały wszystkie edycje Rajdu Polski Historycznego – jak się okazało, nie było ich mało.

Jak nam poszło? 20. miejsce na 40 załóg. Jak na debiut to znacznie lepiej, niż zakładaliśmy. Gdyby nie jedna pomyłka nawigacyjna, to wynik byłby rewelacyjny. To, co najważniejsze, to zauważalne postępy z próby na próbę. Było widać, że wyciągaliśmy dobre wnioski i wczuwaliśmy się w tę dyscyplinę. Założony cel na ten rajd zaliczony: przejechać całość i nie pokłócić się po drodze 🙂

Pamiątkowe zdjęcie przed biurem rajdu, czas wracać

Wypada jeszcze kilka słów opowiedzieć o bohaterce rajdu, czyli naszej Alfie Romeo Giulia Super z 1968 r. Auto przejechało na kołach z Warszawy do Wieliczki, następnie cały rajd i z powrotem do Warszawy. W tydzień pokonało więc około 1600 km. Samochód był kompletnie bezbłędny, a momentami jazda wymagała zarówno męczących podjazdów pod strome wzniesienia, czy też sprintu agresywnymi serpentynami w dół.

Nic nie zawiodło, a sprzęt nie miał lekko. Do strat można zaliczyć tylko podrapaną i pogiętą osłonę pod silnikiem, która wymagała wyprostowania oraz odmalowania po „przyjęciu” kilku nierówności. Kolejna strata to zgubione dekielki z felg (niestety bardzo rzadkie). Po rajdzie podjechałem autem na regulację gaźników i można było nadal cieszyć się sezonem, chociaż tego rajdu jeszcze długo nic nie przebije.

 

Podziękowania dla Izy i Macieja Trzebiatowskich za zarażenie bakcylem historycznych rajdów oraz cenne wskazówki, a także dla organizatorów RPH za fenomenalną trasę oraz przygotowanie całego wydarzenia.

Tekst: Jakub Strzemżalski

Zdjęcia: Jakub Strzemżalski, Krzysztof Kubas, Agata Pietruszka, Jarek Nakielny (www.smokeon.pl)

Poprzedni wpis
Genewa już za chwilę
Następny wpis
Przygotowania Ferrari do nowego sezonu F1

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back
Udostępnij

Rajd Polski Historyczny – nasz debiut