Napisz do nas! redakcja@forzaitalia.pl

Fiat Fullback – test. Część 2: po godzinach

Fiat Fullback – test. Część 2: po godzinach

W pierwszej części testu Fiata Fullbacka zasugerowałem, że jedyną pobudką, dla której można kupić pick-upa, jest wykonywana przez nas praca. Może jednak się mylę? Może należy mu dać też szansę po godzinach? Spędziliśmy trochę czasu nad mapą zastanawiając się, który region naszego kraju postawi przed testowanym pojazdem odpowiednie wyzwania. Wybór padł na Warmię. Pagórkowata rzeźba terenu, lasy, jeziora, surowy klimat i zapomniane przez solarki drogi. W tych warunkach Fiat będzie miał wyśmienitą okazję, aby pokazać swoje zalety. Nie bez znaczenia pozostawał też fakt, że jeszcze nas tam wcześniej nie było.

Wybór regionu, w którym spodziewamy się trudnych warunków drogowych, ma swoje uzasadnienie. Konstrukcja Fullbacka wskazuje, że jest to bardzo poważny samochód terenowy. Nadwozie wsparte na ramie, resory piórowe, sztywny tylny most – rozwiązania stosowane od dziesięcioleci, sprawdzone i niezawodne. To, co stawia pick-upy w gorszym świetle w porównaniu z terenówkami, to duży rozstaw osi oraz ogromny tylny zwis.

W testowanym samochodzie zastosowano napęd nazywany Easy Select 4WD. Do jego obsługi służy umieszczone pomiędzy fotelami pokrętło, pozwalające na wybór jednego z czterech trybów pracy. Do jazdy w trasie możemy włączyć tylko tylny napęd, co zmniejsza zużycie paliwa. Jeśli przyjdzie nam pokonać drogę o gorszej przyczepności – dysponujemy napędem na cztery koła. Trzecie położenie przełącznika pozwala zablokować międzyosiowy układ różnicowy, a ostatnie włączyć reduktor. Do dyspozycji jest także blokada tylnego dyferencjału. Taki wybór możliwości stawiał przez dłuższy czas Mitsubishi L200, czyli brata Fullbacka, w roli lidera rynku. Do tej pory tylko kilku konkurentów pozwala na jazdę z napędem 4×4 po asfalcie.

Nasze bagaże to jedna miękka torba podróżna i druga plastikowa – typowa samolotowa kabinówka. Niestety, tej drugiej nie wrzucimy na pakę. Będzie całą drogę po niej jeździć, a kiedy ją wyjmiemy, będzie nadawała się do wyrzucenia. Ląduje więc na tylnym siedzeniu. Tę pierwszą po podróży znajdujemy pod ścianą oddzielającą przestrzeń ładunkową od kabiny. Aby ją wydobyć należy najpierw wejść kolanami na bardzo wysoko umieszczoną klapę, a następnie przeczołgać się, aby ją chwycić. Jeśli ktoś uważa, że pick-up to samochód praktyczny podczas prywatnej eksploatacji, to moim zdaniem jest w dużym błędzie. Wszystkie osoby, które zachęcałem do otworzenia i zamknięcia tylnej klapy, były zaskoczone jej wagą. Ten rodzaj nadwozia ma sens w pewnych zastosowaniach, ale do codziennego i rekreacyjnego użytku zdecydowanie wolę kombi lub vana.

Wyjeżdżamy z Warszawy i kierujemy się w stronę Olsztyna. Siedzimy wysoko, a spod maski cały czas dobiega odgłos pracy sporego diesla. Nie daje to zapomnieć, że jedziemy samochodem użytkowym. Kabina przypomina jednak te z osobówek i ma luksusowe wyposażenie. W rezultacie wrażenia z jazdy są całkiem pozytywne – zarówno dla kierowcy jak i pasażera. 180 koni, wytwarzanych przez silnik o pojemności 2,4 litra zapewnia Fiatowi poprawną dynamikę. O szaleństwach nie może być jednak mowy. Nie zachęca do nich również praca automatu. Podczas spokojnej jazdy jest zupełnie wystarczająca, ale na sportowe wrażenia nie możemy liczyć, nawet pomimo możliwości sterowania biegami przy użyciu łopatek przy kierownicy. Jest to opcja, którą możemy spokojnie pominąć podczas konfigurowania samochodu przed zakupem. Owszem, są trochę pomocne przy redukcjach podczas wyprzedzania albo przy hamowaniu silnikiem na zjazdach, ale w tych rzadkich sytuacjach spokojnie wystarcza użycie tradycyjnej dźwigni. Zaoszczędzone pieniądze zdecydowanie lepiej przeznaczyć na kamerę cofania.

Mijamy Gietrzwałd. Tutaj po raz pierwszy zjeżdżamy z czarnych, suchych dróg na takie, dla których pługi i solarki to osobliwa ciekawostka. Jadę dość pewnie, w końcu prowadzę poważną terenówkę z napędem na cztery koła. Z dobrego samopoczucia wybija mnie kierowca Fiata Fiorino, który po wyprzedzeniu mnie, w mgnieniu oka znika za horyzontem. Chyba jednak nie wykorzystuję potencjału mojego samochodu. Po wyprzedzeniu przez Superba postanawiam przyspieszyć. Bardzo dobrze. Z każdym kilometrem przejechanym po śniegu prowadzi mi się coraz przyjemniej. Ogromy Fullback wydaje się robić coraz mniejszy i zwinniejszy. Diesla już prawie nie słychać, a zmiany biegów są zupełnie niezauważalne. Zbliżamy się już do celu naszej podróży, jednak wcale nie mamy ochoty wysiadać. Zapada szybka decyzja o nadłożeniu kolejnych kilometrów. Nie rozumiem tego mechanizmu: jak pojazd, który nawet na autostradzie wydaje się wielki i niezdarny, na wąskiej, krętej i zaśnieżonej warmińskiej drodze daje tyle przyjemności z jazdy? Jest to największe zaskoczenie, jakie mi zgotował. Z zawieszenia i układu kierowniczego potrafię wyczytać wiele informacji o zachowaniu samochodu. Zaletą jest tu pewnie ich archaiczna konstrukcja.

Rano zdradzamy cel naszego przyjazdu gospodarzom. Dostajemy instrukcje, gdzie szukać malowniczych i trochę trudniej przejezdnych dróg. Wyruszamy. Przyznam, że nie mam zielonego pojęcia o off-roadzie. Staram się więc nie pakować w kłopoty i wybieram takie drogi, po których miałbym wątpliwości, czy przejadę osobówką, a nie takie, gdzie wiem, że byłoby to niemożliwe. Problemy jednak same mnie znajdują. Cofanie Fullbackiem nie należy do najłatwiejszych, szczególnie jeśli wszystko za samochodem jest równo białe i nie wyczyści się wcześniej kamery cofania. Jedno z tylnych kół zsuwa się do rowu. Jest źle. Silnik wyje, koła buksują, jazdy nie ma. Wysiadam – nie wygląda to najlepiej. Straszny obciach – zakopać się prowadząc terenówkę. Gdy już jestem całkiem najedzony wstydem przypominam sobie, że przecież Fullback wyposażony jest w blokady centralnego i tylnego mechanizmu różnicowego. Nie należy ich włączać podczas normalnej jazdy, ale w zaistniałej sytuacji są wybawieniem. Po ich włączeniu Fiat wyjeżdża z opresji bez najmniejszego zawahania. O blokadach będę pamiętał na przyszłość.

Na trudne drogi trafiamy jeszcze dwa razy. Tym razem jednak strome, zaśnieżone podjazdy zauważam z właściwym wyprzedzeniem. Włączone odpowiednie napędy, i przeszkody pokonujemy bez problemu. Nawet małe dróżki są prawidłowo zaznaczone w pokładowej nawigacji. Niestety nie zaprogramowano w niej nazw wielu, nie takich znowu małych, miejscowości. Do Pupek (sic!) nas Fullback nie chciał zaprowadzić. A szkoda.

Skoro przestrzeń ładunkowa samochodu nie nadaje się do tego, aby zapakować tam bagaże, to może znajdziemy dla niej inne zastosowanie? Postanawiamy urządzić na niej piknik. Koc, ciepła herbata z termosu, domowe drożdżówki z cynamonem i lampki dla nastroju. Tak! Wreszcie to ma sens. W ciepłych miesiącach można by tu pewnie nawet spać. W mieście Fullback mi się nie podoba. Moim zdaniem, wygląda brzydko i wulgarnie. W lesie nabiera uroku. To jest jego miejsce, tutaj doskonale się odnajduje. Nie przeszkadzają jego rozmiary, nie przeszkadza siermiężność. Ciągłe pikanie, o którym pisałem w poprzedniej części testu, bardziej bawi niż denerwuje.

Fiat Fullback zainspirował nas do pojechania w region Polski, którego wcześniej nie znaliśmy. Zimowe krajobrazy Warmii nas oczarowały, a gościnność spotkanych osób uwiodła. Byliśmy również pod wrażeniem tutejszych dróg. Jazda po trudno przejezdnych leśnych ścieżkach sprawiła nam wiele przyjemności. Musimy to jeszcze powtórzyć. Wyrobiło to w nas bardzo wiele sympatii dla tego samochodu – wspominamy Fullbacka bardzo ciepło.
Mimo wszystko nie zmieniłem zdania co do przydatności nadwozia typu pick-up. Na tego typu wyjazd wybrałbym klasyczną terenówkę. Normalny bagażnik dużo lepiej sprawdziłby się przy wożeniu naszych bagaży, a mniejszy rozstaw osi i krótszy tylny zwis pozwoliłyby na sprawniejsze pokonywanie trudnego terenu. Wozić duże ilości towaru po równych drogach wolałbym busem albo vanem. Jeśli jednak potrzebujecie samochodu, który musi łączyć w sobie dużą ładowność, możliwość przejazdu w naprawdę trudnym terenie oraz pozwolić w przyzwoitym komforcie jechać autostradą, to Fiat Fullback jest jak najbardziej godny polecenia.

Tekst/zdjęcia: Piotr Krasiński (http://fotopatologia.pl)
Współpraca: Dorota Wietrzyk

Poprzedni wpis
Ferrari na Filipinach
Następny wpis
Mateusz Przystał – Ciąg dalszy nastąpił  

1 komentarz

  1. 9 lutego 2017 at 14:55 — Odpowiedz

    Co do podsumowania.. w tej chwili troszkę pokomplikowały się kwestie prawne.. ale tak naprawdę rozkwit sprzedaży i produkcji pick-upów na Polskim rynku trwał kiedy najpierw był to jeden z wielu wariantów odliczenia pełnego 23% VAT a później był to jedyny rodzaj nadwozia który pozwala ten że VAT odliczyć.. podobnie w innych krajach Unii (gdzie o ile wiem nadal można to zrobić, tylko u nas nie) i z tego powodu utarło się że to są takie super samochody, że można połączyć limuzynę, Vana i terenówkę w jednym a jeszcze do tego mieć w nim skórę, navi, xenony i jeszcze odliczyć VAT.. jedynie resory piórowe w królu uwczesnej sprzedaży (Nissanie Navara) dawały lekko po tyłku w kwestii komfortu.. ale w aktualnej sytuacji prawnej sprzedaż pickupów nie będzie już taka jak była.. ktoś bardziej ogarnięty po prostu założy filię swojej firmy w Czechach i kupi dowolne auto bez VATu i akcyzy zamiast „męczyć się” w pickupie.. PS. Miałem przyjemność wiele razy jeździć Navarą i Toyotą Hilux ciekaw jestem jak na ich tle wypada ten FullBack 🙂 może i mi przyjdzie niedługo go przetestować w jakiejś ciekawej scenerii..

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back
Udostępnij

Fiat Fullback – test. Część 2: po godzinach